Wyglądają jak aniołki, ale pozory mylą! Dlaczego dziewczynki są dla siebie takie wredne?

Dziewczynki w podstawówce potrafią być podłe, wredne, dwu- (i więcej!) -licowe; dręczą się nawzajem w wysublimowany sposób, prowadzą rozliczne wojenki podjazdowe. Dlaczego piszę tylko o dziewczynkach? Bo z moich obserwacji wynika, że chłopcy z reguły załatwiają konflikty w prostszy, szybszy i efektywniejszy sposób: pyskówką, rękoczynem – szybkim ustaleniem hierarchii i powrotem do stanu pokoju.
Wyglądają jak aniołki, ale pozory mylą! Dlaczego dziewczynki są dla siebie takie wredne? fot. Adobe Stock

 – Wiesz, mamo? Laura mówi, że moja mama pięknie pachnie – wyznała mi dziś najstarsza z pociech. Laura to jej nowa bliska koleżanka. Dziewczynki są w fazie wzajemnego zauroczenia – robią sobie miłe niespodzianki, komplementują się, lgną do siebie oraz są dla siebie opiniotwórcze. To bardzo ładna faza, przyjazny („przyjaźniowy”) odpowiednik zakochania.

„Doświadczałam koszmaru, który z pewnością nie służył regeneracji ani ukojeniu”. Matki wspominają pobyt w szpitalu po urodzeniu dziecka

Myliłby się jednak ten, kto by myślał, że taka komitywa to wśród dziewczynek norma. Dziewczynki w podstawówce potrafią być podłe, wredne, dwu- (i więcej!) -licowe; dręczą się nawzajem w wysublimowany sposób, prowadzą rozliczne wojenki podjazdowe.
Dlaczego piszę tylko o dziewczynkach? Bo z moich obserwacji wynika, że chłopcy z reguły załatwiają konflikty w prostszy, szybszy i efektywniejszy sposób: pyskówką, rękoczynem – szybkim ustaleniem hierarchii i powrotem do stanu pokoju.
(Na marginesie: lansowana przez Eugeniusza z „Mikołajka” fanga w nos w latach szkolnych była moją ulubioną metodą dyskusji. Żebyś wiedziała, jak bardzo musiałam się pilnować, gdy już, już czułam znajome swędzenie rąk w obliczu – w moim mniemaniu – potrzeby szybkiej reakcji na czyjeś głupie zachowanie!).

Dziewczynki to istne dyplomatki. Zawierają pokątne sojusze, przymierza i ligi, rozgrywają swoje pozycje towarzyskie poprzez obmowę i handel sekretami. Do mistrzostwa fechtują groźną bronią: plotką.
Te obserwacje prowadzę od paru lat z siostrą, także mamą trzech córek. Moje siostrzenice są piękne, zdolne, wysportowane; ubierają się z polotem, zachowują przyjaźnie i wesoło. A jednak one także, każda w swojej grupie wiekowej, przechodziły przez męki rozmaitych klasowych układów, na zmianę wielbień i odrzuceń, obmówień, niedopuszczeń, odium.
O co tutaj chodzi…? Otóż myślę, że o stereotypowe cechy naszej płci, nad którymi kobietki w miniaturze, w wieku lat kilku czy kilkunastu, nie potrafią jeszcze panować lub choć w ostateczności ich ukrywać. Zazdrość, zaborczość, gwiazdorzenie, apetyt na bycie w centrum uwagi oraz to, co amerykańskie powieści dla młodzieży nazywają „popularną dziewczyną”. Popularną – czyli lubianą, podziwianą, wytyczającą trendy.
Co jest do ugrania? Ba! To samo, co w dorosłym życiu: para! Kto z kim siedzi w ławce,
Kto z kim ćwiczy na wuefie, idzie na lody, wraca do domu, chodzi na nocowanki… Nerwówka i polityka przybierają na sile, kiedy w grę wchodzi wycieczka lub zielona szkoła. Wtedy do puli zysków i strat trzeba dopisać siedzenie z kimś fajnym w prestiżowym miejscu w autokarze oraz dzielenie pokoju (tu dodatkowa trudność: pokoje rzadko są dwuosobowe). Dobre rozegranie, czyli sojusz zawarty w odpowiednim momencie albo przekonujące pomówienie przesądzą o tym, czy wyjazd będzie udany.

Co robić, gdy dziecko nie chce chodzić do kościoła i przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej?

Doprawdy, Droga Przyjaciółko – im dalej w wiek, tym bardziej patrzę na to wszystko oczami profesora Dmuchawca z powieści Musierowcz: co za szczęście, że już nie jestem młoda i nie muszę przez to wszystko przechodzić. Niestety, także jak ten literacki Dmuchawiec – nie mogę się też od tego całkiem zdystansować: on miał uczniów, za których czuł się odpowiedzialny. Ja mam córki, które muszę nauczyć nie tylko zasad fair play, ale i psychicznej odporności wobec koleżanek niegrających fair.
Piszę o tym teraz, w maju – bo właśnie teraz widuję te „problematyczne” dziewczynki w dwóch charakterystycznych okolicznościach: zawierające/burzące sojusze na okoliczność zielonej szkoły oraz idące do komunii, w nieskazitelnej bieli, wdzięczne jak anielice.
Czytelniczki, rozmawiajmy z córkami. Słuchajmy, co nam mają do powiedzenia. Uczmy je kultury i wrażliwości. Mówmy, ile szkody można wyrządzić złym słowem, ile zaś dobra – dobrym. A już we środę na naszym blogu platkowskaijez.pl napiszemy o pozytywnej plotce. Może i tę ideę warto podsunąć naszym małym kobietkom…?

Kochana P.!

Postulat, żeby rozmawiać ze swoimi dziećmi, przygotowując je do życia z innymi i wśród innych, to jeden z najważniejszych punktów w dekalogu każdego rodzica. W dziecięcych głowach się kłębi, neurony pracują jak szalone, myśli bombardują, natura walczy z kulturą. Tak ja wszystkiego: samodzielnego jedzenia, chodzenia, mycia zębów, jeżdżenia na rowerze, pisania, czytania, wiązania butów – dzieci trzeba po prostu nauczyć, jak żyć w grupie. W tych czynnościach jest to o tyle proste, że chodzi o to, by konkretne ruchy powtórzyć tysiąc razy i zdobyć wprawę. W kontaktach z ludźmi też oczywiście obowiązują ustalone zasady (nie obrażaj, nie przerywaj, wysłuchaj, miej prawo do odmiennych poglądów i to samo prawo daj innym), ale wprowadzenie teorii w praktykę, która zaskakuje wieloma wariantami, jest niezwykle trudne. Jednak w obu przypadkach są podobieństwa: rodzic jest wzorem. Pokazuje, jak trzymać szczoteczkę do zębów i jak odzywać się do męża/żony. Jak zrobić kokardę ze sznurówek i jak traktować swoich rodziców. Z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że dziecko idzie w świat z tym, czym nasiąka w domu.
Świetnie to widzę, przyglądając się koleżankom i kolegom moich dzieci, a są to obserwacje zróżnicowane – od przedszkola po gimnazjum.

„Ty Żydzie!”, „Nie daj się ożydzić” – ile razy to słyszałaś? A ile razy słyszało to twoje dziecko? Dorośli się kłócą, dzieci słuchają. A złu wystarczy iskierka

Kto podbiegnie do Niny, która spadła z huśtawki i pogłaszcze po policzku, mówiąc: „Nie płacz, nic takiego się nie stało, będzie dobrze”, kto nie zareaguje, a kto się pośmieje?
Kto przy podwieczorku podzieli się ostatnim kawałkiem ciasta z truskawkami, a kto wszamie wszystko sam w kącie, odwracając się plecami?
Który kolega przytuli się do mamy w szatni, a który bez słowa zniknie na szkolnym korytarzu, byle tylko nie okazać „słabości”?
Które dziecko zaprosi niepełnosprawną Basię na urodziny, a któremu nawet do głowy to nie przyjdzie?
Który nastolatek na szkolnym boisku po lekcjach powie, że musi już iść, bo dziś jego dzień odkurzania w domu, a który prychnie, że od takich spraw to są starzy?

Dzieci mają piekielnie trudno, ucząc się bycia wśród rówieśników. Chcą być akceptowane, ale też chcą być sobą. Przeżywają ogromne zdziwienia, że jednego uczą się w domu, a drugie obserwują w życiu. Zaczynają się gubić, nie wiedzą, co wybrać.
Mówię Ci, moja Kochana, wiele razy przeżywałam katusze, rozmawiając ze swoimi dziećmi i próbując im pomóc w uporaniu się z ich dramatami.
„Nie mam pojęcia, co jest śmiesznego w fakcie, że zakochałeś się w koleżance. Twoi koledzy nikogo nie kochają? Nikt ich nie kocha? Takie żarty mają ukryć albo zawstydzenie, albo zazdrość”.
„Rozumiem, że jest ci przykro, bo Tomek wpycha się na zjeżdżalnię poza kolejką, ale skoro nie podoba ci się jego zachowanie, to siebie też byś nie lubiła za coś takiego”.
„Wiesz, tak to już jest, że jak do dwóch przyjaciółek dołącza trzecia, to zaczyna się rywalizacja i zawiązywanie sojuszów, bo każda z was chciałaby mieć tę drugą na wyłączność”.
Widzisz, bardzo chcę, by byli dobrymi ludźmi i bardzo nie chcę, by byli ranieni.
Więc mówię, odpowiadam, tłumaczę i mam nadzieję, że w innych domach też tak jest.

Całuję
Twoja A.

Polecamy także:
Co warto wiedzieć o programie "Mama plus"?
Matki rezygnują z pracy przez 500 plus

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Ciasteczko z wróżbą”, „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Ciasteczko z wróżbą” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl oraz na ich fanpage na Facebooku.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)