Kojący dotyk psiej łapy

Obecność zwierząt w naszym życiu zmniejsza stres i konieczność sięgania po leki przeciwbólowe. Sprawia, że czujemy się potrzebni i akceptowani. Zapewnia odpowiednią dawkę ruchu i ludzkich uczuć. Niewidomym zastępuje oczy, a niesłyszącym uszy. Przedłuża nasze życie i czyni je znośnym.
/ 19.08.2009 07:51
Obecność zwierząt w naszym życiu zmniejsza stres i konieczność sięgania po leki przeciwbólowe. Sprawia, że czujemy się potrzebni i akceptowani. Zapewnia odpowiednią dawkę ruchu i ludzkich uczuć. Niewidomym zastępuje oczy, a niesłyszącym uszy. Przedłuża nasze życie i czyni je znośnym.

Zazwyczaj otaczamy się towarzystwem zwierząt dla samej przyjemności bycia z nimi. W końcu dla nas czworonóg jest niemal członkiem rodziny. Dla chorych i cierpiących, spotkania z czworonogami są częścią terapii mającej pomóc wrócić im do zdrowia, odzyskać wiarę we własne siły. Częścią coraz popularniejszej, tzw. dogoterapii (Pet Therapy), szczególnie popularnej na Zachodzie - w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie czy Francji - gdzie dogoterapia jest coraz powszechniej stosowana i to w przeróżnych formach: kontaktu osób chorych, niepełnosprawnych ze zwierzętami, terapię skierowaną do dzieci, chorych na autyzm, aż po wykorzystywanie psów do rozpoznawania objawów chorobowych. Na Zachodzie niewielu dziwi już widok psów spacerujących nie tylko po domach dziecka, domach opieki, ale i po szpitalnych korytarzach, zakładach wychowawczych dla dzieci, domach starców, internatach, ośrodkach dla niepełnosprawnych, a nawet psychiatrycznych zakładach zamkniętych.

Kojący dotyk psiej łapy

Odrobina historii
Początków dogoterapii szukać należy w dość odległej przeszłości. Oto w 1937 roku naukowcy odkryli, że strach zwierzęcia może się przenieść na człowieka dzięki procesowi identyfikacji. W 1949 r. Kris i Bellac stworzyli "Children Apperception Test", bazujący na założeniu, ze dziecko łatwiej identyfikuje się z małym zwierzątkiem niż z dorosłym człowiekiem. W 1958 amerykański psychiatra Boris Levinson ogłosił, że porozumiewa się z młodymi, chorymi psychicznie ludźmi (głównie dzieci) za pośrednictwem psa. W 1968 roku francuski weterynarz Ange Condoret rozpoczął specjalną terapię z udziałem zwierząt. Podstawą jest tutaj założenie, że zwierzę może sprawić, że człowiek starszy, chory, niepełnosprawny, zaakceptowany w pełni i bez zastrzeżeń przez czworonoga, uwierzy w siebie, uwierzy, że jest jeszcze komuś potrzebny. Każdy człowiek potrzebuje akceptacji, a tę zapewnia mu np. jego ukochany pies. Potwierdzają to badania przeprowadzone na 92 ciężko chorych pacjentach szpitala, wśród których właściciele zwierząt przejawiają większą wolę życia. Nawet wielu pacjentów z chorobą nowotworową chce i żyje dłużej, gdyż po prostu czują, że są potrzebni swoim czworonogom!

Pies dobry na wszystko
Teorie Levinsona jako pierwsi wprowadzili w życie psychiatrzy Sam i Elizabeth Corson, rozpoczynając w 1977 roku dogoterapeutyczny program w zakładzie psychiatrii Uniwersytetu Stanowego w Ohio. Wkrótce okazało się, że do pozytywnych efektów takiej terapii zaliczyć można poprawę komunikacji pomiędzy pacjentami a lekarzem, wzrost akceptacji u chorych, wzrost samodzielności i aktywności ruchowej. Za bodaj najważniejsze zalety uznali rodzący się optymizm, wolę życia i to, że coraz częściej na twarzy pacjentów gościł uśmiech. Podobne efekty uzyskane w przypadku osób hospitalizowanych i przebywających w domach opieki. Co ciekawe, dogoterapię zaczęto stosować również wobec osadzonych w zakładach karnych. U więźniów, którym zezwolono na opiekowanie się czworonogami, stopniowo zmniejszała się u agresja, poczucie wyobcowania, izolacji od reszty społeczeństwa, czuli się bardziej odpowiedzialni i potrzebni. Z czasem eksperymentalny program dogoterapii w zakładach karnych stał się programem narodowym, stosowanym w całych Stanach Zjednoczonych. Zwolennicy dogoterapii poczęli również promować metodę, jako dającą doskonałe rezultaty w przypadku terapii weteranów wojennych, dzieci autystycznych czy chorych na raka. Jako dowód przedstawiano badanie, zgodnie z którymi obecność psa uspokaja w sytuacjach stresowych, wpływa na obniżenie ciśnienia krwi, a nawet może wpływać zbawiennie na ryzyko zachorowania na choroby wieńcowe.
Na Zachodzie szkoli się również psy psy, które ostrzegają o zbliżającym się ataku choroby, np. epileptyków przed zbliżającym się napadem padaczki. Dzięki temu chorzy mają wystarczająco dużo czasu, by się na niego przygotować.
Jak widać, praktycznie nie sposób wyliczyć wszystkich możliwych dobrodziejstw, wynikających z udziału psa w terapii ludzi chorych czy niepełnosprawnych. Poczynając od psów przewodników osób niewidomych, niesłyszących, poprzez terapię osób cierpiących na autyzm, nadciśnienie, choroby psychiczne, na asystowaniu osobom niepełnosprawnym ruchowo i wczesnym wykrywaniu ataków choroby kończąc.

Dogoterapeuta to normalne
Dogoterapia to normalne i często spotykane zjawisko. Niestety, nadal głównie na Zachodzie, w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii czy Francji. Niezliczone ilości stowarzyszeń, organizacji, tysiące wolontariuszy szkolących psy do pomocy i pomagających na co dzień ludziom. Czworonogi muszą sprostać sporym wymogom, zanim staną się prawdziwymi terapeutami. Przechodzą odpowiednie do późniejszej pracy szkolenie, wszystkie mają ukończone kursy posłuszeństwa oraz próby pracy Amerykańskiego Związku Kynologicznego. Przed każdą wizytą w szpitalu czy domu dziecka psy są dokładnie przygotowywane, kąpane i szczotkowane, muszą mieć aktualne badania weterynaryjne. Za psa odpowiada przewodnik - zazwyczaj specjalnie przeszkolony wolontariusz, często pracujący w towarzystwie wykwalifikowanego terapeuty lub psychologa (w zależności od rodzaju terapii i osoby, do której jest kierowana).
W Kanadzie ok. 30 tysięcy potrzebujących ma zapewnione wizyty ponad 2.500 wolontariuszy z psami, skupionych wokół The St. John Ambulance Therapy Dog Program. Program o nazwie POOCH (Pets Offer Ongoing Care and Healing) prowadzony w Los Angeles, skierowany jest m.in. do najcięższych przypadków: chorych na AIDS i choroby nowotworowe. O skali popularności zjawiska, a także szerokich zastosowaniach może świadczyć chociażby program stowarzyszenia Pet Therapy Society of Northern Alberta. Składają się na niego: PAWS for a visit – trening i pomoc udzielana ochotnikom, którzy chcieliby pracować jako wolontariusze w szpitalach, hospicjach, domach starców i przy indywidualnej dogoterapii, PAWS-itive learning – indywidualne szkolenia dla osób, które chciałyby mieć własnego psa asystującego, PAWS in progress – innowacyjny program skierowany w stronę problemów socjalnych, jak przemoc w rodzinie, przemoc wobec dzieci i oczywiście wobec zwierząt, PAWS to remember – program pomocowy dla tych, którzy nie potrafią sobie poradzić ze śmiercią własnego czworonoga, PAWS-itive education – program edukacyjny nie tylko dla członków stowarzyszenia, ale wszystkich zainteresowanych dogoterapią i ogólnie wpływem zwierząt na człowieka.

Dogoterapia w Polsce
Coraz większą popularność dogoterapia zyskuje również w naszym kraju, głównie za sprawą Fundacji Przyjaźni Ludzi i Zwierząt CZE-NE-KA, która prowadzi zajęcia wspomagające terapię i proces nauczania w ośrodkach dla dzieci specjalnej troski, szkołach specjalnych, przedszkolach integracyjnych i warsztatach terapii zajęciowej. Notabene autorką polskiego terminu – dogoterapia (ang. Pet Therapy) - jest Maria Czerwińska, twórczyni fundacji. Proponowany przez nią program ma na celu przede wszystkim wspomaganie rozwoju dziecka w sferze emocjonalnej i poznawczej. Z opracowywanych regularnie raportów wynika, że dzieci stają się spokojniejsze, bardziej odprężone, następuje zaspokojenie podstawowych potrzeb psychicznych, typu miłość, szacunek, akceptacja, zaufanie, koniecznych do ich prawidłowego funkcjonowania. W trakcie zajęć dzieci uczą się także zapamiętywania imion, ras psów, budowy psa, nazywania części ciała, zasad opieki, pielęgnacji, karmienia, zakładania smyczy, prowadzenia psów, wzbogacają swoje słownictwo poprzez poznawanie nowych nazw. Zdaniem wolontariuszy i rodziców dzieci, maluchy nie mogą się już doczekać kolejnych zajęć, zaś ich rodzice, nawet ci, którzy wcześniej nie wyrazili zgody na zajęcia z psami, z każdym dniem coraz bardziej przekonują się do dogoterapii.
Dogoterapię promuje również Fundacja “Przyjaciel”, indywidualni wolontariusze, coraz częściej temat ten pojawia się w mediach, podczas konferencji i szkoleń dla specjalistów. Szkoda, że nieporównanie rzadziej dogoterapia trafia do szpitali, ośrodków opieki czy domów starców.

Pies szpitalny
Pacjenci w szpitalach z reguły nie mają zbyt wielu powodów do radości. Nieodłącznym elementem ich pobytu w tym miejscu jest ból, zmartwienie, niepewność, monotonia szpitalnej codzienności. Odrobinę radości wnoszą w ich życie odwiedziny najbliższych. Na zachodzie, a zwłaszcza w USA, coraz częściej wśród tych najbliższych spotkać można również czworonogi. W Modesto (USA) grupa ochotników odwiedza wraz ze swoimi psami szpitale i domy opieki. Trzy razy w miesiącu ochotnicy ze stowarzyszenia przeciwko przemocy wobec zwierząt prowadzą swoje czworonogi z "misją miłości" – jak nazywają swoje działania - do osób chorych i potrzebujących pomocy.
Chory, w zależności od rodzaju i stopnia zaawansowania choroby, przygląda się jedynie popisom pieska, bierze w nich aktywny udział, zajmują się jego pielęgnacją - czesaniem, kąpaniem itp., czasem zaś największą przyjemność sprawia choremu po prostu obecność ciepłej, oddanej istoty. Psy potrafią dotrzeć nawet do najbardziej zamkniętych w sobie pacjentów, zaś głównym celem takiej wizyty jest właśnie próba oderwania myśli pacjentów od ponurej, szpitalnej rzeczywistości. Odpowiednie nastawienie psychiczne z kolei niezwykle pomaga w procesie leczenia i rekonwalescencji, daje nadzieję wyleczenia. "To niesamowite doświadczenie - stwierdził jeden z wolontariuszy, pracujący od czterech lat w amerykańskich szpitalach. - Spotkałem np. pacjenta, który nie odzywał się do nikogo od lat. Teraz prowadzi długie rozmowy z moim psem".

Z psem żyje się lepiej
Zbawiennego wpływu zwierząt na ludzi nie sposób przecenić. Wyniki opublikowane przez Marian R. Banks i Williama A. Banks z Saint Louis University School of Medicine mówią same za siebie: 45 pacjentów, którzy spędzali zaledwie pół godziny tygodniowo z psim terapeutą pozbyło się problemów z samotnością i brakiem samoakceptacji. “To nie jest żadna magia – mówi William Banks. - Po prostu zwierzęta dają nam to, czego potrzebujemy. Dają nam radość życia.” Zasada ta sprawdza się zarówno w przypadku dzieci, jak i osób w podeszłym wieku, które – dzięki psom – mogą sobie przypomnieć radosne chwile z dzieciństwa. Podobnie entuzjastyczne są dane przedstawione na 21 dorocznej konferencji organizacji Delta Society, w której udział wzięło ponad stu amerykańskich trenerów, licencjonowanych terapeutów, behawiorystów ludzi i zwierząt, weterynarzy oraz osób profesjonalnie zajmujących się dogoterapią. Zgodnie z przedstawionymi wynikami badań, właściciele zwierząt mają o wiele większe szanse uniknąć zawału, a śmiertelność wśród nich jest o 3 proc. niższa niż w grupie pozbawionej towarzystwa zwierząt. Zwierzęta łagodzą również objawy stresu w przypadku ciężkiej choroby lub śmierci w rodzinie, uczucie samotności i izolacji. Nie wspominając już o tych osobach, którym codzienna obecność i realna pomoc udzielana przez psa – np. podawanie przedmiotów, przeprowadzanie przez ulicę – jest po prostu niezbędna do życia.

Andrzej Kwaśniewski
źródło: mwmedia
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)