POLECAMY

„Katolickie tradycje świąteczne są rabunkowe!”. Dlaczego?

Potem przychodzi maj – czas komunii. A do komunijnego wystroju tak uroczo wyglądają konwalie, prawda? Najlepiej te leśne – bo pachną. Co? Że pod ochroną? Oj, bez przesady, przecież biorę tylko jeden bukiecik. A że każdy chce mieć swój bukiecik – czy to mój problem? Dlaczego tak rzadko widujemy piękne czerwone owoce konwalii? Ano, bo biedne kwiatki, przez tę naszą przeklętą sympatię, prawie nigdzie nie doczekują owocowania.
„Katolickie tradycje świąteczne są rabunkowe!”. Dlaczego? fot. Fotolia

Kochana A.!

Nareszcie możemy napisać o czymś pozytywnym. Po długiej zimie przyszła piękna, bujna wiosna. Maj zjawił się już w kwietniu, racząc nas słońcem i wszechobecną eksplozją kwitnienia.
Jestem zachwycona. Osobiście chętnie zamówiłabym taką pogodę do samego listopada.

Ale, żeby nie było za słodko, dodam łyżkę dziegciu, poruszając temat rabunkowych tradycji świątecznych.

Jak wygląda leczenie w Polsce? Nie tak jak powinno...

Zaczyna się na Wielkanoc. Ledwie w lasach zdołają wychynąć pierwsze maleńkie borówki, już je człowiek zrywa do dekoracji święconek. Tak samo czyni z baziami i wszelkimi innymi młodymi gałązkami o listeczkach w ślicznym odcieniu zieleni, które się przez trzy dni będą fajnie prezentować w wazonie. A potem zwiędną i się je wyrzuci. Beztrosko, bezrefleksyjnie, bez żadnego „halo”. Nic to, że zrabowane borówki nie wydadzą owoców; że wyszarpując je z ziemi, zniszczyliśmy także podszycie. Nic to, że trzmiele (które tak cenimy, bo zapylane przez nie pomidory są większe i słodsze!) właśnie się obudziły z zimowego snu i rozpaczliwie potrzebują coś jeść – a w ofercie przedwiośnia na razie są głównie bazie. Człowiek ma to głęboko w tyle. Niech sobie trzmiel zdycha, wazon ważniejszy.

Potem przychodzi maj – czas komunii. A do komunijnego wystroju tak uroczo wyglądają konwalie, prawda? Najlepiej te leśne – bo pachną. Co? Że pod ochroną? Oj, bez przesady, przecież biorę tylko jeden bukiecik. A że każdy chce mieć swój bukiecik – czy to mój problem?
Dlaczego tak rzadko widujemy piękne czerwone owoce konwalii? Ano, bo biedne kwiatki, przez tę naszą przeklętą sympatię, prawie nigdzie nie doczekują owocowania.

Po maju nastaje czerwiec. A w czerwcu – Boże Ciało: dla mnie, miłośnika przyrody istna zgroza. Powiedz mi, droga A., co złego zrobiły katolikom brzozy? Powstrzymajmy na chwilę skojarzenie ze Smoleńskiem (choć ciśnie się do głowy komentarz z dziedziny czarnego humoru: może to ponura zemsta brzóz?). Chodzi mi oczywiście o dekorowanie ołtarzy procesyjnych ściętymi młodymi brzozami. Policzmy: jak sprawdziłam, w Polsce znajdują się 10 204 parafie. Każda z nich organizuje w Boże Ciało procesję. Każda procesja idzie trasą z czterema ołtarzami. Każdy ołtarz otaczają ścięte brzózki – w niektórych całe drzewa, w niektórych dużo dużych gałęzi.
Czy naprawdę myślimy, że Pan Bóg oczekuje od nas właśnie takiej ofiary – dewastacji środowiska naturalnego???

Kochana A. – jak 94,5% Polaków jestem katoliczką, a także szanuję i kultywuję tradycje. Zanoszę koszyczek do święcenia i chodzę na procesje. Mój dom nie jest pozbawiony kwiatów. Ale nie zbieram ani nie kupuję borówek – zamiast tego tuż przed Wielkanocą przycinam w ogrodzie bukszpany. Mam z tego dwie korzyści: foremne krzaki oraz tyle ładnych zielonych gałązek, że starczyłoby na dziesięć koszyczków.
Nie rwę wierzbowych kotków ani innych młodych pędów. Dla świątecznego nastroju można przecież wysiać owies, rzeżuchę (z owsa ucieszy się kot, rzeżuchę możemy zjeść sami). W sklepach od marca jest zatrzęsienie niedrogich żonkili, hiacyntów i innych wiosennych kwiatów w doniczkach. I postoją dłużej, i zaspokajamy potrzeby estetyczne, nie niszcząc przyrody.
A ołtarze na Boże Ciało? Na cmentarzach furorę robią sztuczne kwiaty – niektóre doskonale imitujące te prawdziwe. Dlaczegóżby nie używać ich także do dekoracji ołtarzy…?

Krótko mówiąc: katolicy – puknijcie się czasem w głowę.

Całuję
Twoja P.

„Majstrowanie przy dzietności”. „Olimpiada płodności”. „Pseudoszlachetne gesty”. Matki oceniają program rządu - Mama plus

Kochana P.!

Trafiłaś w mój czuły punkt, a nawet w dwa czułe punkty: irytują mnie zarówno: bezrozumna dewastacja przyrody, jak i przerost formy nad treścią podczas różnych ceremonii.

Ostatnio przejeżdżałam obok działki, na której w grudniu odbywa się kiermasz choinek. Wyobraź sobie, że wciąż tam leżą – mniej i bardziej – zbrązowiałe drzewka, dobrych kilkadziesiąt sztuk. Co roku tak jest – narżną choinek w lesie, w dużej części zapewne nielegalnie, bo nie będą one pochodziły ze specjalnej plantacji, a potem ich nie sprzedadzą. Natomiast ci, co kupili, już na początku stycznia będą wyrzucać je z balkonów, bo „drzewka się sypią”. I tak każdego roku kilka milionów drzew dogorywa. Rozumiem tych, co nie lubią plastiku, ale przecież mogliby kupić drzewko w doniczce albo – jeśli nie mają pomysłu, co potem z nim zrobić – wypożyczyć, także doniczkowe. To zdecydowanie tańsze i ekologiczne rozwiązanie.

Szanuję przyrodę. Bardzo lubię żyć w jej otoczeniu. Kiedy kupiliśmy stary dom ze starym ogrodem, niczego nie wycięłam. Pielęgnuję, przycinam, dosadzam, dopasowując się do tego, co przez kilkadziesiąt lat tu rosło. Kwiaty do wazonu mam z ogrodu, z łąki lub z lasu. Przycięte gałązki tworzą kompozycję z „chwastami”, a potem razem wędrują na kompostownik.

Myślę, że żyjemy w czasach, w których forma zdecydowanie przykrywa treść. Bardziej zwracamy uwagę na wygląd niż na przesłanie. Kupujemy na potęgę, otaczając się przedmiotami, których wcale nie potrzebujemy, a ponieważ wiele z nich jest coraz gorszej jakości, coraz częściej wymieniamy je na nowe. I tak to koło absurdu się kręci.
Obejmuje to także celebrowanie świąt. Weźmy chociażby komunie – co tam się wyprawia! Zdaje się, że w większości parafii udało się wprowadzić ujednolicone stroje, co zakończyło festiwal mody komunijnej, niewiele ustępujący przemysłowi ślubnemu. Za to obkupowanie dzieci w dobra, których najśmielszymi i najodleglejszymi skojarzeniami nie da się połączyć z sakramentem – trwa: konsole, tablety, laptopy, quady, kasa w kopercie, egzotyczne wycieczki. Czemu to ma służyć? Ile dzieci dostaje katechizm lub Biblię? Ile dzieci podczas wystawnej imprezy w sali rezerwowanej rok wcześniej porozmawia z bliskimi o duchowym aspekcie tego, czego właśnie doświadczyło?

Tak, pukanie się w głowę mogłoby pomóc w przetasowaniu i przewartościowaniu pewnych spraw.

Całuję
Twoja A.

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Ciasteczko z wróżbą”, „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Polecamy także:
Co czeka ciężarne i kiedy zmiany wejdą w życie? Nowe standardy okołoporodowe
Przeterminowane i o niewiadomym pochodzeniu leki w szpitalach – jest wynik kontroli NIK

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Ciasteczko z wróżbą” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl oraz na ich fanpage na Facebooku.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)