Kadr z filmu "Ukryte działania" fot. Kadr z filmu "Ukryte działania"

Zabierz córkę na ten film, by potem nie miała za złe, że w szkole zamiast budowania modeli statków, przyszywała guziki

„Ukryte działania”, to film o nieustraszonych kobietach, które swoją śmiałością zmieniają świat. Wybrałam się na niego w podskokach i sądziłam, że będę zachwycona opowieścią o trzech wybitnych geniuszkach z NASA. Zamiast pokrzepienia, pojawił się smak goryczy w ustach, który zrozumie tylko druga kobieta.
Edyta Liebert / 08.03.2017 15:10
Kadr z filmu "Ukryte działania" fot. Kadr z filmu "Ukryte działania"

„Ukryte działania”, to film o kobietach pracujących dla NASA. Wybrałam się na niego w podskokach i sądziłam, że będę zachwycona opowieścią o trzech wybitnych geniuszkach. Zamiast pokrzepienia, pojawił się smak goryczy w ustach, który zrozumie tylko druga kobieta.

Początek filmu to powrót do przeszłości. Widzimy młodziutką ciemnoskórą Katherine Goble, niebywale utalentowaną dziewczynkę z zadatkami na matematycznego geniusza. „Nigdy nie znałam dziecka z takim mózgiem” – padają słowa. Rodzice i nauczyciele wiedzą co robić: Katherine przechodzi przez wszystkie etapy edukacji, kończąc z dyplomem wybitnego matematyka. Trafia do rządowej NACA, później zlikwidowanej na rzecz powstania nowej struktury badawczej, NASA. 

Punkt ciężkości filmu przenosi się głównie na losy czarnoskórej Katherine, jej zmagań z systemem, rasizmem, seksizmem, ogólnie pojętą dyskryminacją, również ze strony kobiet. O jej przejawach mogłabym się rozpisywać, ale nie chcę wam psuć zabawy, jeśli nosicie się z zamiarem wybrania na seans (jeśli tak, koniecznie weźcie dzieci). Film jawnie gloryfikuje Katherine, Mary i Dorothy, które chcą pracować zgodnie z kwalifikacjami, mieć równe szanse. Elita intelektualna w postaci białych mężczyzn zdaje się być w cieniu blasku mądrości Katherine, która po wyjściu z piwnicy obliczeniowców trafia do jaskini lwów, w której sama przeistacza się w groźną panterę – wszystko dzięki swojej wiedzy, samozaparciu i umiejętnościom. Jest jednak jedno "ale".

Lego wprowadza nowy zestaw klocków: 5 figurek kobiet-badaczek. Mają pokazywać, że kobiety też są świetne w zawodach związanych z nauką!

Choć w skupieniu oglądałam cały film, to dla mnie skończył się z pierwszymi scenami, które być może dla twórców stanowiły tylko punkt startu, a w mojej pamięci utkwiły najsilniej. Uruchomiły one w mojej głowie machinę retrospekcji, pojawiły się wspomnienia. Nigdy nie byłam dobra w manualnych pracach i ktoś kiedyś powiedział mi, że kiepski ze mnie materiał na żonę. Pamiętam gorycz niemal wyszytą moimi 11-letnimi palcami na lnianej tkaninie z lekcji prac domowych w podstawówce, gdy wracałam z „dobry-‘’ w dzienniczku. Zdaniem wychowawcy, moje celujące z matematyki były mniej ważne, niż czwórki z tarcia warzyw na surówkę.

Pamiętam lekcje techniki w z podziałem na grupy: osobne dla dziewczynek, osobne dla chłopców. Do tej pory nie wiem, czym zajmowali się na nich moi koledzy z klasy, kiedy ja malowałam gipsowe odlewy warzyw i owoców, przyszywałam białe guziki w docelowy kształt sukni ślubnej do skrawków materiału i haftowałam misia na ocenę. Czy oni wtedy robili modele planet mechanizmu? Uczyli się mechanizmu silnika? Eksperymentowali tworząc obwód zamknięty prądu? Widziałam takie obrazki w ich zeszytach: żarówka, baterie, przewody. To, mówiąc metaforycznie, były ich „ukryte działania”. I tak, to przydatna wiedza; szkoda, że wtedy ktoś podjął za mnie decyzję, dlaczego nie jest warta przekazania dziewczynce.

Bo nauki ścisłe to dla mnie wiedza tajemna. Intrygująca, ale niezgłębiona. Nie chcę wymachiwać hasłami, że to dlatego, że jestem kobietą, a nie mężczyzną, bo to jak wtórowanie politykom, że „kobiety są słabsze, mniej inteligentne”.  Ale kilka miesięcy temu w związku z aferą z seksistowskimi okładkami czasopism w roli głównej dowiedziałam się, że kosmos jest dla chłopców, a dla dziewczynek ciuchy i kosmetyki. Mamy być ładne, szczupłe, niekoniecznie mądre. Tak funkcjonujemy w popkulturze.

Na fali obejrzanego filmu, poszperałam w sieci i w pamięci: wiecie, ile jest filmów o kobietach-naukowcach, fizyczkach, astronomkach, które są mózgami operacji? Zero. Sprawdźcie same, obejrzyjcie, niech nie zwiodą was plakaty i opisy. Nawet „Kobieta na księżycu” z 1992 roku mija się z tytułową zapowiedzią. W „Interstellar” Anne Hathaway istnieje po to, by pokazać, że to Matthew McConaughey ma rację; w „Grawitacji” Bullock nie dorównuje Clooneyowi doświadczeniem, podobnie jak Natascha McElhone w „Solaris”. Nie dziwię się też Natalie Portman, która porzuciła rolę w „Thorze”, w którym debiutowała jako wybitna astrofizyczka, a skończyła jako ukochana głównej postaci. „Ukryte działania” to pierwszy film o kobietach w kosmosie, a raczej w jego przedsionku.

Wciąż widzę twarz Lidyi Jewet z początku filmu, która wcieliła się w rolę małej Katherine i… zazdroszczę jej. Którą z nas z nadzieją uczono o astronomii, o mechanice, w której widziano przyszłą panią inżynier, w którą wierzono, że zmieni bieg historii?! Żałuję, że gdy miałam kilka(naście) lat, nikt nie próbował wskazać mi drogi tej innej, tej nietypowej, tej wręcz brawurowej i nie zaszczepił odwagi do jawnych działań i pójścia pod prąd.

 A „Ukryte działania” pokazałabym córce zamiast „Kopciuszka” czy „Śpiącej Królewny”. Niełatwo burzyć mur, ale od czegoś trzeba zacząć.

Media kontra rzeczywistość. Czy żyjesz w kłamstwie?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)