Anna Lewandowska w ciąży - zdjęcia na Instagramie fot. Screen Instagram @annalewandowskahpba

Jak wrócić do formy sprzed ciąży? Tak szybko jak Anna Lewandowska

Widziałaś zdjęcia Anny Lewandowskiej po porodzie w topie i szortach? Internet jak zawsze w takich przypadkach zalały dwie fale - zagorzałych kibiców na miarę wielkiego męża Lewandowskiej oraz najżarliwszego hejtu. Myślę, że Annę Lewandowską krytykują ci, którzy siebie nie akceptują, czegoś w sobie nie lubią, a nie mają wystarczająco silnej woli, by to zmienić. To prosty mechanizm: innym zazdrościmy tego, na czym nam zbywa. I w tym przypadku nie chodzi o brak wałków na brzuchu, tylko o zapał, samozaparcie i uśmiech.
Anna Lewandowska w ciąży - zdjęcia na Instagramie fot. Screen Instagram @annalewandowskahpba

Droga A.!
Ciąża to idealny czas dla brzucha – zwłaszcza nieidealnego. I to w dwójnasób: po pierwsze: skądże, nie masz tłustej fałdy: jesteś w ciąży! Po drugie – nie trzymasz żadnej diety, bo zachcianka to twój przywilej i najświętsze prawo. Z obu korzystam pełnymi garściami.
Opięta tunika, której normalnie nigdy bym nie włożyła? – Voilà!
Kopertowa sukienka z dzianiny, krój drastycznie nie dla mnie? – Mówisz i masz!
Dziwna chętka na kanapeczkę z dżemem o 22.00? – Kiedy jak nie teraz?
Wprawdzie od czasu do czasu dogryzasz mi, że każda ciąża się kiedyś kończy, lecz póki trwa… Trwaj, chwilo!

Zawsze brakuje ci do pierwszego? Co robić, by miesiąc się spinał?

A teraz odnieś to wszystko do Anny Lewandowskiej. Widziałaś jej zdjęcia po porodzie w topie i szortach?!? Moje panieńskie nazwisko to Lewandowska – lecz na tym, niestety, koniec podobieństw.
Internet jak zawsze w takich przypadkach zalały dwie fale: zagorzałych kibiców na miarę wielkiego męża Lewandowskiej oraz najżarliwszego hejtu. Że to jest szczucie kobiet i nie fair play. Że nie wszystkie kobiety mają takie warunki – finansowe, kondycyjne etc. – by sobie lekko i łatwo strugać laleczkę.
A ja Ci powiem – niby dlaczego ona ma tego nie robić?... Ma do tego dokładnie takie samo prawo jak grubaska z naszego zeszłotygodniowego listu do kostiumu dwuczęściowego. Takie samo prawo do pokazania w sieci czegoś, z czego jest dumna jak każdy z nas. Czyż my nie obwieszczamy światu na naszym funpage’u: „Napisałyśmy nową książkę, uważamy, że jest świetna, premiera w sierpniu”?

Dlaczego prace domowe dzieci muszą odrabiać rodzice - czyli co nie gra w polskich szkołach

Anny Lewandowskie są mi potrzebne, ponieważ lubię sobie snuć fantazje, jak to tym razem dla odmiany wrócę do formy.
Dobra, znam Twoją serdeczną zgryźliwość: nie ma do czego wracać – powiesz, i to niestety jest prawda. Na zupełnie nową formę będzie sobie trzeba zapracować mozolnymi brzuszkami, truchtaniem po okolicznych ścieżkach, ograniczeniem węglowodanów i podjadania, choćby nie wiem jak mocne się miało wymówki.
A wiem, że będę je miała:
Biegać w listopadzie?! Przecież się przeziębię!
Jak to: nie jeść?! Karmię piersią i jestem GŁODNA!!!
Zwyciężyć tego diabelnego spryciarza w sobie, tego podszeptucha, który niweczy każde dobre postanowienie – to cholernie trudne. Własny mózg, zdrajca, zawsze znajdzie tuzin argumentów przeciw, jeśli tylko uzna, że planowany przez ciebie wydatek energii jest zbędny.

Rzecz w tym, że do ambitnego celu dochodzi się, właśnie nie słuchając tego zdrowego rozsądku.
Czy zdobycie góry ma sens? – Pewnie porównywalny do brzuszków, biegania w listopadzie i odmawiania sobie kanapeczek.
Czy – przykład z naszego ogródka – zamiana ciepłych posadek na pisanie książek była rozsądna?
Kiedy komuś udaje się zapanować nad sobą w tej mierze – to wchodzi stopień wyżej, skąd, wedle woli, można go podziwiać lub hejtować. Cóż.

Ciebie pozdrawiam – a Annie Lewandowskiej serdecznie gratuluję.

Ratunku, ktoś podmienił mi dziecko! Jak przeżyć bunt dorastającego syna lub córki?

Walcząca
Sprawiedliwa P!

Tak, widziałam zdjęcia Anny Lewandowskiej. Szczupłe, umięśnione nogi, ładnie wyrzeźbiony brzuch, uśmiechnięta buzia. A obok kilkutygodniowa córka – jej córka. Fajnie wygląda dziewczyna, pomyślałam. Tak pozytywnie.

Jasne, spodobało mi się jej ciało. Ale nie w taki sposób, jak się czasem zachwycam niezwykłą urodą ludzi: pięknym, klasycznym profilem, oszałamiającymi włosami, niebotycznie długimi i zgrabnymi nogami, dużymi oczami w niezwykłym kolorze. Cechami, przymiotami, w które wyposażyła ich natura. Atrakcyjnymi detalami ciała, na które nie zapracowali, po prostu je dostali w genetycznym spadku.

Anna Lewandowska nie dostała wyćwiczonych mięśni, gibkiego ciała, napiętej skóry. Sama je stworzyła. Codziennymi treningami, racjonalną dietą. Zapewne wyrzeczeniami i dyscypliną. Do tego trzeba sporo samozaparcia – wiem, bo próbowałam. Moje efekty – no cóż, często mnie widujesz, także w kostiumie, a nawet i bez. Nie dla mnie ta katorga. Biegam tylko wtedy, gdy mnie gonią. Schylam się, gdy trzeba coś podnieść. Z ruchu lubię długie, szybkie spacery i rower. Jeśli idzie o dietę, to los mi pomógł, zsyłając nietolerancję glutenu. Moje jedyne osiągnięcie w kwestii fit, to porzucenie słodyczy. I wiem, jakie to trudne! Gdy podły mózg sączy ci do ucha: „Dawaj glukozę. Cukier krzepi. Słodkie uszczęśliwia”, a ty mu odpowiadasz, żeby się zamknął, a ze słodyczy zawsze najbardziej lubiłaś marchew.

Zresztą dla Anny Lewandowskiej ciało jest narzędziem pracy. Taką wybrała profesję – do tego ma talent i fizyczne predyspozycje. Nie wygląda, jakby pracowała za karę. Wygląda natomiast przekonująco i profesjonalnie.

Przecież Ty, kiedy już na jesieni urodzisz trzecią córkę, w dwa tygodnie po porodzie będziesz pisać ze mną kolejną powieść. Taki dostałaś talent i – dzięki codziennej dyscyplinie, często wbrew podszeptom ukrytego lenia – go wykorzystujesz. Bez pracy nie ma kołaczy – stare prawdy nie rdzewieją. (Na marginesie: jako matka zapalonego fana piłki nożnej dobrze znam biografie piłkarzy. Robert Lewandowski nie był chłopcem obdarzonym niezwykłym talentem piłkarskim. Był natomiast niesamowicie pracowity. Za każdym golem, który teraz wywołuje ogólnopolską euforię, stoją lata mozolnych, żmudnych treningów. Sam sobie wykopał swój sukces.)

Myślę, że Annę Lewandowską krytykują ci/te, którzy siebie nie akceptują, czegoś w sobie nie lubią, a nie mają wystarczająco silnej woli, by to zmienić (Pulchniejsza pani z poprzedniego listu do tej grupy się nie zalicza. Ona ma się ze sobą dobrze, nie krytykuje ani siebie, ani świata. To typ pogodny.). To prosty mechanizm: innym zazdrościmy tego, na czym nam nie zbywa. I w tym przypadku nie chodzi o brak wałków na brzuchu, tylko o zapał, samozaparcie i uśmiech.

Pogodnie oddalam się na spacer do lasu. Z czipsami buraczanymi w kieszeni.

Całuję
A.

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Dwie autorki poczytnych książek - Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż - wymieniają ze sobą listy - o życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne. A my je publikujemy na Polki.pl.

Oto najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Szczęściary” (w niej także wymieniają maile) - już do kupienia w Empiku. Zapraszamy na funpage pisarek!

Poznaj innych naszych autorów - polecamy komentarze na Polki.pl.