A może to już czas, żeby to mężczyźni zaczęli troszczyć się o antykoncepcję? Kilka słów prawdy o wazektomii

Metod antykoncepcji jest bez liku, lecz większość, co ciekawe, obciąża ciało kobiety, nie mężczyzny. Dlaczego więc my, kobiety powszechnie, potulnie bierzemy tę odpowiedzialność na siebie? Dlaczego dałyśmy sobie wmówić, że to właśnie czyni z nas nowoczesne i niezależne? I: dlaczego jesteśmy tak wyrozumiałe, gdy nasz partner ma czelność powiedzieć: „bo wiesz, nie lubię gumek”?
A może to już czas, żeby to mężczyźni zaczęli troszczyć się o antykoncepcję? Kilka słów prawdy o wazektomii fot. Adobe Stock

Kochana A.!
Dzisiejsze czasy sprzyjają późnemu macierzyństwu. Co rusz słyszymy, że ta czy inna celebrytka 40+ z powodzeniem zaszła w ciążę, urodziła, po czym, jak chętnie opisują to kolorowe magazyny – jej hierarchia wartości wzruszająco się przewartościowała, ona sama zaś natychmiast wróciła do pierwotnej figury i w ogóle ma się znakomicie.
Gdzieś obok tych huraoptymistycznych doniesień znajdują się fakty medyczne o tym, że niebezpieczeństwo chorób genetycznych dziecka z wiekiem matki znacząco rośnie. Mimo to kobiety dość często podejmują to ryzyko. Może bardzo długo czekają na odpowiedniego mężczyznę albo na ocknięcie się własnego instynktu macierzyńskiego.

Duch Święty pokieruje pracami nowego ministra zdrowia? Sam się pod takimi słowami podpisał...

Twój i mój instynkt działał bez zarzutu – obie uwinęłyśmy się z wydaniem na świat wszystkich naszych dzieci przed czterdziestkami.
Co dalej? My, podobnie jak Wy jesteśmy zdecydowani, by więcej dzieci już nie mieć. Powodów jest kilka – od marzenia o pożyciu dorosłym życiem, z odrobiną wytchnienia i czasu dla siebie, bez pieluch i niań – po odpowiedzialność, że dzieci nie tylko są dla nas, ale, przede wszystkim przecież – my jesteśmy dla dzieci. A zatem byłoby dobrze nie osierocić ich za wcześnie.

Metod antykoncepcji jest bez liku, lecz większość, co ciekawe, obciąża ciało kobiety, nie mężczyzny. Spirale są niejasne moralnie, bo właściwie działają nie antykoncepcyjnie, a wczesnoporonnie. Do tego przyczyniają się do powstawania częstych infekcji. Pigułki mają zatrzęsienie działań ubocznych, dla przykładu niekorzystnie zagęszczają krew.
Dlaczego więc my, kobiety powszechnie, potulnie bierzemy tę odpowiedzialność na siebie? Dlaczego dałyśmy sobie wmówić, że to właśnie czyni z nas nowoczesne i niezależne? I: dlaczego jesteśmy tak wyrozumiałe, gdy nasz partner ma czelność powiedzieć: „bo wiesz, nie lubię gumek”?...

Utkwiła mi w pamięci dawna opowieść koleżanki. Jako nastolatka chodziła ona do mądrej, starszej ginekolog, od której chciała dostawać recepty na pigułki. Lekarka podjęła z nią ciekawą rozmowę: „A nie uważasz, że antykoncepcja to powinna być sprawa was obojga? Może gdybyś nie była zawsze taka „dostępna”, twój chłopak miałby większą świadomość odpowiedzialności za związek?...”.
Dało jej to do myślenia. Na marginesie: do dziś są bardzo zgraną parą, mają dwoje fajnych dzieci i więcej nie planują.

Jak naprawdę wygląda życie par decydujących się na in vitro?

W naturalny sposób przychodzi więc na myśl jeszcze jeden sposób: wazektomia. Na potrzeby tego artykułu porozmawiałam z lekarzem specjalizującym się w przeprowadzaniu wazektomii, zwanej męską antykoncepcją. Metoda staje się coraz popularniejsza – do tego stopnia, że choć zabieg trwa nie dłużej niż pół godziny, nie można się nań zapisać od ręki, bo chętnych mężczyzn jest wielu. Koszt to około 2000 zł – a jako że jest to wydatek jednorazowy, uważa się ją za najtańszą metodę antykoncepcyjną.

Doktor R. miał imponującą kolekcję dyplomów, świadczących o jego ciągłym doskonaleniu się w swej specjalizacji. Operuje od kilkunastu lat. Metoda jest bardzo mało inwazyjna, bezbolesna i nie wymaga użycia skalpela. Polega na przecięciu nasieniowodów na drodze z jąder do członka.
Nurtowało mnie jedno pytanie: co w takim razie dzieje się z plemnikami, które przecież wciąż są produkowane, a nie znajdują już ujścia? Otóż to samo, co u mężczyzn, którzy z rozmaitych powodów, np. celibatu, nie współżyją: w sposób naturalny obumierają i są wchłaniane i rozkładane przez organizm.
Ankieta i wywiad przed zabiegiem są bardzo szczegółowe. Lekarz pyta o motywację pacjenta, liczbę dzieci, o aktualny związek (np. jak długo trwa), o stopień satysfakcji seksualnej.
Wazektomia oczywiście nie ma absolutnie nic wspólnego z kastracją oraz w żaden sposób nie wpływa negatywnie na pożycie seksualne. Jest odwracalna – przecięte nasieniowody można z powrotem połączyć, jednak jest to zabieg kosztowny i niedający pewności na przywrócenie płodności – dlatego mężczyznom nie do końca przekonanym, zaleca się zamrożenie nasienia w banku spermy – ot, na wszelki wypadek.
Wytrysk i orgazm pozostają bez zmian – płyn nie zawiera jedynie plemników. Tylko tyle i aż tyle.
Na stronie kliniki ciekawe cytaty:
Wazektomia to dowód miłości.
Oraz:
Jedną z najpiękniejszych rzeczy, którą mężczyzna może zaoferować kobiecie, jest wazektomia.
Dodam, że cytat pochodzi z brytyjskiego wydania „Cosmopolitan” z 1972 r.  

A Ty? Co o tym wszystkim myślisz?

Całuję Cię

Twoja P.

Radny PiS: „Dzieci z in vitro to eksperymenty genetyczne, jak truskawki bez smaku”

Kochana P.!
Skończyłam właśnie przeglądać artykuły i statystyki na temat wazektomii. Czy wiedziałaś, że temu zabiegowi poddaje się co trzeci dorosły Kanadyjczyk? Że co drugi mieszkaniec Nowej Zelandii w wieku produkcyjnym wybrał tę właśnie metodę antykoncepcyjną? Wazektomia jest bardzo popularną metodą sterowania swoją płodnością także w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej.

A jak jest w Polsce? Tradycyjnie, czyli pokątnie. Bo właściwie to nie wiadomo, czy wazektomia jest dozwolona, czy zabroniona. Dziesięć lat temu Konstanty Radziwiłł, wtedy prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, złożył doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Chodziło o ogłoszenie oferujące tę procedurę medyczną. Podstawą zaś był art. 156 Kodeksu karnego: „Kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci pozbawienia człowieka wzroku, słuchu, mowy, zdolności płodzenia,
podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”.

Co na taki zarzut odpowiada jeden z lekarzy ogłaszających się w Internecie i już od piętnastu lat przeprowadzający zabiegi wazektomii? „Zdolność płodzenia jest dobrem indywidualnym i nie należy do społeczeństwa, tylko do konkretnego człowieka”.

Lekarze podwiązujący nasieniowody wychodzą z tego właśnie założenia, twierdząc, że przeprowadzają z pacjentem długi i dokładny wywiad, informują go o ryzyku i powikłaniach oraz otrzymują świadomą i dobrowolną zgodę na zabieg. Oraz że wazektomia jest odwracalna (ten ostatni punkt jest prawdziwy, ale z koniecznym dopowiedzeniem, że przywrócenie płodności po wazektomii jest dużo trudniejsze, kosztowniejsze i należy się liczyć z ryzykiem niepowodzenia, więc jeśli mężczyzna ma promil wątpliwości, czy aby na pewno na całe dalsze życie rezygnuje już z prokreacji, to lepiej, żeby zamroził plemniki).

Pytasz, co myślę o wazektomii?

Myślę dobrze, jak o każdej metodzie sterowania swoją płodnością. To jest absolutna podstawa w odpowiedzialnym seksie: przed stosunkiem się zastanowić, czy, kiedy i z kim chce się mieć potomstwo. Dane na temat nieplanowanych ciąż są zatrważające: w Europie to blisko 40%, na całym świecie – ponad 50%.

Do tej pory hasło „odpowiedzialne rodzicielstwo” oznaczało przede wszystkim odpowiedzialne macierzyństwo. Metody planowania rodziny/zapobiegania ciąży były skierowane głównie do kobiet. A gdzie w tym wszystkim faceci?

Jestem absolutnie za tym, żeby i w tej dziedzinie było równouprawnienie – antykoncepcja nie jest sprawą tylko kobiety. W metodach naturalnych odpowiedzialność leży wyłącznie po stronie kobiet. Antykoncepcja hormonalna i wkładki domaciczne mają rozmaite działania uboczne, bywają źle tolerowane (w przypadku spirali fakt, że do zapłodnienia dochodzi, jest trudny do zaakceptowania przez wiele kobiet).

Tymczasem mężczyźni też mogą być odpowiedzialni: teraz oprócz prezerwatyw mają do wyboru wazektomię.

Dzieci są absolutnie fantastyczne. To największy cud i spełnienie marzeń – jeśli się ich chce. Ale kiedy takich pragnień brak, należy zrobić wszystko, by ich nie powoływać do istnienia. Obie te czynności należy robić wspólnie.

Całuję,

Świadoma A. (żona równie świadomego A.)

Polecamy:

Jak na początku 2018 roku kupowałam pigułkę „dzień po”…
Bez upiększeń i udawania… Tak NAPRAWDĘ wygląda poród?

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Marzena M.” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl oraz na ich funpage na Facebooku.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/10 miesięcy temu
Ja to jednak czuje sie bezpieczniej, jak antykoncepcja jest po mojej stronie :D w dodatku moje tabletki belara reguluja mi tez hormony i dzieki nim mam regularne i bezbolesne okresy, a tego bym juz zmieniac nie chciala:D