Dziecko miało ponad 40 stopni gorączki, a dyspozytorka odmówiła wysłania karetki. „Czy oni siedzą tam, żeby dobijać?”

„Syn miał wysoką gorączkę, leki nie pomagały. Zmierzyłam mu temperaturę. Okazało się, że ma ponad 40 stopni gorączki. W tym samym momencie spojrzałam na córeczkę, której z ust zaczęła lecieć krew”. Dorota zadzwoniła po pogotowie, jednak dyspozytorka zbagatelizowała sprawę i odmówiła wysłania karetki.
/ 10 miesięcy temu
Dziecko miało ponad 40 stopni gorączki, a dyspozytorka odmówiła wysłania karetki. „Czy oni siedzą tam, żeby dobijać?” fot. Fotolia

„Chciałam wezwać karetkę do moich półtorarocznych dzieci. Powiedziałam przez telefon, że mają po 40 stopni gorączki, a córce leci z ust krew. Dyspozytornia odmówiła, odsyłając mnie do przychodni, pouczając i wytykając moje złe postępowanie. Czy oni siedzą tam, żeby dobijać? O co chodzi?”.

Taki post na swoim profilu na Facebooku zamieściła Dorota, dziennikarka i psycholog.

Umarł w kolejce do szpitala. Jak się leczy raka w Polsce?

„Byłam sama w domu” - opowiada nam Dorota. „Kilka tygodni wcześniej moje bliźniaki, Janek i Laura, zostali zaszczepieni przeciwko odrze, różyczce, ospie i śwince. To był błąd, bo mieli lekką infekcję. Lekarka powiedziała jednak, że nie ma problemu. Niestety, problem był” - dodaje.
Bliźniaki zaczęły chorować. Najpierw gorączki dostała Laura.
„Pojechałam z nią do swojego lekarza rodzinnego. Powiedział, że to najprawdopodobniej reakcja poszczepienna. Kazał zbijać temperaturę, robić kompresy” – mówi Dorota. „Czwartego dnia zachorował Jasiek. Miał ponad 40 stopni i lekami nie udawało się zbić gorączki. W pewnym momencie spojrzałam na córeczkę, której z ust zaczęła lecieć krew. W panice zadzwoniłam do przyjaciółki. >>Natychmiast wezwij pogotowie<< - poradziła” - relacjonuje Dorota.

Dyspozytorka zaczęła mnie pouczać. Czuła, że jestem w panice, a mimo to potraktowała mnie nonszalancko, jakbym zawracała jej głowę

Dyspozytorka odmówiła wysłania karetki

Zestresowana kobieta zadzwoniła pod 112, połączono ją z pogotowiem ratunkowym. Jak twierdzi Dorota - rozmowa z dyspozytorką brzmiała tak:

- Czy mogłabym poprosić o lekarza do dzieci? Mają ponad 40 stopni gorączki. Córka od czterech dni, syn od dzisiaj. Dziewczynka w tej chwili krwawi z ust.
- Nie, nie można - odpowiedziała krótko dyspozytorka.
- Jak to?
- Mamy zespoły reanimacyjne, proszę dzwonić do przychodni albo jechać do szpitala – wyjaśniła znudzonym głosem. – W jakim wieku są dzieci?
- Mają po półtora roku. Proszę pani, ale jestem w tej chwili sama w domu, nie dam rady z dwójką w tym stanie dojechać gdziekolwiek. Proszę o pomoc. Karetkę albo jakiś telefon, pod który mogę zadzwonić. Jestem w panice.
- Telefonu nie mam. Nagle zorientowała się pani, że dzieci wymagają opieki? Jeśli przez cztery dni nie mogła pani pojechać do przychodni… a teraz chce karetki?

Kto w końcu pomógł dziecku?

Mimo wyjaśnień, że córka Doroty była pod opieką lekarza rodzinnego, dyspozytorka nie dała się przekonać.
„Potraktowała mnie dość nonszalancko, jakbym zawracała jej głowę. Zastanawiałam się czy w ogóle rozumiała co do niej mówię. Jak to w ogóle możliwe, żeby pogotowie działało w ten sposób? Patrzyłam na malutką i wiedziałam, że nie mam czasu. Wyłączyłam się. Zadzwoniłam po znajomą, która została w domu z Jasiem, a ja pojechałam z krwawiącą córką do najbliższego lekarza, do rodzinnego” - opowiada.
Lekarz zdiagnozował u małej wirusowe zapalenie jamy ustnej, w które przeszła 4-dniowa infekcja. Krwawienie było skutkiem spuchniętej śluzówki oraz pękającego owrzodzenia w ustach. Dziewczynka dostała lek i mogła wrócić z mamą do brata.
„Tym razem skończyło się dobrze. Ale co by było, gdyby mojej córce groziło coś poważnego? Gdy zobaczyłam krew na smoczku, nie miałam pojęcia, co było jej przyczyną. Dyspozytorka też nie mogła tego wiedzieć” – mówi Dorota.
Jak się okazało nie tylko Dorota miała podobny problem. Pan Maciek wzywał karetkę do zawału ojca. Dyspozytorka odmówiła, bo „starsi ludzie czasem wymyślają”.
„Ktoś na Facebooku wyjaśnił mi sytuację, pisząc, że teraz pogotowie przyjeżdża tylko, gdy pacjent ma drgawki i toczy pianę z ust. W innych przypadkach nie ma szans na ambulans” – opowiada Dorota.

Co na to rzecznik prasowy pogotowia ratunkowego?

„Jesteśmy bardzo wyczuleni na wezwania dotyczące dzieci i reagujemy bardzo szybko” - twierdzi Elżbieta Weinzieher, rzeczniczka prasowa pogotowia.
Dlaczego tym razem nie zareagowali - pytamy.
„Trudno mi powiedzieć, nie znam sytuacji. Widać dyspozytorka musiała uznać, że to nie jest konieczne. Czasem ludzie panikują. Matka dzwoni i mówi, że jej dziecko jest chore. Okazuje się, że dziecko ma 34 lata i po prostu źle się poczuło” – odpowiedziała rzeczniczka.
Na nasze kolejne pytanie, czy wysłałaby karetkę do półtoraroczniaków z 40-stopniową gorączką, szczególnie, gdy jedno z nich krwawi, odparła: „Gdybym usłyszała o takich objawach, wysłałabym”.

Niestety - jak widać - nie wszyscy kierują się tymi samymi standardami.

Macie podobne doświadczenie ze służbą zdrowia? Piszcie: waszehistorie@polki.pl

To może was zainteresować:

Nie uwierzyła w diagnozę ratowników z pogotowia i dzięki temu ocaliła 4-osobową rodzinę od pewnej śmierci "A pani znów wyłudza zwolnienie", czyli jak leczy się raka w Polsce?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (12)
/10 miesięcy temu
Syn identyczny wiek, identyczna choroba, również sama w domu, a dziecku krew z buzi leci. Dyspozytorka była opryskliwa i mnie obrażała. Głos jej zmiękł kiedy powiedziałam, że rozmowa jest nagrywana. Pierwsze jej słowa były , że mama zmienić pomieszczenie, bo płacz jej przeszkadza i tak rozmawiać nie będę. Ponad pół godziny przeprowadzała wywiad, a jak przełączyła do lekarza, który nie raczył odbierać to się rozłączyłam i poszłam do dziecka, które zalewało się łzami i było umazane krwią. Postanowiłam, że szybciej zapakuje go w taksówkę i zawiozę do szpitala. Co ogólnie nie było łatwe, bo to była noc i brak fotelika samochodowego. Synkowi jednak stan nagle się poprawił i zasnął obok mnie. Rano poszliśmy do lekarza powiedziała, że powinnam zaskarżyć tą kobietę. Nie mówiąc że błagałam ją żeby wysłała tą karetkę toż z buzi krew leci a dziecko małe z wysoką temperatura. Rok wcześniej miałam sytuacje, że karetka łaskawie przyjechała zbadała syna i powiedziała, że mu kiszki się skręcać i by na moim miejscu pojechali do szpitala. Jak zapytałam, czy nie możemy teraz razem to maleńkie dziecko to powiedzieli, że to nie taksówka, za sytuacje materialną oni nie odpowiadają. Myślałam, że szlak mnie trafi. Szczerze nigdy nam nie pomogli. Zawsze było z lekarzami pod górkę. Przed porodem też były cyrki z ciążą i z porodem. Banda s###ów. Jakby nie charakter i logiczne myślenie własne to nie wiem, czy bym patrzyła jak mój syn rośnie. Oni zamiast upominać się o podwyżki powinni zacząć zagłębiać się z lekturę nie tylko medyczna, ale również szkolenia jak z człowiekiem rozmawiać i co ważniejsze. Takie dyspozytorki powinny być karane, bo one najwięcej biedy robią. Minimalne wynagrodzenie, kary, solidne szkolenia i może służba medyczna by się po wielu latach wyprostowała.
/10 miesięcy temu
Taaa ale wystarczy się naćpać zadzwonić i powiedzieć mam myśli samobójcze karetka jest w 10 minut:(((((
/10 miesięcy temu
Paweł! Nigdy nie byłam w takiej sytuacji i mam nadzieję że nie będę. Ale uwierz, że miałabym problem z opieką nad drugim dzieckiem. Mąż pracuje za granicą, najbliższa rodzina mieszka prawie 70km ode mnie a moi znajomi nie są ludźmi bezrobotnymi, którzy mogą do mnie przyjść o każdej porze kiedy tylko ich zawołam. Po za tym kobieta wspomniała że podawała dziecku leki przeciwgoraczkowe oraz była z nimi i lekarza. Proponuję przeczytać cały tekst a nie tylko nagłówek. Moja najstarsza córka ma problem z wysoką temperaturą. Zazwyczaj przy każdej infekcji czy chorobie skacze do ponad 40st. Drgawki przerabialiśmy nie jeden raz. Wierz mi z 6-latką goraczkujaca jazda autem to problem bez jeszcze jednego opiekuna a co dopiero z takim małżeństwem, nie wspomnę już o dwóch.
POKAŻ KOMENTARZE (9)