Ciało kobiety w bikini fot. Fotolia

Idealne ciało - czy istnieje

Czy w ogóle jest jakaś rzecz, której nie możesz w sobie poprawić? U siebie może jedynie do gęstości włosów nie zgłaszam żadnych zastrzeżeń. Inni ludzie właściwie cali też składają się z niedoskonałości. A jednak wcale nie wydają się tym przejęci. Nieświadomość czy pogodna akceptacja?
Ciało kobiety w bikini fot. Fotolia

Droga A.!

W deszczowy dzień nad morzem wydobyłam z hotelowej biblioteczki książkę o chirurgii plastycznej. Czytałam – szeroko otwierając oczy ze zdumienia. Każdy rozdział poświęcony był innemu zagadnieniu: zmarszczkom, włosom, zębom, podwójnemu podbródkowi, piersiom, brzuchowi, pośladkom, pelikanom pod pachami, radykalnej depilacji, kondycji skóry, którą można rozjaśnić, wypełnić, napiąć, odmłodzić na wiele sposobów. Czy w ogóle jest jakaś rzecz, której nie możesz w sobie poprawić?...

Po każdym temacie biegłam do lustra sprawdzać zastany stan rzeczy. Lustra w hotelu były wielkie i dobrze oświetlone, a przestrzeń przed nimi obszerniejsza niż w domu (zwłaszcza przed tymi w hallach). Oglądałam się z przodu i z boku, sprawdzałam fałdy, zwisy, stany zwiotczenia i czy już mi się zapada twarzoczaszka.

Efekty oględzin, jak się możesz spodziewać, nie były zupełnie satysfakcjonujące. Opalona skóra była przesuszona i łuszczyła się tu i tam. Na twarzy – piegi, pod oczami trochę za ciemno. Szyja – może jeszcze nie teraz, ale za parę lat... Pelikany – jakieś zaczątki faktycznie odnotowałam, i to z bolesnym rozczarowaniem: akurat ręce mam wyćwiczone i chętne do wysiłku, a tu proszę. Brzuszków dla odmiany nie znoszę i cóż – to widać, to widać… Zmarszczki – są i można sobie długo gadać o tym, jak to pięknie one świadczą o życiowych doświadczeniach, radościach i smutkach – ale krótka piłka: wolałabyś mieć czy nie mieć?

No właśnie.

Może jedynie do gęstości włosów nie zgłosiłam żadnych zastrzeżeń.

Pod czujnym okiem mojej świeżo uświadomionej lustracji nie lepiej wypadli inni wczasowicze. Gdy tylko pogoda się poprawiła i chmary ludzi z powrotem wyszły na plaże i deptak w większym lub mniejszym negliżu, patrzyłam na ich niedoskonałości. Właściwie cali składali się z niedoskonałości. Asymetryczni, zapuszczeni to tu, to tam, człapali od pizzerii do gofrów, od leżenia na plaży do siedzenia w ogródku piwnym, nieświadomi, że tylko jeszcze pogarszają stan rzeczy.

A jednak wcale nie wydawali się tym przejęci. Człapali i konsumowali z błogimi uśmiechami, patrzyli na siebie bez odrazy, czasem się nawet czulili.
Nieświadomość czy pogodna akceptacja, jak myślisz? Czy jedno i drugie, po trosze?

Pomyślałam, że może i dobrze, że stan mojego konta jest, jaki jest – bo gdybym miała pod ręką jakąś wolną, okrągłą sumkę, to kto wie, czy bym się na coś nie skusiła?

A poprawianie siebie to podobno bardzo niebezpieczny nałóg.

Idę poczłapać na plażę. Niech wiatr od morza wywietrzy mi z głowy wszystkie te wampirze liftingi, hialurony i botoksy.

Całuję
Niedoskonała P.

Co się dzieje z organizmem po miesiącu niejedzenia cukru i słodyczy? I dlaczego warto zmienić dietę?

Moja P. z niedoskonałościami!

Lato odkrywa wszystko – im mniej ubrania, tym więcej ciała na widoku. A ciało, jak i cały człowiek – ułomne. Choć to może źle ujęte, bo kiedy tak mówimy, to zakładamy istnienie jakiegoś ciała idealnego – gdzie proporcje odpowiednie, szczupłość, tłuszcz tylko tam, gdzie niezbędny, czyli na jędrnym apetycznym biuście i zaokrąglonych pośladkach, włos bujny, ale tylko na głowie, a nie na łydce lub pod pachą, zęby bielusieńkie,  równiusieńkie, rzęsy jak firanki, doskonały łuk brwi, niełamliwe paznokcie w kształcie migdałów, żadnych przebarwień, pięty gładziutkie.

Widziałaś gdzieś takie cudo? Pytam o obserwacje w naturze, nie o dowolną kolorową gazetę w kiosku. Otóż nie. Tymczasem pisma nas karmią lukrowaną rzeczywistością, wygładzoną i wybłyszczoną do granic możliwości. Nie rozpoznajesz znanych twarzy, nie możesz uwierzyć w proporcje talii i bioder aktorki, na próżno się doszukujesz najmniejszego zagięcia skóry w twarzy prezenterki, tancerka ma uda gładsze od najidealniejszego bobasa.

To jest nieznośne – tak myślę sobie zirytowana i odwracam się ze wstrętem. No, ale ja mam cztery dychy bacznej obserwacji życia za sobą, ład w głowie i sporą dawkę samoakceptacji. A co sobie myśli ktoś młody? Te wszystkie dziewczyny, którym nabotoksowane usta za chwilę eksplodują? Drobne kobiety z dużymi piłkami doczepionym z przodu w charakterze biustu? Kobiety z wyrysowanymi czarną krechą brwiami, które wyglądają jak armia identycznych, zawziętych bojowniczek o doskonałe, plastikowe ciało?

Wiadomo na przykład, co myślą chłopcy w wieku gimnazjalnym o kobiecych piersiach. Pokazano im zdjęcia zwyczajnych kobiecych biustów: młodszych, starszych, karmiących, nietkniętych niemowlęcą buzią, w rozmiarze od A do E. I wiesz co? No szok i niedowierzanie – to kobieta t a k wygląda? Skoro zewsząd jędrna pierś – i w reklamie cementu, i na fotosach z celebrytkami, to skąd tu nagle takie coś?...

Gdzie mieszkają najbardziej leniwi ludzie? Nie jest im po drodze z aktywnością fizyczną

Straszne takie rozdarcie. Ludzie, nie tylko młodzi, gubią się w tym rozdźwięku między serwowanym im plastikowym światem chorych marzeń a prawdziwym, pełnym „skaz” otoczeniem. Wystarczy wejść na portale plotkarskie. Z jednej strony uwagi: „Cała zrobiona. Jak ona tym cycem dziecko wykarmi?”, „No, ma kasę, to ma takie zęby”, „Włosy sobie dokleiła, na głowie już bujno, ale w środku nadal pusto”. I dla równowagi: „Ale zapuszczona, no chyba ją stać, żeby sobie odessała tłuszcz z bańdziocha?”, „Halluksy – fuj, jak się można tak ludziom pokazać”.

I jak żyć, P.?

Zbawienie w zdrowym rozsądku, jak zawsze.

Całuję
Twoja A. – z siwymi włosami, piegami, chudą łydką i krąglejszym brzuchem

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Dwie autorki poczytnych książek - Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż - wymieniają ze sobą listy - o życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne. A my je publikujemy na Polki.pl.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Marzena M.”  już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na funpage pisarek!