Na własnej skórze

Mieszkanie architekta jest jak laboratorium. Wszystko, co się sprawdzi tutaj, sprawdzi się w domu klienta.
/ 01.09.2006 15:35
skora1.jpgGospodarze sprowadzili się do zamkniętego osiedla pod miastem ze względu na małe dziecko (miasto jest dobre dla singli). To ich pierwszy własny dom, przedtem mieszkali w wynajętych mieszkaniach. O różnicy między domem wynajmowanym a własnym mówią, że w tym pierwszym jedyne, co można zrobić, to „udobruchać przestrzeń”.
Natomiast we własnym można naprawdę z tą przestrzenią poeksperymentować! Zwłaszcza gdy się jest z zawodu architektem. Tomasz Wuczyński, architekt pracowni PDV, zajął się podwalinami technicznymi, natomiast projekt wystroju – co lojalnie przyznaje – jest w 80% dziełem żony.
Kupili dom z drugiej ręki. Przesądził fakt, że można się było do niego od razu wprowadzić. Ale zastana stylistyka była nowym gospodarzom zupełnie obca i choć niektóre detale nawet ich bawiły (okna na korbę rodem z amerykańskiego przedmieścia – „tu jest jak w New Jersey”, komentuje pan domu), to szybko zaczęli zmieniać dom we własny. Wykładzinę zastąpili parkietem, balustradę schodów z sosnowych tralek – litą białą ścianką. Garaż zlikwidowali w ramach rewolucyjnej tezy Franka Lloyda Wrighta: „Samochód nie koń, stajni nie potrzebuje”. Powstał pokój-gabinet z pianinem. Oprócz niego na parterze mieszczą się: living room z jadalnią, otwarta kuchnia, toaleta i liczne schowki. Na górze natomiast pokój synka, sypialnia gospodarzy i łazienka.
Mieszkanie architekta to laboratorium. Co się sprawdzi tutaj, sprawdzi się też w mieszkaniu klienta. Po drodze dokładnie przetestowane, sprawdzone, zaklepane. Na przykład podłoga z olejowanego drewna w łazience. Architekt przyznaje, że w przypadku takiego rozwiązania domownicy muszą wykazać się odrobiną samodyscypliny (mianowicie nie chodzić po łazience, ociekając wodą), ale kładąc taką podłogę we własnym domu dowiódł, że nie jest to aż tak wielkie poświęcenie, zważywszy efekt estetyczny.
Urządzając toaletę udowodniono, że ściany, zamiast kafelkami, można pokryć klejem do glazury, trzeba tylko nadać mu ciekawą fakturę. Inspiracją był tu stan „naturalny” ścian po zdjęciu starych kafelków (jak zwykle – fachowcy od remontu byli zdziwieni tym pomysłem). Z kolei w sypialni gospodarze testują z powodzeniem inne nietypowe rozwiązanie: lampki nocne zastąpili zamontowanymi nad wezgłowiem łóżka lampami biurowymi. Rzeczywiście: możliwość precyzyjnego ustawienia źródła światła nieporównywalna z kinkietem.

Sposób urządzenia łazienki to doskonała recepta na porządek. Pomieszczenie jest idealnie białe. Nie ma dylematu, jakiego koloru ręczniki kupić, a wszystkie kolorowe rekwizyty chowane są w szafce (za białymi drzwiami). Jedyna ozdoba to rozmieszczone pośród zwykłej białej glazury białe kafle z białymi (wytłoczonymi) napisami.
Nietypowe rozwiązania zarezerwowano jednak przede wszystkim dla kuchni. Jest przechodnia, otwarta od strony jadalni, a oddzielona przesuwanymi drzwiami od przedpokoju. Drugie przesuwane drzwi ze stali nierdzewnej zasłaniają zabudowę kupioną w Ikea („Chwała wam, Szwedzi!”, zawołał gospodarz), ale cała kuchnia robi niezwykłe wrażenie: po pierwsze świetlówki ukryte są w suficie tak przemyślnie, że do złudzenia imitują świetliki, po drugie – ściany i drzwi wiodące na korytarz są w całości pokryte czarną szkolną tablicą. Zapas kolorowej kredy umieszczony na barku pozwala notować szybkie info, przepisy kulinarne oraz ulotne myśli i wyżywać się artystycznie Antkowi (jakaż to ulga dla rodziców, że nie wykona panneau w salonie!).
Ruchome wyposażenie domu stanowią przeważnie sprzęty i meble odziedziczone po rodzinie lub kupione na warszawskim Kole. Wielki stół w jadalni z Red Onion został przywieziony od brata, który nie miał nań miejsca u siebie. Gospodarze mają nadzieję, że tak już zostanie... Z kolei okrągły stół w salonie jest meblem „zdobycznym” – przyjaciele zamierzali go wyrzucić. Po obcięciu nóg zyskał wysokość odpowiednią dla stolika kanapowego. No i wreszcie lampy nad stołem w jadalni kupione jeszcze do poprzedniego mieszkania: legenda rodzinna, cementująca małżeństwo. Kiedyś oboje ruszyli na zakupy (oddzielnie) i po powrocie każde zakomunikowało: mam odpowiednią lampę! Po czym okazało się, że oboje wypatrzyli tę samą. No to teraz mają takie dwie nad stołem, bliźniacze.

Zuzanna Malińska
Stylizacja Anna Tyślerowicz
Zdjęcia Rafał Lipski

Jadalnia z widokiem na kuchnię i parawanowe drzwi na korytarz. Na drzwiach rodzinna fotografia
skora08.jpg

Fotele w pokoju to pamiątka po dawnej działalności gospodarza (import designerskich mebli włoskich). W głębi jadalniany stół z Red Onion
skora03.jpg

Jadalnia połączona z kuchnią. Chłód nowoczesnych materiałów, szkła i stali, łagodzi ciepło drewna stołu i starego kredensu
skora13.jpg

W kuchni za przesuwanymi drzwiami z blachy nierdzewnej ukryte półki, zmywarka, lodówka, piekarnik, mikrofalówka
skora06.jpg

Metalowe barki na kółkach są praktyczne, można na nich też eksponować bardziej dekoracyjne kuchenne przedmioty
skora09.jpg

Ukryte w suficie świetlówki do złudzenia przypominają świetliki
skora05.jpg

Dziś gabinet, niegdyś garaż. Żółte ściany to efekt chęci „wprowadzenia koloru”, a akurat została puszka żółtej farby... W korytarzu galeria plakatów przywiezionych z Muzeum Architektury w Wiedniu
skora01.jpg

Zamiast sosnowych tralek balustrady – lita biała ścianka. Tu ozdobiona marokańską makatką, prezentem od przyjaciół
skora04.jpg

W sypialni zamiast klasycznych lampek nocnych lub kinkietów – lampy biurowe nad wezgłowiem
skora07.jpg

Nietypowe wykończenie schodów. W planie jest jednak kompromis, czyli przykrycie balustrady poręczą
skora12.jpg

W toalecie zabawa fakturą. Uzyskano ją za pomocą obfitej ilości kleju do glazury. Inspiracją był wygląd ścian po zerwaniu poprzednich kafli!
skora11.jpg

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/26.02.2013 21:56
na art natrafiłam przypadkowo..nie chciałabym żyć w tak surowym wew..nie dlatego że Polacy lubia ...beże Panie Tomku...ale biel kojarzy mi się ze szpitalem...należy umieć bawić się kolorami..kwestia zresztą gustu..ale gratuluje inspiracji i Poziomu 511