eutanazja fot. Fotolia

Eutanazja nieletnich – czy dzieci mają prawo do śmierci na życzenie?

W ubiegłym tygodniu belgijski lekarz zgodnie z prawem pomógł umrzeć nieuleczalnie choremu 17-latkowi, który – jak donoszą media – zmagał się z „fizycznym bólem nie do zniesienia”. Jest to pierwszy przypadek skorzystania z przyjętych przez Belgię w 2014 roku przepisów, które umożliwiają eutanazję bez ograniczeń wiekowych. Czy to oznacza, że możliwe będzie też legalne uśmiercanie niemowląt i małych dzieci?
Marta Słupska / 22.09.2016 13:42
eutanazja fot. Fotolia

Kilka miesięcy temu oglądałam film dokumentalny na temat eutanazji. Pamiętam pokazaną w nim historię samotnej starszej pani mieszającej w domu opieki. Staruszka od dawna żyła w depresji spowodowanej przedwczesną śmiercią córki. Z powodu braku chęci do życia zdecydowała się na eutanazję, którą pokazano przed kamerami. W dniu podania trucizny seniorka jak zwykle rano ubrała się i zjadła śniadanie. Znalazła nawet czas na codzienny trening na rowerku stacjonarnym. Następnie zdawkowo pożegnała się z wybranymi pensjonariuszami – zupełnie tak, jakby wyjeżdżała dokądś tylko na kilka dni. Gdy nadeszła odpowiednia pora, lekarz, jakby bez większego przekonania, zapytał ją, czy na pewno chce umrzeć. Potwierdziła. Gdy wypiła truciznę, chwilę jeszcze siedziała na łóżku, po czym położyła się, zamknęła oczy i umarła.

Ten film mną wstrząsnął. Nie dlatego, że pokazywał najintymniejszą chyba chwilę w życiu człowieka – umieranie – i nie dlatego, że do śmierci pacjentki przyczynił się lekarz. Przeraził mnie ten spokój. Ta pewność tego, że ktoś chce pożegnać się z życiem tu i teraz i nikt nie jest w stanie mu pomóc. Ta świadoma decyzja i brak strachu. I ta cisza, która nastaje na końcu.

Lekarz leczy i zabija?

W Belgi zalegalizowano eutanazję w 2002 roku. W lutym 2014 roku rozszerzono prawo – od tego czasu o „śmierć na życzenie” mogą „ubiegać się” także osoby małoletnie oraz nieuleczalnie chore dzieci. W takich przypadkach konieczna jest zgoda rodziców oraz pomoc psychologa, który ocenia, czy niepełnoletni ma zdolność osądu i jest w stanie samodzielnie zadecydować o rozstaniu się z życiem. To sprawia, że eutanazji nie przeprowadza się u niemowląt ani chorych psychicznie.  

Na szczęście jest bardzo niewiele dzieci, wobec których rozważana jest eutanazja, ale to nie oznacza, że powinniśmy im odmówić prawa do godnej śmierci – powiedział Wim Distelmans, Szef komitetu ds. kontroli eutanazji w rozmowie z gazetą "Het Nieuwsblad". 

Gdy 1 kwietnia 2002 roku w Holandii weszła w życie Ustawa o zakończeniu życia na żądanie i pomocnictwie w samobójstwie, w Europie zawrzało. Eutanazja nie jest jednak nowym „wynalazkiem”, a pierwsze wzmianki o niej pojawiały się już w starożytności. Wówczas oznaczała umiejętność umierania z godnością i odnosiła się do osoby, która zmarła szybko i w sposób bezbolesny. Można jednak odnieść wrażenie, że i wówczas, setki lat przed naszą erą, uczeni mieli na temat eutanazji odmienne zdania. Z jednej strony Hipokrates zakazywał jednoznacznie lekarzom tego typu praktyk, zaznaczając: „Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał...”. Z drugiej zaś Platon uważał, że decyzja o zaprzestaniu leczenia nie należy ani do pacjenta, ani do lekarza. Medyk nie powinien leczyć ciał wyniszczonych chorobą. Ten grecki filozof szedł nawet krok dalej głosząc, że o wartości ludzkiego życia nie decydują subiektywne odczucia, lecz obiektywna ocena przydatności danej jednostki dla społeczeństwa. Jego uczeń, Sokrates, popierał ten punkt widzenia uznając, iż lekarz ma prawo podjąć decyzję o zaprzestaniu leczenia… nawet wbrew woli pacjenta. Nie powinien jej też zmieniać nawet jeśli może osiągnąć dzięki temu jakieś zyski.

Eutanazja dziś: zastrzyk lub trujący syrop

Dyskusja o eutanazji wybuchła na nowo kilka dni temu, gdy z prawa do legalnej śmierci skorzystał 17-latek. Jedyne, co „przeciekło” do mediów w tej sprawie, to informacja, że chłopak był nieuleczalnie chory i cierpiał z powodu strasznego bólu fizycznego. Nie wiemy, na co chorował ani kim są jego rodzice. Zgodnie z prawem musieli jednak wyrazić zgodę na jego śmierć. Co czuli, podejmując taką decyzję? Czy mieli chwile wahania?

Nie wiadomo też, w jaki sposób dokonano na nim eutanazji. W świetle prawa można uśmiercić pacjenta na dwa sposoby: przez wstrzyknięcie dużej dawki barbituranów lub podanie trującej mieszanki w formie syropu z wodą. W pierwszym przypadku osoba taka traci przytomność i umiera po mniej więcej dwóch minutach. W drugim – kładzie się i zasypia, a śmierć przychodzi w ciągu od 5 do 45 minut.

Uznaje się, że podanie trującej mieszanki do picia w pewnym stopniu zdejmuje odpowiedzialność z lekarza za śmierć pacjenta. Niektórzy uważają bowiem, że medyk jedynie dostarcza śmiercionośny syrop, ale to osoba, która chce umrzeć, bierze go i wypija. O tym, co lekarz czuje w takim momencie, opowiadał niegdyś dr Marc van Hoey z organizacji „Prawo Do Śmierci z Godnością” – lekarz, który przeprowadza eutanazje:

Zawszę czuję to samo. Podkreślam to niezmiennie podczas wykładów dla lekarzy i pielęgniarek: jest tylko jedna osoba, która zainicjowała całe zdarzenie – pacjent. Daję ludziom to, czego sami naprawdę chcą. Taka myśl pozwala na wytchnienie od wszelkiego relatywizmu. To jest jej lub jego decyzja, którą spełniam.

I tu pojawia się pytanie: czy dziecko – bo przecież 17-latek nadal nim jest w świetle prawa – może podjąć w pełni świadomą decyzję dotyczącą własnej śmierci?

Eutanazja a aspekt prawny 

Tak, chcę umrzeć

Od 2014 roku w Belgii nie ma ograniczeń wiekowych dotyczących przeprowadzania eutanazji. Nawet w Holandii – określanej jako jedno z najbardziej liberalnych państw europejskich – śmierć na życzenie jest możliwa tylko u osób, które ukończyły 12. rok życia. Nie zmienia to jednak faktu, że to wciąż kwestia uśmiercania na życzenie dzieci.

Czy dziecko może podjąć decyzję w tak ważnej sprawie? Zapytałam o to p. Sławomira Wolniaka – lekarza psychiatrę, ordynatora Kliniki Psychiatrycznej i Terapii Uzależnień Wolmed w Dubiu:

Sytuacja z osobami nieletnimi jest bardzo trudna. Ciężko sobie wyobrazić, by w obliczu choroby całkowicie świadomie decydowały o swoim życiu i śmierci. Biorąc pod uwagę chociażby brak doświadczenia życiowego, konsekwencje płynące z takie czynu oraz jednak możliwości wyzdrowienia. Bo taka szansa zawsze istnieje. Jestem człowiekiem wierzącym i odwołam się też do wiary – dla ludzi wierzących nie ma sytuacji bez wyjścia.

Eutanazja to problem tak złożony, że nie sposób w jednym artykule zawrzeć choćby połowy przemyśleń czy koncepcji, które się z nią wiążą. Unikam więc nawiązywania do kwestii wiary, polityki czy jak sądzę bardzo ważnego zagadnienia, które się z nią łączy: pieniędzy. Nie zapominajmy bowiem, że eutanazja może być też niezłym biznesem – ktoś w końcu produkuje podawane pacjentom trucizny. Jest popyt, jest podaż. A ktoś na tym niewątpliwie zarabia.

Nie sposób jednak nie wspomnieć o tym, że medycyna zna wiele przypadków cudownych ozdrowień – cudownych, bo niewyjaśnionych. A to oznacza, że żadna choroba (przynajmniej w teorii) nie jest niewyleczalna. Czy jednak możemy wymagać od cierpiących, nieraz zwijających się z bólu osób, by czekały na cud?

Gdy przygotowywałam się do napisania tego artykułu, zapytałam kilka osób w swoim otoczeniu co myślą na temat eutanazji jako takiej i śmierci na życzenie w przypadku małoletnich. Wszyscy twierdzili to samo: eutanazja powinna być ostatecznością, a decyzja o jej przeprowadzeniu – poza uzyskaniem zgody pacjenta (i jego rodziców, gdy mówimy o dzieciach) – musi być poparta opinią konsylium lekarskiego, w skład którego wchodzi też psychiatra.

Do każdego przypadku trzeba podchodzić indywidualnie, bo znaczenie ma tu każdy aspekt – jak długo oraz na jaką chorobę cierpi pacjent. Jakie osoby go otaczają, czy może liczyć na ich bezwzględne wsparcie, czy z różnych przyczyn pozostawiony jest sam ze swoim cierpieniem. Czasem, nawet w sytuacjach, które wydają się beznadziejne, odpowiednia pomoc lekarza, właściwe dobranie leków, terapia, potrafią zdziałać cuda – powiedział mi psychiatra Sławomir Wolniak. – Byłbym bardzo roztropny i uważny przede wszystkim jeśli chodzi o ocenę stanu zdrowia psychicznego chorego , czyli prawidłową diagnozę. Nierzadko skonsultowaną też z innymi lekarzami. Należy rozpatrzeć wszelkie możliwości i szanse zrównoważenia jego zdrowia psychicznego. Najgorszą rzeczą byłoby postawienie nietrafionej diagnozy i zezwolenie pacjentowi na eutanazję, gdy w rzeczywistości istnieje szansa na wyleczenie. Druga sprawą są też sytuacje, w których osobie chorej lekarze nie dają szans na wyzdrowienie (niekoniecznie w przypadku chorób psychicznych) – po latach, a nawet miesiącach okazuje się, że po chorobie nie ma śladu, a lekarze nie są w stanie wyjaśnić takiego fenomenu. Dlatego moim zdaniem najpierw trzeba być pewnym niemalże na 100% co do trafności postawionej przez siebie diagnozy. Jeśli chodzi o eutanazję na życzenie, to byłbym wobec niej sceptyczny i odchodził od takich praktyk. Zawsze istnieje obawa, że nie zostały wyczerpane wszelkie możliwości leczenia. Często nie ma nawet 100% pewności, że diagnoza została właściwie postawiona. Nigdy nie wiadomo, czy nie zawiódł czynnik ludzki… Dlatego moim zdaniem trzeba korzystać z konsultacji z innymi lekarzami w sytuacjach tragicznych, nie bazować na jednym rozpoznaniu, żeby potwierdzić lub zaprzeczyć istnieniu choroby i podjąć wszelkie próby jej wyleczenia.  I zawsze mieć nadzieję, bo nadzieja umiera ostatnia. Trzeba mieć też na względzie prowadzone badania nad komórkami macierzystymi – wykorzystywanymi do leczenia chorób opierających się dotychczas znanym metodom leczenia.

Kiedy więc mówimy o świadomej decyzji podjętej w sprawie własnej śmierci? Historia zna przypadki przeprowadzania eutanazji na osobach w głębokiej depresji. Ta ciężka choroba zaburza przecież postrzeganie rzeczywistości i – już z definicji – wyklucza możliwość wyrokowania o sobie samym w tak ważnym temacie.

Gdyby myśleć wyłącznie w kategoriach świadomości osoby chorej, to na przykład pacjenci cierpiący na depresję w każdym przypadku skazani byliby na śmierć. Są oni bowiem w takim stanie świadomości, że jedynym wyjściem z sytuacji, w której się znaleźli, jest dla nich śmierć – mówi psychiatra Sławomir Wolniak.

Mam swoje zdanie w sprawie aborcji, przyjmowania imigrantów, polityki państwa i innych ważnych kwestii. Ale w sprawie eutanazji nie potrafię jednoznacznie opowiedzieć się po jednej stronie. Jestem jednak pewna jednego: jeśli kwestia „śmierci na życzenie” nas oburza, to znaczy, że jesteśmy w pełni zdrowi – nie cierpimy z powodu ciągłego bólu fizycznego czy psychicznego. Nie możemy sobie więc wyobrazić, co czuje osoba doświadczająca takich męczarni. Nie potrafimy wejść w pełni w jej sytuację. I pewnie nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć jej decyzji. 

Czy w Polsce można wykonać eutanazję?