POLECAMY

Lekarka do pacjentki: „Trzeba się było nie badać, lepiej nie wiedzieć, że jest się chorym”

Trąbi się o tym od lat: im wcześniej wykryjemy chorobę, tym większa szansa na to, że uda się ją wyleczyć. A jednak są i tacy, którzy tę bezdyskusyjną zasadę mają za nic i pół biedy, jeśli jest to pani Zosia ze spożywczaka, księgowa Grażynka czy pan Bronek – dozorca, bo oni co najwyżej zaszkodzą sami sobie, ale jeśli zdanie „lepiej się nie badać i nie wiedzieć” pada z ust lekarki, to już grubsza sprawa. To oznacza bowiem, że tego rodzaju „fachową diagnozę” usłyszy wielu pacjentów – także tych, u których pójście na badanie może przesądzić o życiu lub śmierci.
Marta Słupska / 5 miesięcy temu
Lekarka do pacjentki: „Trzeba się było nie badać, lepiej nie wiedzieć, że jest się chorym” fot. Fotolia

Uwaga, historia prawdziwa. W zeszłym tygodniu bliska mi osoba, nazwijmy ją roboczo ciocią Krysią, odwiedziła internistkę. Ciocia dwa lata temu dowiedziała się o tym, że ma pewną genetyczną chorobę wątroby, i od tego czasu codziennie bierze przepisane leki. Gdy skończyła ostatnie opakowanie, a pech chciał, że jej lekarz prowadzący akurat wyjechał na wakacje, o receptę postanowiła poprosić swoją lekarkę rodzinną. Gdy w gabinecie wyjaśniła, co jej dolega i czego potrzebuje, internistka spojrzała na nią podejrzliwie znad okularów i wycedziła przez zęby: „I po co pani się badała? Lepiej było nie wiedzieć, że jest się chorym”.

Naprawdę. To słowa lekarki – wykształconej kobiety po pięćdziesiątce, przyjmującej setki pacjentów miesięcznie w publicznej przychodni opieki zdrowotnej, opłacanej za nasze pieniądze. Lepiej się nie badać i nie wiedzieć – proste. Czy naprawdę polska służba zdrowia stoi na tak niskim poziomie, że lepiej umrzeć w niewiedzy niż latami leczyć się i wierzyć w wyzdrowienie?

Opowieść cioci Krysi ubodła mnie podwójnie. Po pierwsze dlatego, że jej lekarka rodzinna jest jednocześnie moją, chociaż przestałam ją odwiedzać, odkąd kilka lat temu odmówiła mi skierowania na morfologię mówiąc, że jestem za młoda na to, bym jej potrzebowała (miałam 24 lata!). A po drugie – przykro słuchać takiej „lekarskiej opinii” szczególnie, jeśli – tak jak ja – od prawie 10 lat pracuje się na stanowisku redaktora działu Zdrowie w różnych redakcjach i za punkt honoru przyjmuje się (zresztą zgodnie z zaleceniami medycznymi) edukowanie pacjentów i namawianie ich do poddawania się badaniom profilaktycznym.

Trąbi się przecież o tym od lat: im wcześniej wykryjemy chorobę, tym większa szansa na to, że uda się ją wyleczyć. Nikt z tym nie polemizuje, bo to przecież oczywiste – ignorowanie niepokojących objawów to równia pochyła w dół. A jednak są i tacy, którzy tę bezdyskusyjną zasadę mają za nic i pół biedy, jeśli jest to pani Zosia ze spożywczaka, księgowa Grażynka czy pan Bronek – dozorca, bo oni co najwyżej zaszkodzą sami sobie, ale jeśli zdanie „lepiej się nie badać i nie wiedzieć” pada z ust lekarki, to już grubsza sprawa. To oznacza bowiem, że tego rodzaju „fachową diagnozę” usłyszy wielu pacjentów – także tych, u których pójście na badanie może przesądzić o życiu lub śmierci.

Odmawianie skierowań na badania to zresztą nagminny problem i jeśli dotyczy morfologii, tak jak w moim przypadku sprzed lat, to jeszcze nie ma tragedii, bo takie badanie można wykonać na własną rękę i się nie wykosztować (jego cena to około 10-15 zł), ale co jeśli lekarz odmawia nam prawa do tych droższych? Zresztą nie o koszty tu chodzi (chociaż może powinno, skoro płacimy składki!), ale o sam fakt odmowy. Jeśli w moim przypadku lekarz nie zgodziłby się na wypisanie skierowania na badanie, co do którego czułabym, że powinnam je wykonać (niepokojące objawy), pewnie zapłaciłabym za nie z własnej kieszeni w prywatnym gabinecie w myśl zasady, że zdrowie ważniejsze niż pieniądze. Wiem jednak, że większość pacjentów machnęłoby na moim miejscu ręką i nie zrobiło nic, no bo jeśli internista nie widzi sensu…

W ten właśnie sposób mój przyjaciel 5 lat temu „dorobił” się czerniaka. Gdyby nie własny upór i zawziętość, pewnie dziś pisałabym o nim w czasie przeszłym. Nowotwór umiejscowił się u niego na głowie w postaci pieprzyka o nieregularnych kształtach. Gdy znamię było już dość duże, wybrał się do chirurga i poprosił o jego wycięcie w obawie, że to może być coś groźnego. W gabinecie mówił lekarzowi, że pieprzyk wykazuje klasyczne symptomy wskazujące na czerniaka: szybko rośnie i ma nietypowy, półksiężycowy kształt. Chirurg, od lat w zawodzie, początkowo chciał go zbyć mówiąc, że to raczej nic groźnego, ostatecznie zgodził się jednak na wycięcie zmiany „jak pan się tak upiera… Ale za 3 tygodnie, bo teraz wyjeżdżam na urlop”. Biedak czekał więc na zabieg prawie miesiąc, a potem kolejne dwa tygodnie na wynik histopatologii, zanim dowiedział się, że to rak i trzeba jak najszybciej wdrażać leczenie.

 Nie mówcie nam więc, drodzy lekarze, że nie warto się badać i pamiętajcie, że – jak mawiał perski medyk Awicenna – „Lekarz ignorant jest adiutantem śmierci”…

9 sygnałów świadczących o tym, że powinnaś zmienić lekarza
Co robić, jeśli lekarz nie chce dać skierowania?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/5 miesięcy temu
a co ty myslisz, ze na zachodzie jest lepiej? jestem ubezpieczona od 30 lat w Holandii i ile sie zawsze musialam nameczyć, zeby mnie skierowano do specjalisty. Awantury, groźby , a ja sie lekarz uparł, to nie dsotałam skierowania. Całe szczescie robilam do za wsłasne pieniądze w Polsce i dlatego parę chorób pokonalam.
/5 miesięcy temu
Ja miałam podobną sytuację w te wakacje, lekarka nie chciała dać mi skierowania na głupią morfologię, bo powiedziała, że jak się ma 22 lata, to nie potrzeba. Jakbym nie mogła zachorować... poszłam do innego lekarza, tam dostałam od ręki i nie musiałam tłumaczyć, lekarz mi powiedział, że profilaktycznie co roku powinnam sobie robic... Także lekarze są różni, warto zmieniać, jak sie trafi na buca. Chociaż wiem ze z nfz to nie zawsze łatwo zmienić i roboty z tym sporo...