„Czy aborcja jest OK? Na pewno nie jest OK nowa okładka Wysokich Obcasów!”

Czy aborcja jest OK? Gdybym zadała Ci takie pytanie, najpierw byś mnie zapytała, o co mi chodzi, bo nie rozumiesz tego sformułowania, potem byś stwierdziła, że zubożało mi słownictwo, a na koniec byś poprosiła, żebym nie mówiła do Ciebie jak nastolatka. Dobrze się domyślam?
„Czy aborcja jest OK? Na pewno nie jest OK nowa okładka Wysokich Obcasów!” fot. materiały prasowe

Droga P,

Wiesz oczywiście, do czego nawiązuję – do ostatniej okładki Wysokich Obcasów: utopionej w różu, z trzema pogodnie uśmiechniętymi kobietami w młodzieżowych T-shirtach z nadrukiem otwartych ust, z których wydobywa się w dymku duży napis: Aborcja jest OK. Całość jest pudrowa, śliczniusia, taka kobieca, ach.

Obowiązkowa sekcja zwłok płodu po aborcji?! Ma to ograniczyć liczbę aborcji w przypadku podejrzenia o wady wrodzone

Przyznam Ci się, że w pierwszej chwili pomyślałam, że to jakaś podpucha. Prowokacja. Taka okładka, a na kolejnej stronie tekst w stylu: Oczywiście nie chodzi nam o to, że aborcja jest okej. Po prostu chciałyśmy przyciągnąć Twoją uwagę, żeby porozmawiać o aborcji. Na poważnie.
Może bym to łyknęła – prowokacja w słusznym celu jest okej.
Ale to nie jest prowokacja – ADT, czyli Aborcyjny Dream Team, który stoi za tą akcją, robi to serio.
Weszłam na stronę ADT na Facebooku, żeby się dowiedzieć więcej. I rzeczywiście, konsekwencja jest. Zacytuję Ci kilka tekstów. Jeśli stoisz, to sobie spocznij:
„Jeśli uprawiasz seks i zajdziesz w niechcianą ciążę, możesz zrobić aborcję. To jest OK. Kilka aborcji w jednym życiu jest OK. Kochaj siebie”.
„Aborcja to właśnie jest branie odpowiedzialności za swoje czyny”.
„Aborcja to zabieg medyczny, prawdziwe doświadczenie a nie narzędzie do politycznych rozgrywek”.
„Aborcja to jedno z doświadczeń w życiu. Podobnie jak inne, może nam się przydarzyć albo nie. Jest jednocześnie bardzo powszechne. Ale rozmów o tym doświadczeniu brakuje”.

Nie chcę teraz zaczynać rozmowy na temat aborcji, bo za mało tu miejsca i czasu. Więc w skrócie: moją opinię na temat aborcji znasz: nigdy nie zrobiłam i nie zrobię. Nie nawracam i nie krytykuję kobiet, które ciążę usunęły, ponieważ uważam, że ostatecznie wybór należy do nich. Moje doświadczenie życiowe mówi mi, że taka decyzja nie jest łatwa, a sam zabieg jednak przywołuje inne refleksje niż na przykład piling, ale przyjmuję, że moja wrażliwość może być odmienna.

To, co piszę, nie wynika więc ze światopoglądowego czy moralnego oburzenia, ale ze zwykłego zdziwienia stopniem manipulacji.
Weźmy te powyższe hasła:
„Jeśli uprawiasz seks i zajdziesz w niechcianą ciążę, możesz zrobić aborcję. To jest OK. Kilka aborcji w jednym życiu jest OK. Kochaj siebie”. Po co jest to: „kochaj siebie” na końcu? Pewnie po to, żebyś po tych kilku aborcjach nie myślała, że siebie nie lubisz. Czyli autorki hasła zakładają, że możesz tak pomyśleć, co sugerowałoby, że może nie taka okej ta aborcja.
„Aborcja to właśnie jest branie odpowiedzialności za swoje czyny”. Antykoncepcja też. A może nawet bardziej. Przy okazji: „swoje czyny”? A gdzie w tym współsprawca „czynu”?
„Aborcja to zabieg medyczny, prawdziwe doświadczenie a nie narzędzie do politycznych rozgrywek”. A propos polityki: określenie „OK” wprost z niej się wywodzi - z wyrażenia all correct, sloganu wyborczego amerykańskiego prezydenta Van Burena z 1840 roku, a także ze skróconej formy Old Kinderhook, jego przezwiska wziętego od miejsca urodzenia.
„Aborcja to jedno z doświadczeń w życiu. Podobnie jak inne, może nam się przydarzyć albo nie. Jest jednocześnie bardzo powszechne. Ale rozmów o tym doświadczeniu brakuje”. Aborcja jest przerwaniem ciąży, to jej definicja. Chcemy odkłamywać, to trzymajmy się faktów. Trudno się oprzeć wrażeniu, że użycie słowa „doświadczenie”, które jeszcze „nam się przydarza”, niejako bez naszej woli czy inicjatywy, ma rozmyć obraz, zamydlić oczy.
To mydlenie oczu wydaje mi się bardzo na miejscu w tym przypadku. Mydło niby czyści, usuwa brud, a jednak jak się dostanie do oczu, to uniemożliwia patrzenie i dostrzeżenie prawdy. Tak jak okładka WO.

Całuję
Twoja A.

Rząd będzie liczył martwe noworodki. Czy to nowa forma kontroli urodzeń? 

PS. I jeszcze na koniec: okładka, formą i treścią na poziomie gimnazjum, może zrobić młodym ludziom krzywdę. Instytut Badań Edukacyjnych przepytywał młodzież na temat budowy i funkcjonowania układu rozrodczego. Mniej niż połowa badanych potrafiła udzielić prawidłowej odpowiedzi na pytania. Połowa z nich sądziła, że stosunek przerywany nie może się skończyć ciążą, a ponad 60 procent uważa, że największe prawdopodobieństwo zajścia w ciążę jest tuż po miesiączce. Jak myślisz, czy muszą się trwożyć swoją niewiedzą, skoro „Aborcja jest OK”?

Kochana A.!
Jestem wierząca, a nawet religijna. Wierzę nie tylko dlatego, że zostałam tak wychowana, ale także bo jest to efekt moich już dorosłych przemyśleń, decyzji, jak też, na pewno, dar wiary. Nie znaczy to, że podążam bezrefleksyjnie, za czym mi „każą”: mam swoje zdanie na temat celibatu czy związków niesakramentalnych – ale to tematy na kiedy indziej. Dziś napisałaś o aborcji. A zatem: NIE  Aborcja NIE JEST okej. W dzisiejszych czasach, kiedy zarówno wiedza, jak i środki antykoncepcyjne (o, to moje kolejne votum separatum) są na wyciągnięcie ręki, uprawianie seksu bez zabezpieczeń, jeśli się nie chce zajść w ciążę, to właśnie jest skrajna nieodpowiedzialność. Głupie – tak, głupie! – liczenie, że się uda. Jak ściąganie na klasówce. Jak zażycie dopalacza. Jak rosyjska ruletka.

Przejrzałam opinie dziennikarzy innych wydań „Gazety Wyborczej”. Wielu z nich odcina się od „Wysokich Obcasów”, zaznaczając, że nie akceptują ani tego przesłania, ani jego formy. „Aborcja to nie temat na bluzkę” – pisze Aleksandra Klich. „Ta okładka i tytuł są głupie” – pisze Paweł Wroński. Komentarze czytelników: „tym razem przegięli”, „nie będę już prenumerował” oraz dużo o odrealnieniu feministek.
Dla mnie samej aborcja to temat bardzo dramatyczny. Wyobrażam sobie ją jako straszną, trudną, bolesną oraz, last but not least, intymną decyzję. Jako wyjście przeciw pewnemu naturalnemu porządkowi, które, jak uczą i filozofowie, i baśnie, w żadnym razie po śmiałku, który się go dopuszcza, nie „spływa”. Żyjemy jednak w dziwnych czasach powszechnego wypaczania: intymnością szafuje się bez zażenowania, rzeczy ważne się deprecjonuje, banały zaś rozdmuchuje do granic absurdu. Do tego zapanowała swoista moda na bycie opozycjonistą / skandalistą / kimś walecznym i w kontrze. Niekiedy nawet w kontrze do rozumu.
W moim przypadku ciąże – wszystkie trzy bardzo chciane – były jednymi z moich najpiękniejszych, najbardziej wzruszających i ekscytujących etapów w życiu. Wyglądanie oznak życia w brzuchu, pierwsze USG z biciem maleńkiego serca, czekanie na ruchy, zrazu delikatne jak trzepot skrzydeł motyla, potem wesołe i energiczne… Zdumiewająca, sekretna jedność z drugim, malutkim człowiekiem.
Wiem, że tak pięknie może być, jeśli spełniony jest ów warunek z początku tego wyznania: ciąża jest chciana, oczekiwana, przyjmowana z radością. Dlatego kobietom, niemal w przededniu naszego marcowego święta, życzę, by były mądre i dobre. I by o swoim – oraz o innych życiach myślały  ZAWCZASU.

Całuję Cię
Twoja P.

Przeczytaj także:

Jak na początku 2018 roku kupowałam pigułkę „dzień po”…Bez upiększeń i udawania… Tak NAPRAWDĘ wygląda poród?

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Marzena M.” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl oraz na ich funpage na Facebooku.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/9 miesięcy temu
Nie wiem na ile ten felieton zawiera prawdziwe wątki z życia autorek, ale wydaje mi się, że jednak trzeba powiedzieć, że ANTYKONCEPCJA też nie jest ok. Tak samo uczy braku odpowiedzialności jak dostęp do aborcji na żądanie i pigułki "po". Ta niepopularna prawda, że najlepszą metodą zapobieganie niechcianej ciąży jest wstrzemięźliwość seksualna jakoś się często nie pojawia, a żadna "oświecona" edukacja seksualna nie wbije dzieciakom podstaw , bo to tylko kolejny przedmiot do zakucia. Nauki w domu jednak młodzież nie otrzymuje, bo wolą tą odpowiedzialność zwalić na szkołę. Wybiórcza religijność też raczej nie pomoże w opanowaniu tematu, zwłaszcza kiedy winę za tą "ciemnotę" i brak odpowiedzialności zrzuca się na kościół, który jest przeciwny i antykoncepcji i aborcji nie bez powodu. Niemniej jednak felieton to ważny głos w temacie, zwłaszcza kiedy zabijanie człowieka sprowadza się bezdusznie do jakiegoś zabiegu. Banalizacja zabijania i pustota ziejąca z okładki "obcasów" porażają bezmyślnością.