Urok prostoty

Białe ściany, surowa podłoga z desek, niewiele drewnianych prostych mebli. Ten dom jest bezpretensjonalny jak obrazy jego właścicielki.
/ 26.01.2007 13:28
Bettina Bereś i Jurek Hanusek zawdzięczają ten dom pradziadkowi Bettiny, który za namową jej mamy kupił go okazyjnie dla mającej się pobrać młodej pary. W 1980 roku cena niewielkiego, murowanego domku krytego czerwoną dachówką była niższa niż mieszkania w bloku o tej samej powierzchni. Wybudowany w roku 1939, nie wyróżnia się niczym specjalnym spośród sąsiednich stojących wzdłuż wąskiej ulicy. Zanim w latach siedemdziesiątych wyrosły wokół bloki nowego osiedla, było tu zapadłe krakowskie przedmieście z błotnistymi drogami i wiejską zabudową.

Kiedy zobaczyłam wnętrze domu, powiedziałam Bettinie, że jest tu tak, jak na jej obrazach: prosto, bezpiecznie, zwyczajnie, a równocześnie niezwykle pięknie. A przy tym tu właśnie obrazy Bettiny prezentują się najlepiej. Jakby namalowane codzienne przedmioty były częścią tego wnętrza. Ich istnienie jest naturalne w kontekście trochę trywialnej i zarazem artystycznej codzienności. Białe ściany, surowa podłoga z desek, niewiele mebli, przeważnie starych, kupionych w komisach lub podarowanych przez przyjaciół, a obok nich siermiężne ławy i stoły z desek. Jest nawet kominek wymurowany przez pana domu i jego teścia i pomalowany na biało. A do tego wszystkiego obrazy Bettiny i znajomych artystów, przeważnie tych, którzy wystawiali swoje prace w „Otwartej Pracowni”. Galeria i stowarzyszenie o tej nazwie są bowiem nierozerwalnie związane z domem Hanusków. Powstały w 1995 roku z inicjatywy młodych malarzy, ale Jurek – dr filozofii i krytyk sztuki – jako prezes zajmuje się prowadzeniem stowarzyszenia i organizowaniem wystaw. Adres domu jest adresem stowarzyszenia, a w pracowni Bettiny, mieszczącej się w pomalowanej na niebiesko piwnicy, nocują przyjezdni artyści, którzy prezentują swoje prace w galerii.
Bettina maluje to, co widzi lub pamięta, obrazy, które nosi w sobie długo, potem szybko przelewa na płótna. To, co maluje, stanowi część jej zwyczajnego życia, rytuałów codzienności związanych z prostymi, niekiedy banalnymi przedmiotami. Bywa, że odtwarza je tak, jak zapamiętała, nawet jeśli pamięć ją myli. Mają dla niej nieodparty urok, zamknięty w prostym kształcie. Na jej obrazach stają się abstrakcyjnymi, symbolicznymi bytami, ikonami codzienności. Oczywistość ich istnienia inspiruje ją nie tylko do malowania. Wpływa czasem na kształt samego mieszkania. Kiedyś namalowała kolorowe rury, a potem patrząc na obraz uświadomiła sobie, że ich formy ją fascynują i że chciałaby pomalować na różne kolory rury w łazience, kuchni, pracowni. To, co tak często większość z nas chciałaby raczej wstydliwie ukryć, Bettina podkreśla, eksponuje, nadaje temu rangę estetyczną. Czasami wybiera z przestrzeni mieszkania różne fragmenty, które mogą stać się tłem malarskim.
Mieszkanie Hanusków powstawało stopniowo, w wyniku kolejnych, spontanicznie podejmowanych działań, dla których impulsem były różne wydarzenia w życiu rodziny. Urządzali się w czasie stanu wojennego, kiedy trudno było o cokolwiek. Na początku mieli tylko drewniane stoły i ławy pozostałe po weselu. Wykonał je własnoręcznie Jerzy Bereś.
Gdy dom trzeba było przystosować do potrzeb powiększającej się rodziny, jeden z pokoików przerobili na łazienkę i kuchnię. Podłogi z sosnowych desek przez jakiś czas były pomalowane olejną farbą, tak jak je zastali. Sądzili, że farba się „wychodzi”, ale w końcu sami ją zdarli pożyczoną maszyną do cyklinowania. Teraz deski mają naturalny kolor spatynowanego drewna. Przy okazji usunęli też z półek bejcę nałożoną niegdyś przez przyjaciółkę Dorotę Krakowską, która pomagała im się urządzać. Przerobione stoły służą teraz nie tylko do jedzenia. Jeden stał się dla Jurka biurkiem, a nawet – całym biurem. Proste łóżko zostało zbite z desek i to całkiem niedawno – przez wiele lat spali na materacu ułożonym na podłodze. Ascetyczne niemal wyposażenie pomieszczeń emanuje podobnym urokiem, jak obrazy Bettiny. Jest to jej odpowiedź na otaczający, pełen kiczu i tandety, rozkrzyczany świat. Bettina ma potrzebę zatrzymania się i uspokojenia, złapania dystansu.
Dom Hanusków to świat osobny, własny. Dom, w którym to, co namalowane spotyka się z tym, co rzeczywiste. Intymności strzegą zawieszone w oknach, wzorem wiejskich chat, bawełniane zazdroski. Za domem rozciąga się ogród, który od kilku lat Bettina z zapałem uprawia. Ale to już inna opowieść...

Tekst Dorota Morawetz
Zdjęcia Witold Górka

Na szafie w jadalni zbiór szklanych pojemników (m.in. stare syfony). Biała nastawa kredensu znaleziona na śmietniku służy jako szafka na katalogi wystaw. Nad nią obraz Bettiny pt. „Stara przyjaźń nie rdzewieje”. Obok obrazek Staszka Koby

Jadalnia. Stół przerobiony z weselnego stołu właścicieli. Na ścianie „kołderka” uszyta przez Bettinę z różnych gatunków surowego lnu. Szafka z nastawy kredensu kupionego w komisie. W głębi widać kominek wykonany przez Jurka Hanuska i Jerzego Beresia

Widok na jadalnię z korytarzyka przy kuchni. Na ścianie kolekcja rysunków dziecięcych

Z jadalni przechodzi się do kuchni. W żadnym z pomieszczeń nie mogło zabraknąć miejsca na książki

Korytarzyk z praktyczną wnęką na książki i miejscem na lalki Uty

Pracownia Bettiny. Stół na akcesoria malarskie to część kredensu. Nad nim obraz Bettiny „Doniczka”. Wokół zdjęcia z performance’ów Marii Pinińskiej-Bereś, obok jej praca „Okno. De-konstrukcja krzywej wieży” z 1992 r.

Sypialnia Bettiny i Jurka. Nad łóżkiem obraz Jacka Dłużewskiego (najwyżej), pod nim Staszka Koby, z boku Wojtka Ćwiertniewicza. Nad komodą z części starego kredensu obraz Bettiny

Artystyczna codzienność w łazience, czyli wyeksponowane, pomalowane na kolorowo rury
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (8)
/03.03.2007 20:00
Proste,schludne i tyle nic do dodania,nie ma w nim fantazji,a same obrazy nie tworzą klimatu.
/04.02.2007 09:04
uwżam,że jest to mieszkanie z klimatem i jeżeli właściciele dobrze się w nim czują to nie nam oceniać ich gusta
/01.02.2007 17:59
to jest luzacki cieply dom
POKAŻ KOMENTARZE (5)