Na okrągło

Tu chodzi się dookoła. Jak to w mieszkaniu na planie koła. I to na czterech poziomach. Po prostu wieża w centrum Warszawy.
/ 30.03.2006 12:37
 
To nietypowe mieszkanie kupiono w nietypowy sposób. Na początku 2002 roku pan Grzegorz przeglądając gazety, natrafił na tekst o agencjach nieruchomości i o tym, jak trudno sprzedać wieżę w centrum Warszawy. Mieszkał w wynajętej kawalerce i właśnie szukał nowego ciekawego lokum, natychmiast więc pojechał wieżę obejrzeć i zadzwonił do pośrednika. Wielu zainteresowanych przebił wpłaconą od razu zaliczką. Było to ryzykowne, bo w mieszkaniu... nie był.
– Widziałem je jedynie z ulicy, ale bardzo mi się spodobało – wyjaśnia z uśmiechem. Ekspertyza budowlana była zniechęcająca – nowego właściciela czekał ogrom prac i kosztów. Dom na MDM-ie nie był remontowany od chwili powstania w latach 50. Odpadające z tarasu tralki, zabite okna, zdewastowany parkiet, dach porośnięty trawą...
Założenie projektu było jasne – wygodna kawalerka. Projektantka Dorota Ważyńska miała ułatwione zadanie, bo z właścicielem znają się od dawna. Pani Dorota projektowała jego poprzednie mieszkania oraz biura i wiedziała, jakie rzeczy lubi, dlatego miała wolną rękę. Oprócz hasła „wygodna kawalerka” pan domu miał swoje wyznaczniki tej wygody.
Na dole kuchnia z salonem i miejscem na projekcje filmów, na drugim poziomie dwie sypialnie z łazienkami. Wyżej gabinet, a na dachu taras. Sprawdzone wcześniej rozwiązania, jak np. otwarta sypialnia połączona z łazienką, zastosowano ponownie.
Zgodnie z życzeniem właściciela podłogę pokrywa betonowa żywica, a w łazience jest parkiet. Projektantka przekonała pana Grzegorza do zachowania kominka. Zmieniła się tylko jego forma: przewód kominowy obłożono blachą i odkryto rurki instalacyjne, co nadaje wnętrzu industrialny charakter.
Dla pana Grzegorza przypadkowy artykuł okazał się więcej niż szczęśliwym trafem. Ma mieszkanie o nietypowym kształcie i świetnej lokalizacji. Zaczął też doceniać urok starej kamienicy z zasiedziałymi lokatorami, gdzie wszyscy się znają. Nawet wędrówka schodami na najwyższy poziom warta jest wysiłku. Z górnego tarasu rozciąga się panoramiczny widok. – Najlepszy, jaki znam – zapewnia pan domu. Zarówno wschody, jak i zachody słońca są zabójcze.

Tekst Katarzyna Mackiewicz
Stylizacja Anna Tyślerowicz
Zdjęcia Hanna Długosz



Salon połączony z kuchnią i jadalnią. W suficie nad przejściem z pokoju do kuchni opuszczany ekran do projekcji filmów. W tym domowym kinie są też głośniki dyskretnie zamontowane w ścianie (pod obrazem Marii Collin „Cytryny”)



Salon z kominkiem, widok z kuchni. Stolik w pokoju i stół kuchenny z egzotycznego drewna: jeden z dodatkiem stali, drugi szkła piaskowanego. Wszystkie meble wykonane na zamówienie



W kuchni mocny akcent koloru: ściana w barwie oberżyny; spaja całe wnętrze, bo taka sama pojawia się na każdym poziomie. Schody z drewna egzotycznego prowadzą na drugi poziom




Łazienka połączona z sypialnią. Ich granice wyznacza podłoga: wykładzina dywanowa i drewno olejowane. Umywalka została podwieszona – bez postumentu zyskała więcej lekkości



Z trzeciego poziomu kręte przemysłowe schody prowadzą na taras. Zrobiono je z kratownicy, by do niższych części mieszkania dochodziło więcej światła



Widok z góry na sypialnię. Stalowa kładka ze szklaną balustradą prowadzi do garderoby. W dole ogromne łóżko (2x2,30 m) robione na zamówienie. Obok lampa z Ikei (jak drzewo o szklanych gałęziach), udany projekt nawiązujący do włoskiego wzornictwa



Z tarasu można podziwiać niezwykłą panoramę stolicy
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/13.09.2006 20:20
najmniej apetycznym rozwiązaniem jest umieszczenie kuchenki i zlewu pod odkrytymi schodami, z których nie raz sypią się włosy i inne drobinki kiedy ktoś przechodzi. Dla mnie to wielki minus i niedopatrzenie.