szpilki fot. Fotolia

Kobiety w szpilkach - czy szpilki są wygodne

Zakładasz czasem szpilki? Na pewno tak! Bo która kobieta niby tego nie robi? Dodają stylu, szyku, pewności siebie. Ja noszę je codziennie. Gdybyś mnie minęła, pewnie pomyślałabyś: "Elegancka babka!". Z pozoru pewnie tak. Obolałych stóp, odcisków i wielkich bąbli przecież nie widać. Gdy ja umieram z bólu i zdenerwowania, inni nie mają o tym zielonego pojęcia. Też tak macie?
Redaktorki Polki.pl / 26.09.2016 09:35
szpilki fot. Fotolia
Pamiętam, jak Karolina z redakcji zapytała mnie kiedyś, czy mam jakieś inne buty niż szpilki. Hmm ... nie mam, bo i po co? Od liceum chodzę wyłącznie w koturnach i szpilkach. Powiem więcej – prędzej potknę się w klapkach albo kapciach! W mojej szafie znajdziesz około 20 par butów na obcasie – szpilki, botki, czółenka, kozaki. Do tego dwie pary klapek na wypadek wakacji nad morzem oraz jedna para adidasów. JEDNA! A i tak używałam jej (z ręką na sercu!) 3 razy – 2 razy podczas biegania i raz, gdy byłam w górach.
 
Zdziwiona? Zaraz zmienisz zdanie. Mam 155 cm wzrostu, jestem szczupła, ale wzrost zawsze mi przeszkadzał. Mężczyzna mojego życia mierzy 183. Jak żyć? Posiłkuję się więc obcasami. Okej, żeby nie było. To nie jego wina, a ja raczej nie należę do grona zakompleksionych kobiet, ale przyznać muszę, że w szpilkach czuję się po prostu lepiej i pewniej.
 

Eh... Chyba jestem szpilkoholiczką!!!!

Nie jestem typową zakupoholiczką. Wyrosłam z tego jakieś 3 lata temu. Teraz bywam bardziej wybredna, szukam perełek.

Wybór szpilek do najprostszych nie należy. Czółenka to nie adidasy czy trampki, które zwykle, jeśli tylko rozmiar pasuje, świetnie leżą na nodze i nadają się i do tańca, i do różańca. Ze szpilkami nigdy nic nie wiadomo.

Ostatnio wybrałam się na zakupy. Przymierzyłam z 6 par. Szału nie było. Ostatecznie kupiłam. Czarne, klasyczne, obcas 10 cm. Założyłam je raz! Więcej już pewnie tego nie zrobię. Pięta otarta, na największym palcu bąble. 145 zł poszło w błoto, moja złość sięga zenitu, ale miłość do szpileczek jak trwała - tak trwa.

Komu w drogę, temu odcisk na nogę

Do przystanku z mojego mieszkania nie ma daleko. Spokojnym spacerkiem jakieś 4 minuty. Z przystanku do redakcji jakieś 2 minutki. Ogólnie – nie nachodzę się za bardzo, więc szpilki zwykle mi nie przeszkadzają. Najgorsze są te niefortunne sytuacje, gdy mój autobus jest na tyle blisko, że każdy normalny człowiek w klapkach, trampkach czy balerinach by dobiegł, ale ... nie ja! Prędzej by mi te moje szpilki pospadały – tak by się to skończyło. A więc dumnie tuptam sobie, szpileczki wydają charakterystyczny dźwięk, autobus ucieka, a ja zdenerwowana stoję na przystanku i udaję, że wszystko jest okej. Przecież praca nie zając – nie ucieknie, a kolejny autobus kiedyś przyjedzie.
 
Po 17 wracam. Teraz nie muszę się aż tak spieszyć, bo w domu dzieci mi na szczęście nie płaczą. Ale powroty nie bywają lekkie. Znasz to uczucie, gdy obtarta kostka napierdziela tak mocno, że masz ochotę zdać te piękniusie szpileczki, cisnąć nimi i iść boso? Ja znam. Mam tak przynajmniej 2 razy w tygodniu. 
 

Ciężkie powroty

Pamiętaj, jak kiedyś wracałam z Biblioteki Uniwersyteckiej. To były te piękne czasy, gdy pisałam magisterkę. Doczłapałam się na przystanek. W autobusie miejsca nie było, więc stałam dzielnie, a szpilki chyba wbijały mi się w stopy. Czy byłam zła? Nie pytaj! Torba robiła się coraz cięższa, nogi puchły, robiły się ciężkie i obrzmiałe, krew mnie zalewała, a miejsce żadne się nie zwolniło.
 
Nieszczęścia chodzą parami – tak jak szpilki! Autobus zatrzymał się na Ciepłowni Wola, pan kierowca kazał wysiąść i powiedział, że dalej nie pojedzie. A następny autobus w sobotę o tej porze za 15 minut!!! Pomyślałam sobie, że kto jak kto, ale ja na pewno nie będę traciła kolejnych pięknych 15 minut z mojego życia na czekanie. W końcu miałam tylko jeden przystanek. No i poszłam. W głowie na zmianę pojawiały się słowa na "k" i na "p", które niefortunnie łączyłam ze wzniosłym błaganiem do Boga. W końcu dolazłam. Zmęczona, biedna, poraniona. Nie muszę chyba mówić, że pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było zdjęcie butów. Ulga. Okaleczone stopy bolą przez pewien czas. Pojawiają się bąble, odciski, otarcia. Nie wygląda to najlepiej, a już na pewno nie daje przyjemności. Masaż, kremy i inne pilingi nic nie dają.
 

Niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku!

No i jeszcze jedno. Nigdy nie lubiłam gier grupowych. Siatkówka czy koszykówka nie jarały mnie i to mi chyba zostało, ale w nieco innej formie. Jak idę sobie sama do pracy, to sama ustalam tempo. Powoli, bez pośpiechu i bez stresu, że się przypadkiem potknę. Najgorzej jest, gdy idę na spacer ze znajomymi albo narzeczonym. Ich tempo znacznie różni się od mojego. No i wtedy pojawia się ta niezręczna sytuacja – albo oni muszą iść wolniej, przez co ja czuję się głupio, albo ja krzyczę cała w nerwach: "No! Idź jeszcze szybciej, proszę bardzo!" i strzelam focha forever.
 
Ryzyko skręcenia kostki czyha na mnie za każdym rogiem. Nie trzeba dużo – mały kamień, niewielkie zakrzywienie. Tracisz równowagę, obcas twojej szpilki wygina się w złą stronę, a ty zastanawiasz się, czy to zwykłe zwichnięcie, czy już złamanie nogi? Wprawdzie takiego uszczerbku nigdy nie zaznałam, ale było blisko.

Najbardziej wkurzają mnie wybrukowane ulice, chodniki i kamienie na Starym Mieście w Warszawie. Jak po tym chodzić? Kto to wymyślił? Pewnie jakiś facet, który nie wie, jak trudno poruszać się po takim nieregularnym podłożu!!! Ale obcasom powiedzieć "nie" nie umiem.


Każdy kij ma dwa końce

Ze szpilek nie zrezygnuję chyba nigdy. Dodają pewności siebie, lepiej się w nich wygląda i co ważne – jestem w nich o niebo wyższa, co nie jest bez znaczenia. Na dodatek, podobają się mężczyznom. I niech mi tylko żaden facet nie próbuje wmówić, że kobieta w szpilkach wygląda gorzej niż ta na płaskiej podeszwie. Nie uwierzę! 
 
Z przymrużeniem oka patrzę na inne biedaczki, które trudzą się tak jak ja. Wiem, że im też nie jest lekko, że też może właśnie w myślach klną jak szewc i przysięgają, że nigdy już szpilek nie założą. No a potem i tak zakładają. Najgorsze są jednak te panie, które totalnie nie umieją chodzić w tych swoich zbyt wysokich szpiluniach. Przyznam szczerze, że zawsze, gdy widzę takie dziewuchy, to w pierwszym momencie zadaję sobie filozoficzne pytanie: "Czy ja też tak wyglądam?", a potem płaczę ze śmiechu.
 
 
Małgorzata Górecka
  

Małgorzata Górecka

  
Polka, redaktorka, miłośniczka szpilek
 
 
 
TEŻ TAK MACIE? To się podzielcie!
Na autorki wybranych przez nas i opublikowanych na Polki.pl historii (nie tylko o szpilkach - co denerwuje, boli, raduje, śmieszy) czeka bardzo miły upominek.
Piszcie: waszehistorie@polki.pl

Zachęcamy do czytania naszych komentarzy i felietonów naszych zacnych autorów!