Plakat do filmu Snowden fot. mat. prasowe

Najlepsze filmy Olivera Stone'a. Nie tylko „Snowden”!

Od piątku w kinach najnowsze dzieło Olivera Stone'a – "Snowden". Reżyser wraca po kilku latach przerwy, jest więc dobra okazja do przypomnienia jego największych filmów.
Plakat do filmu Snowden fot. mat. prasowe

Nie jest to pierwszy przypadek sięgnięcia przez kino po postać Edwarda Snowdena. Jakiś czas temu można było podziwiać nagrodzony Oscarem dokument "Citizenfour" (niezbyt dobry, gdyby mnie ktoś pytał). Tym razem za historię Snowdena, byłego współpracownika CIA, który ujawnił światu największe tajemnice amerykańskiego rządu, wziął się naczelny skandalista Hollywood – Oliver Stone.

6 najbardziej niebezpiecznych kobiet polskiego kina - nie tylko Pitbull.

Nic dziwnego, to wręcz wymarzony temat dla reżysera, który od lat przenosi na ekran największe teorie spiskowe z najnowszej historii Ameryki i nie przegapi żadnej okazji, by wbić szpilę w amerykański rząd.
Rzućmy okiem na największe dokonania filmowe Olivera Stone'a.

1. JFK (1991)

Prawdopodobnie najgłośniejszy film Olivera Stone'a, którym wtarł sól we wciąż rozgrzebaną ranę w postaci jednej z największych tragedii Stanów Zjednoczonych – zabójstwa prezydenta Johna F. Kennedy'ego. Wątpliwości, co do tego, kto naprawdę stoi za zamachem, jakiego 22 listopada 1963 roku dokonał w pojedynkę (tyle wersja oficjalna) Lee Harvey Oswald, nie zostały rozwiane po dziś dzień, a Stone jako pierwszy przeniósł na duży ekran wszystkie poszlaki związane z tym smutnym wydarzeniem. Przedstawiając je tak, że trudno nie zastanowić się, czy rzeczywiście wszystko w sprawie zamachu jest jasne. W trakcie swojej prezydentury Kennedy zdążył zadrzeć z na tyle potężnymi wrogami, że trudno uwierzyć w samotnego mściciela. Co przemawia przeciwko tej wersji? Odsyłam do "JFK" na trzygodzinny wykład historyczny ze znakomitym zwieńczeniem w postaci ognistej przemowy Kevina Costnera. Stone zebrał świetną obsadę, wśród której znalazło się także miejsce dla Polki – Beata Poźniak wystąpiła tu w roli żony Oswalda, Mariny.

2. Pluton [Platoon] (1986)

Był rok 1967, kiedy Oliver Stone zaciągnął się do wojska, by na własne życzenie walczyć na wojnie w Wietnamie. Był tam dwukrotnie ranny, a za męstwo został oznaczony między innymi Purpurowym Sercem. To, co zobaczył na wojnie, stało się punktem wyjścia do antywojennego dzieła, które jednym tchem wymienia się obok "Czasu Apokalipsy". Bohaterem "Plutonu" jest młody Chris (Charlie Sheen), który trafia prosto do wietnamskiego piekła. Jeśli nawet idealizował sobie wojnę, to na miejscu szybko przekonuje się o tym, że na wojnie nie ma niczego pięknego. Jest cierpienie i śmierć, a także szaleństwo uosobione przez opętanego wojną sierżanta Barnesa. Przyjaźnie nie trwają długo, a wojna w Azji tak naprawdę nie ma sensu, posyłając do piachu całe pokolenie młodych ludzi i powodując traumę na dziesięciolecia. Młody Charlie Sheen wyruszył na tę wyprawę między innymi u boku Johnny'ego Deppa, który wcielił się w postać tłumacza Lernera. W jednym z epizodów można też zobaczyć Olivera Stone'a, który ginie w wybuchu bunkra.

3. Wall Street (1987)

Jedni powiedzą, że światem rządzi polityka ("JFK") inni, że wojna ("Pluton"), ale tak naprawdę światem rządzą pieniądze. Nic więc dziwnego, że Oliver Stone także i pieniądzom poświęcił jeden ze swoich filmów. W roli głównej znów obsadził Charliego Sheena i wysłał go w kolejne miejsce, w którym każdego dnia odbywa się prawdziwa wojna – na Wall Street. Tym razem Sheen wcielił się w rolę bezwzględnego początkującego brokera, który nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć sukces. Czytaj: wzbogacić się. Na jego drodze Stone postawił doświadczonego i jeszcze bardziej bezwzględnego mentora – Gordona Gekko (znakomity Michael Douglas). Z takiej mieszanki musiało powstać świetne kino i tak właśnie było. Po latach Stone powrócił do tematu, ale druga część "Wall Street" słusznie przeszła bez większego echa.

4. Urodzeni mordercy [Natural Born Killers] (1994)

Jeśli jakiś film wyprzedził kiedyś swoją epokę, byli nim bez wątpienia "Urodzeni mordercy". Stone na tapetę wziął czwartą władzę – media – i pokazał, w jaki sposób są w stanie wykreować bohaterów. W tym przypadku parę brutalnych seryjnych morderców, którzy na swój sposób urzeczywistniali romantyczny mit Bonnie i Clyde. Reżyser zrezygnował ze standardowego prowadzenia fabuły na rzecz kolażu wielu filmowych technik: łączenia zdjęć czarno-białych z kolorowymi, wstawiania fragmentów sitcomu, filmów animowanych i wielu innych zabiegów, jakie tylko przyszły mu do głowy. Dziś takie szybko zmontowane kolaże to codzienność, wtedy należały jedynie do świata teledysków i nie zyskały uznania w oczach widzów. A najbardziej niezadowolonym z efektu końcowego był pewien młody scenarzysta, który napisał "Urodzonych morderców". Quentin Tarantino. Zresztą nie ma się co dziwić, Stone z kolegami przepisał scenariusz właściwie na nowo. Nie ulega jednak wątpliwości, że po latach ogląda się ten film dużo lepiej, a i Tarantino się w końcu do niego przekonał.

5. Urodzony 4 lipca [Born on the Fourth of July] (1989)

W "Urodzonym 4 lipca" Oliver Stone po raz drugi powrócił do tematu wojny w Wietnamie, by kilka lat później dopełnić tzw. trylogię wietnamską filmem "Pomiędzy niebem a ziemią". Tym razem od samej wojny bardziej zainteresowało go to, co po niej. W roli tytułowej obsadził młodego i obiecującego aktora (Tom Cruise), a widzom przedstawił prawdziwą historię Rona Kovica. Weterana wojny w Wietnamie, który do kraju wrócił sparaliżowany od pasa w dół i stał się ikoną ruchu antywojnnego, a także gorącym orędownikiem organizacji walczących o prawa człowieka. Stone opowiedział tu historię żołnierza, który poczuł się zdradzony przez swoją ojczyznę, po raz kolejny pokazując to, o czym głośno się nie mówi – że zainteresowanie rządu swoimi obywatelami kończy się w momencie, gdy nie są już do niczego potrzebni.

Po świecie filmów i seriali oprowadza Was popularny filmowy bloger - Łukasz Kaliński - Quentin.pl