loft, Mariusz Czerkawski, wnętrze, mieszkanie, ludzie mieszkają, dom, fot. Hanna Długosz

Mieszkanie w stylu loftowym

Poza sportowym talentem ma świetne wyczucie stylu! Mariusz Czerkawski, słynny polski hokeista, powierzył projekt swojego mieszkania młodym, odważnym architektom. Tak powstało oryginalnie rozplanowane wnętrze. Surowe, nieco industrialne, ale "ocieplone" naturalnymi materiałami.
/ 19.09.2011 11:46
loft, Mariusz Czerkawski, wnętrze, mieszkanie, ludzie mieszkają, dom, fot. Hanna Długosz
Emilia i Mariusz Czerkawscy wymarzyli sobie dom w stylu klasycznego loftu. Wiedzieli, jak ma wyglądać, nie wiedzieli jednak, kto mógłby go dla nich zaprojektować. Na szczęście trafili na odpowiednich specjalistów. Łukasz Michalski i Krzysztof Jachowicz z pracowni JMW Architekci zauroczeni klimatami industrialnymi jeszcze w czasie studiów od kilku lat z sukcesem wprowadzają je do współczesnych, najczęściej minimalistycznych wnętrz. Gdy właściciel im na to pozwoli, obok lakierowanego MDF-u i hartowanego szkła umieszczają stalowe elementy konstrukcyjne, dębowe deski rodem ze starego warsztatu i cegłę, z jakiej wznoszono mury XIX-wiecznych fabryk. Lubią proste linie i proste kąty. Gładkie, białe płaszczyzny ścian. Żadnych mebli, tkanin czy bibelotów, które zaburzyłyby wizualną czystość przestrzeni. Takie jest właśnie mieszkanie państwa Czerkawskich na najwyższym piętrze apartamentowca położonego w sąsiedztwie Pola Mokotowskiego w Warszawie.

To wzorowo skonstruowana "maszyna mieszkalna". "Maszyna" z sercem (w postaci kuchni usytuowanej w centrum domu) i słowiańską duszą (której obecność zdradzają ceglane kominy i dębowy fornir). To niewątpliwie zasługa kobiecej ręki Emilii Czerkawskiej. – Uczestniczyłam w wyborze wszystkiego, co tu się znajduje, począwszy od desek na podłodze, kaloryferów, a skończywszy na gniazdkach i włącznikach światła – opowiada. – Odwiedzałam z Krzysztofem i Łukaszem różne sklepy, przeglądałam gazety, katalogi oraz strony internetowe i podsyłałam je architektom. Potem wspólnie szukaliśmy najlepszych rozwiązań. Natomiast zieleń na tarasie zaprojektowałam już wspólnie z koleżanką Moniką Sobiech, właścicielką firmy Dookoła Domu.

Po roku od zakończenia prac cała czwórka, czyli dwóch architektów i para kreatywnych właścicieli
, pozostaje zgodna co do tego, że była to współpraca niezwykle udana. A przecież wcześniej odbył się minikonkurs, który zdesperowani właściciele zorganizowali z nadzieją na wyłonienie projektanta swojego wymarzonego loftu. W przeciwieństwie do konkurencji Łukasz Michalski i Krzysztof Jachowicz przedstawili tylko jedną wizualizację projektu. Jedną, ale za to jaką! – Postanowiliśmy zaryzykować nieszablonowym rozwiązaniem – opowiada Krzysztof – które zakładało dużą dozę zaufania ze strony właścicieli. Nie każdy przecież dobrze się czuje w mieszkaniu, gdzie wszystkie pomieszczenia można obejść przynajmniej z dwóch, a czasami i z trzech stron. A taki właśnie był nasz pomysł na tę przestrzeń. Widać to dobrze na przykładzie sypialni, która jest dostępna zarówno od strony łącznika przy łazience dla gości, jak i od strony łazienki gospodarzy, a także bezpośrednio z gabinetu. Rozpoczynając projektowanie, założyliśmy, że państwo Czerkawscy to ludzie młodzi i oryginalni, a zatem otwarci na awangardowe rozwiązania. I nie przeliczyliśmy się.

Podstawowa zasada konstrukcyjna, jaką przyjęli projektanci, wynikała z życzenia gospodarzy dotyczącego ilości szaf i garderób. Miało ich być wystarczająco dużo, by pomieścić imponującą kolekcję ubrań oraz akcesoriów. Stąd pomysł na szafy, które jednocześnie są ścianami. A z tej koncepcji z kolei wyłoniła się wizja środkowego trzonu, wokół którego można się będzie swobodnie poruszać. Roboczo architekci nazwali go "strefą mokrą", ponieważ mieści kuchnię, pralnię i łazienki. Są to pomieszczenia, w których nie jest konieczne światło dzienne. Dlatego mogły się znaleźć w centrum mieszkania, podczas gdy dookoła rozlokowano pokoje. Dzięki temu, że okna są zarówno z jednej, jak i z drugiej strony budynku, gabinet, sypialnia, garderoba, pokój dziecka oraz salon połączony z jadalnią i kuchnią są doskonale doświetlone. W razie potrzeby każde z pomieszczeń można jednak oddzielić od innych systemem ukrytych w ścianach przesuwnych drzwi z drewna, stali oraz mlecznego szkła.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że pierwotny układ mieszkania był skomplikowany i wysoce niefunkcjonalny. Część centralną zajmowały ciemne korytarze, których obecność oznaczała straty powierzchni niemożliwej do wykorzystania w żaden inny sposób. Korytarze te wiodły do stosunkowo małych, słabo oświetlonych pomieszczeń, a kuchnia i łazienka znajdowały się w zupełnie innej części mieszkania. – Pozbyliśmy się tego układu, burząc wszystkie ściany w celu stworzenia zupełnie inaczej zorganizowanej przestrzeni – tłumaczy Łukasz. – Z poprzedniej struktury pozostały jedynie kominy. – Szkoda, że nie widzicie min znajomych, którzy przychodzą tutaj po raz pierwszy – wtrąca właścicielka. – Gdy zaczynamy oprowadzać ich po mieszkaniu,w pewnym momencie na twarzach dostrzegamy konsternację. Bo nie są pewni, czy właśnie dotarli do miejsca, z którego zaczynali, czy też są w zupełnie innej części domu. Zazwyczaj też oceniają wnętrze na kilkadziesiąt metrów kwadratowych więcej, niż ma ono w rzeczywistości – śmieje się Emilia Czerkawska. – A dla naszego synka to mieszkanie jest najfajniejsze na świecie. Bo nie wrzucając na wsteczny bieg, może bez końca jeździć wkoło motorkiem albo rowerkiem. Nawet dziecko docenia zalety awangardowo rozwiązanej przestrzeni!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)