ponad 6 lat wykonywała zabieg aborcji fot. Adobe Stock

Ginekolog, która wykonywała aborcje, o trudnych doświadczeniach swoich pacjentek: „To zmienia kobietę na zawsze”

Ginekolog podpisująca się na Instagramie nickiem Doctor Ashtanga, przybliża temat aborcji. Mówi, że to nie egoizm czy bezmyślność kobiet, a często bardzo trudna do podjęcia decyzja.
Urszula Wilczkowska / 09.09.2020 09:20
ponad 6 lat wykonywała zabieg aborcji fot. Adobe Stock

„Byłam aborterem” pisze o sobie Anna Parzyńska, na Instagramie prowadząca konto Doctor Ashtanga. To wyznanie w obecnych czasach wymaga nie lada odwagi. Wokół tematu aborcji od zawsze jest wiele kontrowersji - w dużej mierze napędzanych przez środowiska przeciwne terminacji ciąży. Nie one były jednak powodem, dla którego doktor Parzyńska zrezygnowała z tej pracy - po prostu chwilowo jej drogi ze szpitalami rozeszły się.

Anna Parzyńska do niedawna unikała tego tematu w swoich postach na Instagramie. Mówiła oczywiście o wspieraniu kobiet, akceptacji, kobietach działających dla kobiet, ale sam temat aborcji - przynajmniej od jej prywatnej strony - nie pojawiał się w postach. Kilka dni temu się to zmieniło - ginekolożka opowiedziała o swojej pracy i kobietach, które przyjmowała w gabinecie. Tak po ludzku.

„Byłam takim aborterem”

Punktem zapalnym była dla Anny Parzyńskiej furgonetka wystawiona pod Szpitalem Bielańskim przez środowiska pro-life (czy też w tym przypadku anti-choice). Każda z nas z pewnością na taką się natknęła. Drastyczne zdjęcia nawiedzają przestrzeń publiczną od kilku lat.

Anna Parzyńska odpowiada na zarzut, umieszczony na furgonetce, jakoby w 2017 roku w Szpitalu Bielańskim dokonano 131 aborcji. Jasno pisze, w jakich przypadkach terminacja ciąży jest dopuszczalna - w przypadku ciąży powstałej w wyniku gwałtu (do 12 tc.), ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu i gdy ciąża zagraża życiu i zdrowiu kobiety (do 22-24 tc.). Aborcja nie jest też wykonywana z biegu - poprzedza ją szereg badań, diagnoz i rozmów ze specjalistami. To nie jest zachcianka. To nie jest też egoizm czy próba poradzenia sobie ze skutkami promiskuityzmu. 

Lekarze dokonujący aborcji nie są od tego by „mordować dzieci”. Ich zadaniem jest bezpieczne i komfortowe dla kobiety (i ewentualnie jej partnera) przeprowadzenie zabiegu, otoczenie jej potrzebną opieką, a przede wszystkim nie oceniają i wspierają w podjętej decyzji.

Doctor Ashganda pisze też o sobie. Nie planowała od początku swojej pracy w szpitalu, że to właśnie ona będzie przeprowadzać aborcje. Przyjęcia do terminacji ciąż odbywały się we wtorek - w dniu, w którym ona miała dyżury na sali porodowej. Sama pisze, że nie było to dla niej proste - szczególnie patrzenie na kobiety, które cierpiały. Z różnych powodów - przeszłych doświadczeń, po stracie dziecka. Na początku, jak sama pisze, starała się udawać obojętność.

Zawsze jednak starała się wysłuchać swoich pacjentek, otoczyć je ciepłem, jakiego oczekiwałyby od tego typu lekarza. Opisała też jeden przypadek swojej pacjentki. Od początku została oceniona przez lekarzy.

Na łóżku porodowym zobaczyłam kruchą, zapłakaną i wyjącą z przerażającego bólu dziewczynę. W 90% tego jęku rozpaczy było czucie żywego, piekącego, wgryzającego się w kości cierpienia psychicznego. Nie do opisania
- pisze Anna Parzyńska w swoim poście.

Dalsza część historii jest naprawdę druzgocąca. Okazuje się, że łatwo jest oceniać po pozorach. Trudno jednak wysłuchać, zastanowić się nad czyjąś historią i tym, jak wpłynęła ona na podjęte decyzje. To jest clue postów Parzyńskiej - mamy wspierać się, zamiast oceniać.

Opowiedziała mi o każdej ciąży. O każdej nadziei rodzącej się w sercu po ujrzeniu dwóch pasków na teście ciążowym i o każdym z 5 pogrzebów, obdzierającym ją z fragmentów organu - u większości z nas umiejscowionego po lewej stronie klatki piersiowej. Tym razem sama się na to zdecydowała. Czemu?
Płód miał liczne wady, całościowo układające się w trisomię 13 pary chromosomów - zespół Patau. Potwierdzone w badaniu płynu owodniowego. Dzieci z takim rozpoznaniem, jeśli nie dojdzie do obumarcia wewnątrzmacicznego, nie dożywają roku. Nie wychodzą ze szpitala. Nie uśmiechają się. Nie siadają. Tylko CIERPIĄ! Podłączone do aparatów wspierających oddychanie i sondy żołądkowej w neonatologicznych inkubatorach.
Nie chciała dla niego takiego losu. Przepraszam, dla Madzi nie chciała. Bo to była dziewczynka.
Bo to nie chodzi k**wa o „nieszanowanie życia poczętego”
- pisze w poście ginekolog.

Jak sama pisze, ta historia to nie jest odosobniony przypadek. Wtorkowe dyżury były przez nią brane często, dlatego smutne często losy jej pacjentek mnożą się bez końca. Anna Parzyńska bez ogródek mówi - w każdej z tych historii jest ocean cierpienia i bólu - zarówno fizycznego, jak i psychicznego.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Zainteresowanie wokół wczorajszego posta przerosło mnie trochę. Poza oddechem ujjayi, po całym dniu pracy, posilałam się białym winem- czytając i odpisując na komentarze i wiadomości. W olbrzymiej ilości pozytywne- poryczałam trochę po drodze- łzami szczęścia, bo są jeszcze w Polsce ludzie wrażliwi i patrzący szerzej niż ich własny ogródek. Dziękuje! . Pojawiło się też pytanie- czy w swojej pracy tylko wykonywałaś aborcje? . Nie. Bo procentowo to może hmm 0,5-1% pracy na porodówce, patologii ciąży i oddziale położniczym. Ale jestem słaba w statystykach. Może promil? . O 21:13 dostałam wiadomość od Pani M. Razem ze zdjęciem królewny, która rosła pod moim nadzorem od 2mm kropki do ponad 3kg noworodka. Zdrowa i piękna ❤️ tutaj pociekły kolejne łzy i poczucie jakim zaszczytem jest towarzyszenie w ciążowej podróży. Wdzięczność milion🙏🤍 . Wczorajszy post nie był również zachętą do zabijania chorych dzieci. Wiele kobiet kontynuuje ciąże mimo rozpoznania, a ich niezwykła siła nieustannie mnie zachwyca. Każdy z nas powinien mieć prawo wyboru. I zgodnie z własnym sumieniem i wszelkimi konsekwencjami prawo do podjęcia decyzji. BEZ BYCIA OCENIANYM. . Ty byś tego nie zrobiła? Ok. Szanuje. Podziwiam. Przeprowadzę Cię ciążowo najlepiej jak potrafię. . Czy ja bym zdecydowała się na terminację? Nie wiem. Ale chcę mieć do tego prawo. Jak również do równego traktowania i wsparcia w każdej podjętej decyzji. #doctorashtanga Pani M. wyraziła zgodę na publikację wiadomości i zdjęcia. P.S. Idę na matę. Też chodź jak jeszcze nie byłaś. . . #nieoceniam #bo #cojakurwawiem #aborcja #terminacjaciąży #mamprawo #prawakobiet #legalnaaborcja #prawaczłowieka #wspieram #towarzyszę #pomagam #dziekuję

Post udostępniony przez Anka Parzyńska (@doctorashtanga)

Anna Parzyńska jest pewna, że te doświadczenia zmieniły ją. Przede wszystkim zadała sobie pytanie - kim jest, żeby oceniać innych, stawiać im warunki? No właśnie - nikim. Tak samo jak każda z nas. Rola ginekologów przeprowadzających terminacje ciąży jest jednak o wiele ważniejsza - oni pracują właśnie dla tych kobiet, dla których życie nie było tak łaskawe. To powołanie, w zamian za które dostają jedynie poczucie spełnienia, gdy mogą w bezpieczny sposób przeprowadzić zabieg i otoczyć opieką pacjentki, czasem łamać nawet zasady, pozwalając ich partnerom zostać na noc.

W swojej karierze ginekolog nie przerywała wielu ciąż - był to może 1% całej pracy na oddziale. Nie chce też zachęcać w żaden sposób do aborcji - jedynie zwrócić uwagę na to, że taki sposób istnieje i wbrew manipulacjom niektórych środowisk, w skrajnych przypadkach bywa jedynym ratunkiem dla kobiet. Każdy z nas powinien mieć prawo wyboru. Bez oceniania, bez krzywych spojrzeń - jedynie ze wsparciem i potrzebną opieką.

To też może cię zainteresować:
Ola Żebrowska poruszyła trudny temat. Przyznała, że przetrwała kilka poronień
Nowy makabryczny trend na TikToku. Dzieci udają ofiary Holokaustu
Kasia Smutniak stworzyła wyjątkowy filtr na Instagramie. Dzięki niemu możesz poczuć się jak osoba z bielactwem

Tagi: aborcja