Neptun

Kameralny hotel o niepowtarzalnym uroku.

Nowoczesne wygody, ale atmosfera jak w przedwojennym kurorcie. Starannie odrestaurowany stuletni zamek jest położony niemal na plaży. Z okien roztacza się widok na morze. Przy śniadaniu dyskretnie pobrzmiewają kojące dźwięki muzyki klasycznej.

Nie ma drugiego takiego w Polsce. Tylko Łeba może się poszczycić tak pięknie usytuowanym, pieczołowicie odrestaurowanym zamkiem. Mury budowli przetrwały wojnę i niejeden sztorm. Dziś jest w nich kameralny hotel urządzony w stylu angielskim. Wystrój ciepły, przytulny. Dużo drewna, klasyczne detale: gzymsy, łuki, kolumny. Wysokie okna ozdobione są tkaninami, w przejściach wiszą kurtyny. W sali restauracyjnej – na podłodze i obudowie kominka pokaźnych rozmiarów – marmur, na ścianach mahoniowa boazeria. Zamek wygląda dziś jak za dawnych czasów. Jeszcze kilkanaście lat temu był ruiną.
Jego budowa rozpoczęła się w 1903 roku. Jesienią 1907 wprowadzili się pierwsi mieszkańcy. To, że stoi nad samym morzem, było i jest jego niewątpliwym atutem, ale także stanowi zagrożenie. Zimą 1914 roku „Niedźwiedzia Fala” – sztorm o niezwykłej sile – naruszył skarpę. Istniała groźba, że budynek się osunie.
Ówczesny właściciel pospiesznie sprzedał go za niewielką cenę Maximilianowi Nitschke, człowiekowi zamożnemu i wpływowemu. Ten zadbał, by zamek był bezpieczny. Zasadził wokół drzewa, dzięki czemu dziś nie stoi już na odkrytej wydmie, lecz w otoczeniu starych, kilkudziesięcioletnich sosen. Każdego roku na wiosnę, na polecenie Nitschkego, kilkuset ludzi łopatami poszerzało plażę. Do „Kurhausu”, bo tak potocznie nazywano zamek, przyjeżdżali niemieccy dygnitarze. Dzięki znajomościom państwu Nitschke udało się wznieść na plaży przed budynkiem solidną, betonową zaporę, ochraniającą zamek.

Po drugiej wojnie światowej budynek przeszedł na własność miasta, które wydzierżawiło go Funduszowi Wczasów Pracowniczych. Przez niespełna pół wieku zamek nie był remontowany. Obecni właściciele restaurowali go etapami; hotel działał już w trakcie trwania prac. Najpierw dla gości przeznaczono tylko kilka pokoi, stopniowo coraz więcej. Dziś do ich dyspozycji są 33 pokoje dwu- i trzyosobowe z łazienkami, apartamenty, restauracja, kawiarnia i duży taras, z którego schodzi się wprost na plażę (własną, wydzieloną, z koszami i leżakami). W „Neptunie” można popływać w odkrytym basenie z podgrzewaną wodą, zagrać w tenisa, bilard, wypożyczyć rower na wycieczkę po okolicy. Na miejscu jest solarium, sauna, salon masażu i kosmetyczny. Po sezonie w hotelu odbywają się konferencje i spotkania w interesach. Goście, którzy raz tu zawitali, często wracają. Wśród miłośników „Neptuna” jest wiele znanych osób. Zamek upodobały sobie też młode pary. Chętnie odwiedzają go potomkowie przedwojennych właścicieli, którzy doceniają wysiłki, jakie włożono w odbudowę zamku. Od lat korespondują z obecnymi gospodarzami. Nieobca jest im troska o ochronę budynku. W latach 2003-2004 Urząd Morski otoczył wydmy w sąsiedztwie hotelu nową opaską, dla jeszcze lepszego zabezpieczenia. Tak pięknego miejsca nie można oddać morzu.

Tekst Iwona Ławecka-Marczewska

Zamieszkać w zamku. Marzenie, które można spełnić w Łebie. Do wyboru apartamenty i pokoje. Ten jest kameralny, ale za to z tarasem, a widok z okna po prostu urzeka. Śniadanie do łóżka? Czemu nie. Wystarczy zamówić.

Po posiłku leniwy wypoczynek na plaży. Koniecznie w koszu, jak za dawnych lat. Dla tych, którzy nie lubią zimnej słonej wody morskiej – kąpiel w basenie. Tam woda jest podgrzewana.

O podniebienia urlopowiczów dba cały sztab ludzi. Gospodarze troszczą się też o tężyznę fizyczną gości. I o ich dobre samopoczucie. Nic tak pozytywnie nie nastraja, jak smaczny posiłek na świeżym powietrzu. Zwłaszcza jeśli przed oczyma jest Bałtyk.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)