POLECAMY

Dlaczego księża i politycy mają decydować o tym, czy urodzisz ciężko chore dziecko?

Los matek dzieci ciężko upośledzonych to w naszym kraju gehenna. Wymaga od kobiet bohaterstwa – tak, to jest odpowiednie słowo. I biskupi (wespół z politykami) chcieliby bohaterskich Polek – swoje mankiety utrzymując w nieskazitelnej bieli. Nim zaczną gmerać przy dotychczasowej ustawie, niech pojadą do jednego z ośrodków rehabilitacyjnych. Niech choćby na jeden dzień odciążą matkę, przejmując od niej opiekę nad ciężko chorym dzieckiem.
Dlaczego księża i politycy mają decydować o tym, czy urodzisz ciężko chore dziecko? fot. Adobe Stock

Kochana P.!
Poranna lektura wiadomości dostarczyła mi zarówno emocji, jak i refleksji.
Najpierw były sprawozdania z ogólnopolskich manifestacji „Wieszak dla biskupa”, do których impulsem stał się komunikat wydany 14 marca przez Konferencję Episkopatu Polski, w którym biskupi apelowali do parlamentarzystów o rozpoczęcie procedowania w Sejmie projektu zakazu aborcji ze względu na nieusuwalne wady płodu. Odzew był natychmiastowy – na początku tygodnia ustawa ma trafić pod obrady.

Kontrowersyjne zmiany w Kodeksie Pracy! Będzie można zwolnić kobietę w ciąży

Potem przeczytałam wywiad z Małgorzatą Borkowską, benedyktynką, autorką między innymi książki Oślica Balaama (tytuł nawiązuje do motywu ze Starego Testamentu –  oślica przemawiającej do proroka). Rozmowa kończy się taką wypowiedzią siostry: „Duch Święty to miłość i ofiara z siebie, i rozpoznaję Go tam, gdzie ktoś potrafi oddać swój czas i siły, a także biel swoich mankietów, dla kogoś drugiego w potrzebie – raczej niż tam, gdzie się przychodzi dla przeżycia, a więc właściwie dla własnej przyjemności”.

Bardzo mi się te dwa teksty łączą. Moje zdanie na temat aborcji znasz, bo wiele razy o tym rozmawiałyśmy, a ostatnio nawet pisałyśmy. Nie popieram jej, co oznacza: uważam, że nie jest to metoda antykoncepcyjna i trzeba zrobić wszystko, by nie stawać przed dylematem, czy się takiemu zabiegowi poddać. Nie czuję się jednak w prawie, by decydować o wrażliwości (lub jej braku) w tej kwestii u innych. A w przypadkach, gdy w podczas ciąży lekarz stwierdza poważne wady płodu, mogę zrobić tylko jedno: zamilknąć i życzyć tej kobiecie, by podjęła najlepszą decyzję w tak dramatycznej sytuacji.

Biskupi piszą o „konieczności bezwarunkowego szacunku należnego każdej istocie ludzkiej we wszystkich chwilach jej istnienia”. Bardzo to szlachetne. A w tym konkretnym przypadku – także bardzo teoretyczne. Pomijając już niezrozumiałe przenikanie się religii i polityki, zastanawiam się, co biskupi lub politycy wiedzą na temat codzienności matek wychowujących ciężko upośledzone dzieci. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że nic.

„Czy aborcja jest OK? Na pewno nie jest OK nowa okładka Wysokich Obcasów!”

Przez kilka lat intensywnie rehabilitowałam swoją najstarszą córkę. Przez ponad rok trzy razy w tygodniu jeździłam do Ośrodka Wczesnej Interwencji na zabiegi terapeutyczne. Do dziś pamiętam rozmowę z jedną z matek. Samodzielnie opiekowała się nastoletnim synem ze znacznym upośledzeniem umysłowym i fizycznym – właściwie bez logicznego kontaktu i z porażeniem czterokończynowym. Mąż odszedł, bo „nie wytrzymał napięcia”. Niecała godzina przed gabinetem rehabilitacyjnym to był jej jedyny odpoczynek w ciągu doby. Siedziała na krześle, zamykała oczy i przysypiała. Lub po prostu patrzyła w okno. Opowiedziała mi o przepotwornym zmęczeniu, depresji i biedzie. O tym, że całkowicie zarzuciła dbanie o swoje potrzeby, bo nawet wyjście do lekarza to problem. I jeszcze dręczył ją lęk o los syna po jej śmierci.
Z całą pewnością nie każda chwila ich istnienia była wypełniona należnym im szacunkiem.
Los matek (bo to w znakomitej większości one są opiekunami, często jedynymi) dzieci ciężko upośledzonych to w naszym kraju gehenna. Wymaga od kobiet bohaterstwa – tak, to jest odpowiednie słowo.

I biskupi (wespół z politykami) chcieliby bohaterskich Polek – swoje mankiety utrzymując w nieskazitelnej bieli.
Nim zaczną gmerać przy dotychczasowej ustawie, niech pojadą do jednego z takich ośrodków rehabilitacyjnych. Niech choćby na jeden dzień odciążą matkę, przejmując od niej opiekę nad ciężko chorym dzieckiem. Niech zrozumieją to, o czym tak szlachetnie piszą. A potem niech pomyślą, jak skutecznie – systemowo i w każdy inny sposób – pomóc tym kobietom i ich dzieciom.

Całuję
Twoja A.

Rząd będzie liczył martwe noworodki. Czy to nowa forma kontroli urodzeń? 

Droga A.!
Kiedy byłam młodsza, jak pewnie każdy młody człowiek tworzyłam długie listy rzeczy do zrobienia w życiu, miejsc do odwiedzenia, spraw do osiągnięcia. Na mapie wiszącej w moim pokoju z satysfakcją odhaczałam miejsca, w których już byłam. Dla własnej przyjemności rachowałam, jak wielu już mam fajnych znajomych, ile w tym miesiącu dostałam listów, ile przeczytałam książek, ile dostałam dobrych ocen. Istny rachmistrz, i to z zacięciem do bilansów i podsumowań.
Po dwudziestce, a może i nawet trzydziestce, jeszcze przez pewien czas z tych bilansów nie wyrosłam. Zmieniałam prace na nowe i coraz lepiej płatne, wyrabiałam swój styl w kwestii odzieży czy makijażu, urządzałam dom, wymyślałam ciekawe wakacje, potrawy, zajęcia. Z jakiegoś powodu te krzepiące dane, „że jest coraz lepiej” były mi potrzebne, poprawiały mi nastrój i pogląd o samej sobie.
Teraz natomiast jestem całkowicie przekonana o tym, że najlepsze, co mnie spotkało – właśnie tak, spotkało mnie, przy znikomym wpływie mojej woli, starań, decyzji – to zdrowe dzieci, zdrowy mąż, zdrowa ja. Znacznie spokorniałam. Nie wypatruję już tak łapczywie kolejnych sukcesów do odhaczenia, bo najważniejsze już jest.
W związku z tak silnym docenianiem tego statusu, wprost truchleję na myśl, co by było, gdybym w czasie ciąży dowiedziała się, że noszę poważnie chore dziecko. Odganiam te myśli, bo nawet one są straszne. Co za wielka ulga, że ta ciężka próba została mi oszczędzona.
Lecz przecież nie każdy ma tyle szczęścia. I tak jak piszesz – pokusa biskupów i polityków władania nad najtrudniejszymi życiowymi decyzjami ludzi, którzy znaleźli się w takiej sytuacji, wymaga bardzo dużo pokory, wnikliwości oraz choćby namiastki praktyki, jak „to” się odbywa naprawdę, jak wygląda „takie” życie. Najsrodzej grzmią idealiści-teoretycy, zaimpregnowani na fakty lub świadomie wzbraniający się przed przyjrzeniem im się z bliska. Zupełnie w innym tonie wypowiadają się ci, którzy mają z nimi do czynienia. Ot, na przykład niejaki Padre – ksiądz, który był naszym licealnym katechetą. Zawsze blisko młodzieży, ktoś w rodzaju duszpasterza akademickiego, tyle że działającego z jeszcze młodszymi ludźmi. Jakiś czas temu dzwonił do mnie ze swego aktualnego miejsca pracy i posługi (bo Padre nie poprzestaje na byciu zakonnikiem, zawsze chce więcej – uczyć, wychowywać, pomagać). Pracuje teraz w dziecięcym hospicjum. Dzwonił wyraźnie po to, by dać upust części swego smutku, podzielić się przemyśleniami. Mówił o odchodzących dzieciach, o dzielnych, niepogodzonych, zrozpaczonych rodzicach. Padre, który niejedno już widział, jest niezmiernie ostrożny w osądzaniu, ferowaniu wyroków i mówieniu, co jest słuszne, a co naganne.
Z całego serca życzę hierarchom i politykom podobnej postawy.
Całuję
Twoja P.

Przeczytaj także:

Jak na początku 2018 roku kupowałam pigułkę „dzień po”…Bez upiększeń i udawania… Tak NAPRAWDĘ wygląda poród?

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Ciasteczko z wróżbą”, „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Ciasteczko z wróżbą” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl oraz na ich funpage na Facebooku.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/6 miesięcy temu
ktoś kto się z tym nie spotkał i niewie co to znaczy niepowinien się wypowiadac.
/6 miesięcy temu
Opieka nad ciężko chorym i niepełnosprawnym dzieckiem przez wiele lat to samobójstwo na raty.
/6 miesięcy temu
Aborcja to morderstwo!