POLECAMY

Festiwal próżności i konkurs, kto pokaże więcej ciała. Dlaczego już nigdy nie pójdę do fitness klubu?

„Czy ja oby na pewno dobrze trafiłam?” – pomyślałam, wchodząc niedawno do fitness klubu jednej ze znanych sieciówek. Rozglądałam się, przecierając z niedowierzaniem oczy. Na bieżni, orbitreku i na siłowni trwał pokaz mody. Albo casting na miss braku podkoszulka. I spodenek. Wszystkie kobiety wyglądały jakby przyszły na imprezę, ale zapomniały założyć ubranie.
Małgorzata Germak / 8 miesięcy temu
Festiwal próżności i konkurs, kto pokaże więcej ciała. Dlaczego już nigdy nie pójdę do fitness klubu? fot. Adobe Stock

Fitness clubów jest multum. Do wyboru, do koloru. W takim nowoczesnym, dużym, z wieloma obiektami w ramach sieci, nie byłam kilka lat. Nie sądziłam jednak, że powstała tam alternatywna rzeczywistość. Na co dzień trenuję boks tajski. Mój klub w niczym nie przypomina tego, do którego ostatnio trafiłam. Jest kameralnym miejscem, gdzie przychodzą głównie zajawkowicze i miłośnicy sportów walki. Jest część z siłownią i sprzętem, ale przed wszystkim są duże sale do treningów i ring. Jest pewien minus – od progu śmierdzi potem. Raz mniej, raz bardziej. Ale można się do tego przyzwyczaić. Poza tym są same plusy. Wszyscy wszystkich znają. Jest klimat.

5 rzeczy, których na pewno nie wiecie o życiu smutnych grubasek

Jakiś czas temu w dzień restowy między treningami boksu coś mnie tknęło. „To może pójdę na bieżnię i siłownię” – wymyśliłam. Postanowiłam przetestować z moją kartą Multisport miejscówkę blisko domu, należącą do jednej z sieci fitness clubów.
Schowałam do torby buty do biegania, legginsy i T-shirt. Jestem na miejscu, wchodzę. Ogromna recepcja, wszystko nowiutkie, czyste i pachnące. Super. Idę do szatni, przebieram się.

Wkraczam żwawym krokiem na siłownię i prawie przewracam się o własną opadającą z szoku szczękę. Na bieżni idzie spacerowym krokiem dziewczyna. Ma mocno wycięty, eksponujący biust, chyba sportowy stanik i legginsy nisko opuszczone na biodra. Tak nisko, że jest to już poza granicą dobrego smaku. Nooo, teraz rozumiem, dlaczego ona spaceruje, a nie maszeruje czy biegnie. W takim stroju nie da się normalnie ćwiczyć. Cycki by jej przecież wyskoczyły. Gdy już ogarnęłam, że ona tak na serio, i wcale nie zgubiła koszulki, tylko tak właśnie wygląda jej strój do ćwiczeń, mój wzrok pada na jej twarz. Dziewczyna ma zrobiony full make-up. Wszystko – podkład, puder, róż, pomalowane oczy i brwi.

„Niezły ewenement” – pomyślałam i wskoczyłam na swoją bieżnię. Okazało się, że to nie pojedynczy przypadek, tylko reguła, bowiem po chwili obok mnie pojawiła się kolejna miss. Ta była lepsza. Zamiast obcisłych legginsów miała krótkie spodenki. W sumie pośladki miała spoko, po co je chować przed światem. Góra to samo – to co ja mam pod T-shirtem – czyli sportową bieliznę – dziewczyny mają na wierzchu.

20 minut później przeniosłam się na siłownię w nadziei, że tam będą ludzie, którzy przyszli potrenować, a nie pokazać się. Po drodze minęłam dwóch chłopaków – cali w szczelnie przylegających komplecikach z lycry, zbudowani jak mniemam z samych mięśni. „No to idealnie – tych dwóch zgarnie tamte dwie modeleczki z bieżni i zostanę sama” – pomyślałam.
Na siłowni czekała kolejna niespodzianka. Jakaś blondynka ze sztucznymi rzęsami i zrobionymi lokami (serio!), machała ze znudzeniem nogami, siedząc na jednym z urządzeń, i rozmawiała przez telefon. „Nie mogę długo gadać. No nie. Jestem zajęta. Na siłowni jestem”.

Zrobiłam brzuch i ręce. Pozwoliłam sobie na spocenie się (o rany, moja twarz nie dość, że nie była matowa, to zrobiła się czerwona, i co teraz). Na plecach na T-shircie miałam mokrą plamę i potargane włosy.
Następnego dnia poszłam na mój boks tajski. Gdy wchodziłam na salę, uśmiechnęłam się do siebie, czując znajomy smrodek. Dookoła mnie zwykli ludzie. Kompletnie ubrani, spoceni, nieidealni, prawdziwi.

OK, oczywiście każdy ma prawo do swoich wyborów - jak chce wyglądać w fitness clubie, i do obrania własnego celu, jaki mu przyświeca, gdy idzie na bieżnię. Nie wiem, od kiedy fitness cluby służą do pokazywania się, a nie uprawiania sportu, ale cieszę się, że nie należę do tej rzeczywistości.

Czytaj też:

Rozważania dietetyka. 3 powody dla których powinnaś przestać oglądać #fitporn na Instagramie Piramida żywieniowa – co powinnaś o niej wiedzieć?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (7)
/7 miesięcy temu
Trafne spostrzeżenia niestety... Nie ukrywam że na siłowni równiez chcę wyglądać dobrze, zaopatrzyłam się w sportowy stój - wybrałam markę Cuna, bo po prostu odpowiadał mi krój i wygląd. Ale legginsy noszę normalnie, i tak aby było mi wygodnie. Siłownia to nie rewia mody, żeby pójść w pełnym makijażu albo żeby pogadać przez telefon i porobić selfie! A niestety jest to spotykane...
/8 miesięcy temu
To jest stan umysłu, trzeba byc pustakiem, taka jest prawda, czlowiek na poziomie nie bedzie zalewal internetu tysiacami zdjec z silowni w idiotycznych pozach, nie bedzie skupial sie na tym co zalozyc, jak sie uczesac czy umalowac itd... bo chodzi tam zeby cwiczyc. Plagą jest pustostan umysłowy i wyscig na super zdjecia na portalu spolecznosciowym czesto nie majacy nic wspolnego z rzeczywistoscia.
/8 miesięcy temu
To jest jeden z powodów że mam w domu bieżnie i sama w dresie, bez makijażu biegam ile dam rady.
POKAŻ KOMENTARZE (4)