POLECAMY

Co robić, gdy dziecko nie chce chodzić do kościoła i przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej?

Mój ośmioletni syn przyszedł do mnie przed kilkoma dniami i oznajmił, że nie chce iść do Pierwszej Komunii Świętej. Zapytałam dlaczego. „Po prostu nie wierzę, że w opłatku i winie jest ciało i krew Jezusa. Zupełnie w to nie wierzę i nie sądzę, żebym uwierzył. A w takiej sytuacji komunia nie ma sensu, prawda?”.
Co robić, gdy dziecko nie chce chodzić do kościoła i przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej? fot. Fotolia

Kochana P.!
Też masz troje dzieci, więc pewnie niejeden raz się zastanawiałaś nad tym, gdzie się kończy Twoja wola, czyli wola rodzica, a zaczyna prawo dziecka do stanowienia o sobie.
Oczywiście są sprawy bezdyskusyjne: trzeba myć zęby, zakładać czapkę, gdy jest mróz, sprzątać po sobie, kiedy się skończy posiłek, mówić „przepraszam”. I jeszcze wiele innych rzeczy dziecko musi robić, jeśli wynikają one z troski o jego zdrowie i bezpieczeństwo lub są nakładką społeczną, niezbędną do dobrego funkcjonowania w przedszkolu, szkole, wśród innych ludzi.

„Okazało się, że moja córka jest chora i wymaga zaawansowanej diagnostyki. Pomógł sprzęt kupiony przez WOŚP”

Ale pójdźmy dalej, wejdźmy głębiej w zawiłości relacji rodzic-dziecko. Uwzględnijmy sytuacje spoza tego oczywistego zbioru.
Oto przykład z naszego domu: mój ośmioletni syn przyszedł do mnie przed kilkoma dniami i oznajmił, że nie chce iść do Pierwszej Komunii Świętej. Zapytałam dlaczego. „Po prostu nie wierzę, że w opłatku i winie jest ciało i krew Jezusa. Zupełnie w to nie wierzę i nie sądzę, żebym uwierzył. A w takiej sytuacji komunia nie ma sensu, prawda?”.
Przyznałam mu rację. Muszę Ci powiedzieć, że ta jego wątpliwość i cała rozmowa, którą później toczyliśmy, zdumiała mnie rozumnością i dojrzałością. Jeremi pytał, czy to źle, że nie potrafi uwierzyć. Nie, oczywiście, że nie. Powiedziałam, że wiara jest, jak to się określa, efektem łaski. To nie jest coś, co się wypracowuje, czego się uczy. Jedni doznają, inni nie. Jedni tracą, inni zyskują. Sprawa jest delikatna i na pewno nie do rozwiązań siłowych. „To może byłoby lepiej, żebym poczekał i zdecydował później, skoro teraz nie mam przekonania?”, zapytał mnie syn. Przytaknęłam.

Gdzie problem zatem, zapytasz?
Ano tu, że tata Jeremiego uważa, że jest za mały, by samodzielnie podejmować takie decyzje i teraz to rodzic decyduje. I on postanawia, że nasz syn przystąpi do Pierwszej Komunii Świętej.
Moje odczucia i decyzja są odmienne. Uważam, że w tak subtelnej materii, jak sprawy ducha, trzeba pozwolić dziecku decydować. Nawet jeśli jest to niezgodne z przekonaniami i chęciami rodzica. Że wkraczamy tu na teren, gdzie władza rodzicielska nie sięga.
Takich „pól minowych” jest zresztą wiele. Rodzic widzi w córce baletnicę, a ona lubi kopać w piłkę. Ojciec chciałby, żeby syn został – jak on – inżynierem, a syn marzy o pracy z dziećmi. Córka, oczami wyobraźni rodziców prowadzących kancelarię – kształci się na prawniczkę, podczas gdy w jej marzeniach jest florystyka i kwiaciarnia. Zadeklarowani katolicy dowiadują się, że ich syn wybrał buddyzm. Ultraprawicowej matce wyczekującej tradycyjnego ślubu jedynaczki owa oznajmia, że ma dziewczynę, nie chłopaka.
W większości takich sytuacji w rodzicach rodzi się bunt. Bo chcieliby inaczej „ulepić” swoje dziecko, najlepiej na swoje wzór i podobieństwo.
Kiedyś i mnie się zdarzały podobne pokusy, przyznaję. Ale teraz jestem zdecydowaną zwolenniczką podążania za wyborami dziecka. „Zemści się na tobie ten brak rygoru”, słyszę czasem. Do tej pory jednak odnotowuję same korzyści.
A Ty którą drogą podążasz?
Twoja A.

Jak wyjechać na ferie z dużą rodziną, żeby budżet się spiął? (I wszyscy byli zadowoleni)

Postępowa A.!
Zacznijmy od tego, z jakich powodów ludzie posyłają dzieci do Pierwszej Komunii. „Żeby w szkole nie piętnowali”. „Żeby się nie czuła wyobcowana, bo wszyscy z klasy idą”. „Dla rodziny”. „Dla babci, boby chyba nie przeżyła, jakby nie poszedł”. Słyszałam to dziesiątki razy, z różnych ust, w najrozmaitszych okolicznościach: „sama tobym nie posłała, ale…”. Nie wiadomo po co takie zarzekanie się, szukanie wymówki. Zupełnie, jakby przyznanie, że robi się to dla samego w sobie sakramentu, było wierutnym obciachem.

Obciachem byłoby także wyznanie, że dzieci idą do komunii z powodu spodziewanych prezentów i kopert – ale przecież i takie motywacje są na porządku dziennym. Nie wiem, na którym miejscu jest tak naprawdę czyste przekonanie religijne. W moim przypadku o komunii przesądzało właśnie ono, a moja najstarsza córka nie protestowała. Poszła więc – i wszystko odbyło się „zgodnie ze sztuką”.
A teraz spójrzmy na temat szerzej. Jak daleko rodzice mogą wpływać na swoje dzieci? – pytasz. Jak mocno mogą naciskać, żeby robiło to, co chcą? Jak głęboko ingerować w ich prywatność i przekonania?
Jestem na ten temat wyczulona. Moi rodzice dawali mi w tym zakresie mnóstwo autonomii. Pisałam sekretne pamiętniki – i nikt ich bez mojej woli nie czytał. Sama sobie wybierałam koleżanki, fryzury, profil klasy, oczywiście studia. Bywało, że czułam się zagubiona, ale generalnie nauka sterowania własnym życiem wyszła mi na dobre. Z łatwością przychodzą mi zmiany, podejmowanie decyzji i ryzyka; zarządzanie sobą i czasem.

To wszystko sprawiło, że bardzo się pilnuję, żeby nie sterować nadmiernie swoimi dziećmi. I co…? – spytasz. I otóż wydaje mi się… że przeginam aż nadto w drugą stronę. W miarę możliwości spełniam życzenia czy oczekiwania i dziesięciolatki, i dwulatki, i 0-latki. Rozumiem, że raz chcą tego, raz czego innego – bo pokaż mi kogoś, kto zawsze doskonale wie, czego chce! Nie udaję nieomylnej, bezgrzesznej i wspaniałej. Dyskutuję, waham się, przyznaję rację albo przedstawiam swój ogląd sprawy. A kiedy słyszę z ich ust wyraźne echa moich własnych sądów czy gustów, czuję się nieswojo. Bo może jednak coś za mocno narzuciłam?...

Prawdopodobnie trochę cierpi na tym mój autorytet. A czy zyska na tym ich jakoś życia? Pewność siebie? Dojrzałość? To niestety dopiero czas (za jakiś czas) pokaże.
Ściskam!
Twoja P.

Polecamy:

Jak na początku 2018 roku kupowałam pigułkę „dzień po”…
Bez upiększeń i udawania… Tak NAPRAWDĘ wygląda poród?

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Marzena M.” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl oraz na ich funpage na Facebooku.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (5)
/2 miesiące temu
Moj syn nie idzie do komunii.Nie chodzilismy z nim do kosciola bo sami nie nalezymy do osob praktykujacych.Chrzestna a moja siostra niby przyjela ta wiadomosc spokojnie ale niedawno zapytala czy nie zmienilismy decyzji a nawet zaproponawala zeby syn szedl do komunii w mojej rodzinnej parafii oddalonej 60 km od miejsca obecnego zamieszkania.Slyszalam tez ze bedzie mial problemy gdy bedzie chcial wzisc slub koscielny itp.Nie zmienimy zdania i sam podejmie decyzje gdy bedzie na to gotowy.
/2 miesiące temu
Należy się po prostu cieszyć, że ma się normalne dziecko, które nie "wierzy" w paranoje kościelne
/3 miesiące temu
Co robić? Cieszyć się, że dziecko ma rozum.
POKAŻ KOMENTARZE (2)