Goło i niewesoło. Polacy lubią się rozbierać latem. Nawet jeśli nie powinni

W moim mieście w upały zdarza mi się mijać golasa w środku miasta, a traktowanie parków i skwerów jak plażę nad Bałtykiem zaczynam powoli uznawać za letnią normę. Ale gdy niedawno natknęłam się na, na oko, 50-letniego pana w samych gaciach jadącego na rowerze ścieżką przy dużej ulicy w centrum, to mnie jednak zatkało. Koszulkę i spodnie miał przymocowane do bagażnika, widać, że zdjął je spontanicznie po to, by się przy okazji poopalać. I został tylko w bieliźnianych gaciach.
Goło i niewesoło. Polacy lubią się rozbierać latem. Nawet jeśli nie powinni fot. Fotolia

„Jak co roku w Chałupach, gdy zaczyna się upał słychać wielki szum. Można spotkać golasa jak na plaży w Mombasa, golców cały tłum...”
W tekście popularnej piosenki Zbigniewa Wodeckiego wystarczy zamienić „Chałupy” na „miejski park” i te słowa będą bardzo adekwatne do sytuacji, która ma miejsce latem w miastach. I to nie tylko tych nadmorskich.
 

Taki widok z okna miejskiej kolejki to nic nowego dla warszawiaków. (Fot. arch. pryw.)

„Janusze na wakacjach”, czyli cała prawda o polskich plażach. Czy za granicą jest lepiej?

I nie chodzi mi nawet o to, że obrzydzają mnie wiszące brzuchy czy lśniące potem klaty, równie nieestetyczne są też damskie pośladki wylatujące z szortów wyciętych niczym bikini Pameli Anderson w „Słonecznym patrolu”. Krępuje mnie ta golizna, czasami też obrzydza, ale przede wszystkim uważam, podobnie jak wielu mieszkańców stolicy, że miasto to nie miejsce do opalania ani prezentowania nagiego ciała. To nie plaża, pole, łąka czy mazurski pomost albo własna działka. Ba, na tym pomoście to przynajmniej ludzie mają kostiumy czy inne kąpielówki - czyli strój zaprojektowany z myślą o tym, że będzie pokazywany. A w mieście spontanicznie rozbierający się ludzie, często zostają po prostu w zwykłej bieliźnie. Bywa, że mocno przechodzonej.

Panie i panowie w samej bieliźnie to niestety dość typowy widok m.in. w Parku Skaryszewskim, na Polu Mokotowskim, w Ogrodzie Saskim. Tam często ludzie wylegają na trawniki i bez skrępowania się obnażają. Opalają się, spacerują, ćwiczą, jedzą i piją na kocykach, na ławeczkach, na ręczniczkach - byle w negliżu. Rozumiem ich potrzebę poczucia się jak na wakacjach, ale trochę umiaru by się przydało. Będąc na spacerze z psem w parku, krążąc między golasami wywalającymi swoje walory na słońce, przerażona zastanawiam się, czy za kolejnym drzewkiem nie spotkam nudysty, który zaskoczy mnie widokiem swoich trzeciorzędowych cech płciowych w pełnej okazałości.


Gratulujemy panu pięknej muskulatury, ale nie mamy potrzeby oglądania jej w mieście. (Fot. Fotolia)

I co wtedy robić? Można wezwać straż miejską lub policję. To, co wolno w miejscu publicznym, a czego nie opisuje cały rozdział kodeksu wykroczeń, w którym zebrano wszystkie przewinienia przeciwko obyczajności publicznej. Za publiczny nieobyczajny wybryk można trafić do aresztu i zapłacić nawet 1500 zł. Choć zazwyczaj funkcjonariusze tylko upominają i zachęcają do założenia ubrania. Ale gdy poproszona o ubranie się osoba nie zechce spełnić prośby, sprawa może trafić do sądu.

Wyrzucono ją z basenu za TEN strój kąpielowy, bo „pobudzała nastoletnich chłopców”. Serio?!

Z golasami w miejscach dla ubranych podjął walkę w ubiegłym roku Sopot - czyli nadmorska miejscowość, w której golasy prosto z plaży szły na obiad, lunch czy drinka do pobliskich restauracji np. na Monciaku. Trójmiejski artysta plastyk Jacek Staniszewski stworzył plakat, który miał zwracać uwagę na problem nagości na ulicach miasta. I tak to komentował w serwisie Trójmiasto.pl:

Chodziło o zwrócenie uwagi na to, że osoby, które pojawiają się na ulicach Sopotu w samych kąpielówkach lub bikini, łamią pewne normy społeczne. Być może przyzwyczajenia wyniesione z innych nadmorskich miasteczek, gdzie w kąpielówkach pokonuje się tylko trasę plaża-camping, sprawiają, że niektórzy wychodząc na ulicę nadal czują się jak na plaży. A tymczasem nie każdy ma ochotę spędzać czas w restauracji w towarzystwie roznegliżowanych plażowiczów, z nagimi torsami i odsłoniętymi brzuchami.


Słuszna inicjatywa? (Fot. Jacek Staniszewski)

Czy to coś dało? Rozejrzyjcie się, jak będziecie w tym roku nad morzem w Sopocie ;)

Czy w Waszym mieście też golasy wylegają na ulice? Czy Wam to przeszkadza? Czy należy interweniować? Jakie są dopuszczalne granice negliżu? Komentujcie! Piszcie!
waszehistorie@polki.pl

Więcej komentarzy na Polki.pl - polecamy!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/5 miesięcy temu
ten artykuł pisał jakiś zakompleksiony autor są miejsca w których nagość nie przystoi ale bez przesady żeby wstydzić się własnego ciała
/rok temu
Jak się nie podoba nie musisz patrzeć.