pogrzeb bez najbliższych fot. Adobe Stock

Pogrzeb bez najbliższych. Decyzją sanepidu, żałobnicy musieli się rozejść. Zmarły miał koronawirusa

„Teściowa do dziś nie może wyjść z szoku, że jej męża pochowano jak bezdomnego bez pożegnania, bez rodziny”.
Weronika Kwaśniak / 17.10.2020 14:39
pogrzeb bez najbliższych fot. Adobe Stock

W tym tygodniu, w jednej z miejscowości w okolicach Bielska Podlaskiego, miał miejsce pogrzeb 80-letniego mężczyzny. W tym regionie, uroczystości pogrzebowe rozpoczynają się zazwyczaj tradycyjną panichidą, czyli nabożeństwem żałobnym żegnającym zmarłego. Panichida to tradycja wiernych kościoła prawosławnego. Gdy wszyscy zbierali się, aby wziąć udział w modlitwach, synowa zmarłego odebrała telefon z sanepidu.

„Dzwonił sanepid, żeby zamknąć trumnę i wyprosić wszystkich”

Zgromadziło się dużo osób, ponieważ zmarły był darzony powszechnym szacunkiem i miał wielu znajomych. Niestety okazało się, że wszyscy żałobnicy muszą jednak się rozejść. Pomimo że ciało zmarłego zostało wcześniej wydane rodzinie, sanepid uzyskał później informację, że był on zarażony koronawirusem.

Do uczestników zdarzenia dotarł serwis bielsk.eu:

- W pewnym momencie synowa zmarłego odebrała telefon. Stała obok, widziałam, jak w jej oczach pojawiają się łzy. Gdy skończyła rozmowę, wyszła przed dom i powiedziała wszystkim zebranym, żeby się rozeszli do domów. Dzwonił sanepid, żeby zamknąć trumnę i wyprosić wszystkich. Okazało się bowiem, że u zmarłego wykazano koronawirusa. Po jakimś czasie przyjechał zakład pogrzebowy i zabrał trumnę ze zmarłym.

Ostatecznie 80-latek został pochowany na cmentarzu bez udziału najbliższych. Część rodziny trafiła na kwarantannę.

80-latek miał zapalenie płuc, później okazało się że było ono wynikiem COVID-19

Portal bielsk.eu rozmawiał z synową zmarłego, która wyjaśniła, jak doszło do całej sytuacji.

- W sobotę teść źle się poczuł. Miał temperaturę 39,4 i kłopoty z oddychaniem. Szwagierka zadzwoniła po pogotowie. Odmówili jej przyjazdu i nakazali zgłoszenie się do ambulatorium. Zadzwoniła tam. Lekarka też odmówiła jego przyjęcia. Na nic się zdały tłumaczenia, że chory to starszy człowiek, który przeszedł 3 zawały, zapaść, ma cukrzycę, porusza się jedynie na wózku, bo w wyniku cukrzycy amputowano mu część nogi. Nikt nie chciał ani do niego przyjechać, ani przyjąć w szpitalu czy ambulatorium.

Ostatecznie mężczyźnie podano antybiotyk, jednak nie nastąpiła po nim żadna poprawa. W poniedziałek lekarka rodzinna zaleciła podawanie innego antybiotyku, po którym stan 80-latka nieco się poprawił. We wtorek ta sama lekarka przyjechała do pacjenta na wizytę domową. Od razu wezwała karetkę, ponieważ okazało się, że miał on ciężkie, obustronne zapalenie płuc.

Mężczyzna został zabrany karetką do szpitala ok.15-tej. Zmarł między godziną 19 a 20. W środę rano rodzina odebrała ciało zmarłego i akt zgonu. Syn i synowa upewnili się, że 80-latek nie był zakażony koronawirusem i uroczystości pogrzebowe mogą przebiegać normalnie. Zresztą w akcie zgonu rubryka na temat zakażenia COVID-19 pozostała pusta. Rodzina rozpoczęła więc organizację pogrzebu.

Kiedy miała rozpocząć się panchida, synowa zmarłego najpierw otrzymała telefon od duchownego, który poinformował że sanepid zabronił mu uczestnictwa w uroczystościach. Chwilę później zadzwonili pracownicy sanepidu, a rodzina była zmuszona poinformować zgromadzonych żałobników, że mają się rozejść.

W momencie śmierci mężczyzny nie był jeszcze znany wynik testu

Jak opowiada synowa zmarłego mężczyzny portalowi bielsk.eu:

- Nam zakazano uczestniczenia w pochówku. Był tylko batiuszka. Nawet mój mąż, syn zmarłego, nie miał okazji się pożegnać z ojcem. Teściowa do dziś nie może wyjść z szoku, że jej męża pochowano jak bezdomnego bez pożegnania, bez rodziny.

Domownicy zmarłego zostali objęci kwarantanną. Wszyscy zgodnie twierdzą, że gdyby od razu mieli informację o zakażeniu, zmiana organizacji pogrzebu nie byłaby dla nich problemem. Podporządkowaliby się zaleceniom. Najtrudniejsza była jednak świadomość, że uroczystości zostały odwołane w ostatniej chwili.

Jak poinformował bielski sanepid, decyzja miała na celu uniknięcie dalszej transmisji koronawirusa. Nieporozumienie wynikło wyłącznie z tego, że w momencie śmierci pacjenta, nie był znany jeszcze wynik jego testu na COVID-19, który był wykonany w momencie przyjęcia na oddział szpitalny. Stąd błędna informacja dla rodziny, że pogrzeb może zostać zorganizowany standardowo.

Jak dodaje na zakończenie synowa zmarłego w rozmowie z bielsk.eu:

- Sama się zastanawiam, jak teść mógł się zarazić, skoro od lat z domu nie wychodzi. Nikt inny z domowników nie miał żadnych objawów. Z tego co wiem, nikogo też nie poddano testom.

Czytaj więcej aktualnych informacji z kraju:
WHO - dążenie do osiągnięcia odporności zbiorowej jest nieetyczne
Żarty się skończyły i powinniśmy szykować się na drugi lockdown - mówi lekarz
Masz tę grupę krwi? Możliwe że jesteś bardziej odporna na koronawirusa
20-letni uczeń z Bydgoszczy zmarł z powodu zakażenia koronawirusem
Ciężarna kobieta zapadła w śpiączkę przez koronawirusa