POLECAMY

LIST DO REDAKCJI: „Straciłam ciążę z powodu lekarskiego błędu. To cena, jaką płacimy za przemęczenie lekarzy."

Za przemęczenie i wkurzenie lekarzy płacimy my, potrzebujący pomocy ludzie. Czy to się kiedyś wreszcie skończy?!
Listy od Czytelniczek / 11 miesięcy temu
LIST DO REDAKCJI: „Straciłam ciążę z powodu lekarskiego błędu. To cena, jaką płacimy za przemęczenie lekarzy." fot. Fotolia

„Nie muszą być mili, niech nas leczą” powiedziała niedawno moja koleżanka, gdy opowiadałam historię o braku tym, jak lekarze źle potraktowali w szpitalu moją mamę. Dobra, nie muszą być mili. Niech leczą, pomyślałam.

Ale co jeśli ONI czasem nie potrafią leczyć? Gdzie mamy szukać pomocy?

Znajoma pielęgniarka wyznaje: „Wiesz, ile razy pielęgniarki poprawiają po lekarzach? Kilka razy mogłam kogoś zabić, podając mu lek przepisany przez lekarza. Bo nazwa była źle zapisana, dawka za wysoka albo lek kompletnie nie dla tego pacjenta, bo lekarzowi nie chciało się zajrzeć w kartę i zobaczyć na jakie substancje pacjent jest uczulony.

Koleżanka kiedyś zobaczyła receptę pacjentki. Z tak silną astmą oskrzelową dostała pani ten lek? Pyta. Pacjentka kiwa głową - tak, dostała. Jak chciała lekarzowi zwrócić uwagę, ryknął: „To może niech się pani sama leczy?!”.

Każdy zna takie historie, prawda? Gorzej, gdy te błędy dotyczą nas samych. Albo kogoś wokół nas. Myślimy: „Jak to możliwe. Ktoś studiował ileś lat, a dziś nie potrafi mi pomóc?".

Kilka tygodni temu zrobiłam test ciążowy. Pozytywny. Starałam się o dziecko wiele lat. Mniej, bardziej, jednak pozytywny test ciążowy to była dla mnie ogromna radość.

Mamy z mężem oboje około czterdziestu lat. To miało być nasze drugie dziecko. Pomyślałam: pójdę do najlepszej kliniki, niech tylko ktoś poprowadzi dobrze ciążę.

Klinika numer 1 (znana z leczenie niepłodności)

Lekarka wymalowana i wypielęgnowana. Cena spotkania plus USG - 240 złotych.

- Za wcześnie na USG - rzuca na wstępie.
- Jednak bardzo poproszę, bo się denerwuję - proszę.

Pani robi więc USG mało delikatnie, zajmuje jej to pięć sekund (dobra, dziesięć, przysięgam).

Myślisz, że cesarskie cięcie to „pójście na łatwiznę”? Oto 4 powody, które sprawią, że zmienisz zdanie!

- No jest pęcherzyk ciążowy, ale pani ma przerośnięte endometrium, moim zdaniem to rak, proszę jechać do szpitala.
- Chyba powinnam dostać leki, bo wie pani, mam za niski progesteron, mogę poronić.
- Jak ma pani nowotwór to chyba ciąża ma mniejsze znaczenie, proszę do mnie wrócić.

Jeszcze w tej samej klinice wydzwaniam znajomych. Muszę się jak najszybciej dostać na konsultację onkologa. W końcu mam, profesor B. podobno świetny w prowadzeniu ciąż z nowotworem. „A jaka cena?” pytam miłej asystentki. „Pan doktor bierze 550 zł”. Słucham?! Jakbym nie pragnęła mieć świetnego lekarza, nie mam teraz takiej kwoty do wydania.

Dzwonię więc po innych znajomych. Szefowa przyjaciółki, lekarka, ma znajomego ginekologa, ta ma onkologa. Nie martw się, jutro doktor C. przyjmie cię w szpitalu onkologicznym.

Jadę więc do szpitala onkologicznego (ratunku, przed chwilą moim problemem był tylko pozytywny test ciążowy).

Rejestruje się w recepcji i idę do gabinetu numer pięć. Przed gabinetem tłum pacjentek. Większość przyjechała z mężami, siostrami, przyjaciółkami. Nie ma czym oddychać. „Kilka godzin czekania, to pewne” rzuca przemiła pięćdziesięciolatka.

„Oszaleję” piszę do przyjaciółki. „To polska służba zdrowia” odpowiada. Ale nie. Wystarczy SMS do doktora, że ja od X i asystentka otwiera drzwi i wzywa mnie poza kolejką. Rozumiecie to? Zwyczajna pacjentka czeka kilka godzin, ja wchodzę od razu. Czy ktoś to kontroluje?!

Lekarz C. jest miły (w końcu jestem znajomą znajomej). Każe kłaść się na fotelu. Intymności nie ma żadnej, w „mój dół” wpatrują się dwie pielęgniarki. Co tam, ze wczoraj oglądałam amerykański serial i widziałam, że tam badają zupełnie inaczej.

- Nie ma pani raka, kto pani takich bzdur naopowiadał. Konowały! Za to ma pani mięśniaka, oj, bardzo duży. Który to tydzień ciąży? Nie widzę tętna. Proszę się zwrócić do lekarza, bo dla mnie płód obumarł. Trzeba będzie indykować poronienie - wyrzuca doktor beznamiętnie.
- Ale….
- Ale nie ma pani raka, coś jeszcze?
- Nic jeszcze, dziękuję, że nie mam raka, doktor ma rację, myślę pełna wyrzutów sumienia.

Ląduję więc w innej klinice. Czekam trzy godziny na twardym krześle aż słynna doktor D. przyjmie mnie u siebie.

- Ale jak to płód obumarł?! Ci onkolodzy serca nie mają. O, proszę, tu słyszymy tętno. Nie, mięśniak nie jest żadnym problemem. Ale okropnie ma pani słabe badania, nie wiem, nie wiem, czy to się uda. W sumie to cud, że pani zaszła w ciążę.
- Może duphaston?- sugeruję.
- Nie, silna ciąża się utrzyma, żaden duphaston nie jest potrzebny.

Kilka dni później w środku nocy zaczynam krwawić. Jadę z mężem do szpitala.

- Poronienie w toku, ale taki słaby progesteron?! Dlaczego nie dostała pani leków podtrzymujących - pyta miły lekarz na izbie przyjęć.
- Skąd mam wiedzieć?! Czy to ja jestem lekarzem - wyrywa mi się.
- No trudno, nie moja wina, stara pani nie jest, jeszcze się uda - pociesza.

Mówi, że to na pewno nie mięśniak jest powodem.

Mija trochę czasu, nie mogę się otrząsnąć. Jestem pacjentką. Dlaczego nie mogę zaufać lekarzowi?! Skąd te złe diagnozy? Dlaczego KAŻDY mówi co innego? Dzwonią przyjaciele, żalę się, a oni wszyscy mają do opowiedzenia podobne historie:

    •    koleżance dwóch lekarzy nie wykryło guza piersi
    •    przyjaciółka, której córka ma guza mózgu była u PIĘCIU lekarzy. Każdy specjalista mówił coś innego (oczywiście każdy był przekonany, że ma rację i uważał, że konsultacja u kogoś innego nie ma sensu i jest podważaniem lekarskiego autorytetu)
    •    mama przyjaciółki pół roku czekała na rezonans, żeby w końcu dowiedzieć się, że do rezonansu nie dojdzie, bo mama ma zastawkę w sercu (wcześniej obie za każdym razem mówiły o zastawce)
    •    znajoma prawie się przekręciła, bo lekarza nie obchodziło, że jest uczulona na jakąś substancję. Skąd mam to wiedzieć? - spytał potem on. Jak to skąd? Bo to jest w dokumentacji? Bo mówimy o tym, tylko wy, lekarze, nas nie słuchacie?

I ja wszystko rozumiem. Strajk głodowy, zmęczenie, protesty. Sama chcę zarabiać ponad pięć tysięcy złotych netto. Ale pytam lekarzy: dlaczego wy się mylicie tak często? Dlaczego nas olewacie? Wkurzacie się, gdy chcemy konsultować wasze diagnozy u kogoś innego? Ciężko to zrozumieć….

- Pacjentka, która mogła być matką gdyby LEKARZE podali jej odpowiedni lek.

„A co, jeśli poronię?”. Kiedy najlepiej poinformować innych o tym, że jesteś w ciąży

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)