POLECAMY

„Majstrowanie przy dzietności”. „Olimpiada płodności”. „Pseudoszlachetne gesty”. Matki oceniają program rządu - Mama plus

Kto powinien mieć dzieci? Ten, kto tego świadomie chce. Rodzicem zostaje się raz na zawsze, więc marchewka dyndająca na kiju rozrodczości to ryzykowna zachęta. Dodajmy do tego pośpiech, który stoi w sprzeczności z biologiczną potrzebą regeneracji po ciąży i karmieniu oraz nierówność wobec tego profitu – para może chcieć być w ciąży w przewidzianym ustawą terminie, ale natura jest wobec niej mniej łaskawa niż wobec innej pary. Olimpiada płodności, w której wygrywają najzdrowsi i najsprawniejsi. Przy okazji – jak tam wsparcie dla par, które muszą korzystać z technik wspomagania rozrodu, rządzie?
„Majstrowanie przy dzietności”. „Olimpiada płodności”. „Pseudoszlachetne gesty”. Matki oceniają program rządu - Mama plus fot. Adobe Stock

Kochana P.!
Ostatnio coraz częściej piszemy do siebie o polityce, ale jak tu nie pisać, skoro im bliżej do wyborów, tym więcej jej wokół nas. W kontekście politycznej przedwyborczej zagrywki oraz ratowania pikujących notowań patrzę też na nowe pomysły rządu, a konkretnie na program „Mama plus”.

Będą premie za „szybkie urodzenie kolejnego dziecka”. Jak bardzo trzeba będzie się spieszyć?

Jestem zagorzałą zwolenniczką wspierania przez państwo rodzicielstwa oraz wychowywania, kształcenia i utrzymywania w dobrym zdrowiu dzieci. To absolutny priorytet, nie ma nic ważniejszego. Tylko dalekowzroczne, długofalowe i przemyślane działania polityków przełożą się na efekt w postaci dobrze funkcjonującego społeczeństwa i przyrostu naturalnego.
Program „Mama plus” z pozoru ma takie intencje – pomysłodawcy podkreślają, że po prostu chcą wspierać rodziny i dzietność. Założenie szlachetne, tylko wykonanie kulawe.
Kto powinien mieć dzieci? Ten, kto tego świadomie chce. Pochopne wybory, nawet jeśli dotyczą spraw istotnych, jak partner, praca, studia, miejsce zamieszkania, można unieważniać i zaczynać rozdanie na nowo. Rodzicem zostaje się raz na zawsze, więc marchewka dyndająca na kiju rozrodczości to ryzykowna zachęta. Dodajmy do tego pośpiech, który stoi w sprzeczności z biologiczną potrzebą regeneracji po ciąży i karmieniu oraz nierówność wobec tego profitu – para może chcieć być w ciąży w przewidzianym ustawą terminie, ale natura jest wobec niej mniej łaskawa niż wobec innej pary. Taki fizjologiczny fart lub niefart. Olimpiada płodności, w której wygrywają najzdrowsi i najsprawniejsi. Przy okazji – jak tam wsparcie dla par, które muszą korzystać z technik wspomagania rozrodu, rządzie?

Rodzice zrzeszeni w Ruchu na rzecz pacjentów „My przed/po transplantacji” protestują przeciwko Mama plus. Dlaczego?

Skoro wątpliwości są, to skąd ten pomysł? Chyba wiem.
Wyobraźmy sobie parę, która ma jedno dziecko i zanęcona obietnicami państwa zachodzi w drugą ciążę – wszak jest dodatkowa motywacja finansowa. Jedynak kończy rok, mama w ciąży źle się czuje. Zapada decyzja – starsze dziecko pójdzie do żłobka. I co? I figa. Bo w żłobkach miejsc brak. Para zaciśnie zęby, przemęczy się, weźmie opiekunkę, wybierze prywatny żłobek. Byle dotrwać do przedszkola. I co? Figa numer dwa, bo miejsc w przedszkolach brak. No, ale o tym para się dowie, już w drugiej ciąży będąc i statystyki dzietności poprawiwszy.
Rząd dodaje, że „może być” dodatkowy bonus do kasy – preferencje przy przyjmowaniu do żłobka czy przedszkola, potwierdzając tym samym, że problem jest. Rząd chyba jednak nie wie, jak duży.

Mam troje dzieci. Żadne nie dostało się do żłobka, dopiero najmłodszą przyjęto do państwowego przedszkola, bo już byliśmy wielodzietni i wykosiliśmy konkurencję zebranymi punktami.
Trzeba wspierać rodzicielstwo. Ale nie wkładając pieniądze do ręki, tylko całościowo dbając o dobre warunki dla dzieci. Na potęgę budować żłobki i przedszkola – nie chodzi tu o urządzane ad hoc miejsca dla przedszkolaków w szkołach. Zadbać o dostępność do dziecięcych specjalistów – z przyjęciem do porodu nie ma problemu, potem już tylko schody. Refundować szczepienia dodatkowe – profilaktyka to podstawa, a teraz jest bardzo kosztowna – każde szczepienie to kilkaset złotych. Zmniejszyć liczbę dzieci w klasach. Zapewnić opiekę na świetlicy, która nie powinna być tylko przechowalnią. Usprawnić poradnie pedagogiczno-psychologiczne, by objęły potrzebujące dzieci i ich rodziny opieką. Zapewnić bezpłatny transport miejski dla uczniów.
Wiele jest potrzeb – zdecydowanie pilniejszych. Wiele jest pomysłów, które sprawiedliwiej dzielą wsparcie niż ten projekt. Wymagają one dyskusji, namysłu i codziennych starań przy wdrażaniu. Sypnięcie kasą z pewnością jest łatwiejsze, a do tego jakie spektakularne!
Mnie to jednak przypomina malowanie ust szminką, gdy zęby męczy próchnica.

Całuję
Twoja A.
PS Fakt, że projekt „Mama plus” nie promuje urodzenia bliźniaków, musi być przeoczeniem. Czekam na poprawkę.

Jak wygląda leczenie w Polsce? Nie tak jak powinno...

Droga A.!
Majstrowanie przy dzietności – takie mi się nasuwa określenie. W słowie „majstrowanie” wyczuwa się fuszerkę i nieodpowiedzialność, nieprzygotowanie do tematu, „zabawę w majstra”, którym w istocie się nie jest. Mam nieodparte wrażenie, że z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia: politycy próbują udawać światłych i dobrych racjonalizatorów, którymi nie są.
Dzietność to rzecz delikatna. Choć mam dużą rodzinę dlatego, że bardzo tego pragnęłam, dzień w dzień jestem wykończona i przynajmniej przez chwilę marzę o odludziu i samotności. Przynajmniej raz w ciągu dnia puszczają mi nerwy. Mówię lub robię coś, czego potem żałuję. Nie zawsze stać mnie na sprawiedliwość i szlachetność. Czasem okropnie mi się chce powiedzieć „nie mam siły, idź się sama baw” (sama ucz, zawieź, podetrzyj, przewiń…) – ale w rzeczywistości rzadko mogę się tak z czegoś wymiksować. Z tych wszystkich powodów wprost truchleję na myśl, jak może wyglądać życie rodzin wielodzietnych z przypadku; z namowy; z nadziei, że ktoś (państwo?) pomoże. Jak wiele sił, miłości, dobra, konsekwencji zdołają wykrzesać z siebie rodzice niezupełnie przekonani do rodzicielstwa? Sama wiesz, jak się pracuje czy żyje, nie mając do obranej drogi głębokiego przekonania.

I jeszcze te pseudoszlachetne gesty. Wiem, że z oglądaniem się na innych nie powinno się przesadzać – ale 500+ to jedno z najniższych świadczeń rodzinnych w Europie. I nie mam tu na myśli tylko bogatego Zachodu: np. na Białorusi rodziny z trojgiem dzieci mogą dostać preferencyjny kredyt na mieszkanie – ¾ jego kosztów pokrywa państwo.
Rzucanie pieniędzmi zawsze jest efektowne – w istocie jednak najlepiej sprawdza się w obrzucaniu nowożeńców monetami. Na co dzień potrzeba mniej spektakularnych, za to prawdziwie pomocnych działań, o których i Ty piszesz: żłobków, przedszkoli, szczepionek. Bez tej infrastruktury, dostępów i ułatwień rzekoma troska polityków jest fałszywą marketingową gierką – zupełnie tego sortu co fałszywa uprzejmość czy niedźwiedzia przysługa.
Całuję
Twoja P.

Polecamy:
Co warto wiedzieć o programie "Mama plus"?
Matki rezygnują z pracy przez 500 plus

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Ciasteczko z wróżbą”, „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Ciasteczko z wróżbą” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl oraz na ich fanpage na Facebooku.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)