Małe zamieszanie

Marta urządza dom sama. Ufa własnej intuicji. Miesza nowe i stare, ciężkie i lekkie. To sposób na pogodne wnętrze.
/ 04.06.2007 10:13
Marta i Janek wiedzieli, że ich dom musi być przedwojenny. I najchętniej na Saskiej Kępie, choć dla wszystkich warszawiaków jest jasne, że znalezienie domu na Saskiej Kępie graniczy z cudem. Ten, przed którym Marta zatrzymała się trzy lata temu, owszem, był przedwojenny. I nawet obszerny: 300 m (trzy sypialnie na piętrze, dwa gabinety). Ale miał też wiele wad. Podczas ostatniego remontu stracił cały przedwojenny charakter.

Ostatni właściciele zafundowali mu plastikowe drzwi i okna, aluminiowe klamki, a na podłodze położyli panele. W dodatku okazało się, że od dwóch lat nie mogą domu sprzedać. Nic dziwnego: ogródek wyglądał jak bunkier. Dookoła szare ściany, a przez całą długość ogrodu, przy ziemi, ciągną się rury. Najgorszy był jednak parter: poszatkowany na garaż, siłownię, jakieś komórki... Marta i Janek od razu zdecydowali, że zrezygnują z garażu. Że w tym miejscu Marta będzie miała kuchnię i otworzy ją na salon. Sprowadzili rzeczoznawcę. – Z wyburzaniem ścianek nie będzie kłopotu – oznajmił.
Marta namówiła więc męża i dom kupili. - Był rok 2004. Przez kolejny rok nie mogli zebrać się do remontu. A kiedy już zaczęli, okazało się, że trzeba usunąć część ściany nośnej o grubości 90 cm. – Konstruktor co prawda wyliczył, że budynek wytrzyma "przeróbkę", ale Janek, architekt z zawodu, miał poważne wątpliwości. Operacja była trudna. Przez dwa miesiące dom podpierało 60 stempli (pali). W końcu nadszedł dzień, kiedy trzeba było je usunąć. I chociaż nikt nie powiedział słowa, że się boi, wszyscy wyszliśmy na ulicę. W domu zostało tylko dwóch dzielnych fachowców – wspomina Marta. – Na szczęście wszystko się udało. Dom stoi, a ja mam w nim swoją wymarzoną kuchnię – dodaje. – Jeśli nie udałoby się jej otworzyć na salon, dom musielibyśmy sprzedać, bo ja uwielbiam gotować. I muszę mieć kontakt z gośćmi w salonie.
Drugim dużym wyzwaniem była podłoga na parterze. Marta przez dziesięć lat mieszkała w Paryżu. Do dziś pamięta stary parkiet z grubych desek (kiedyś pomiędzy szpary wpadł jej nawet listek gumy do żucia, którego nie mogła wyjąć). W nowym domu, na Saskiej Kępie chcieli mieć podobną podłogę. Dlatego każda z desek, po bokach jest specjalnie fazowana i pięknie załamuje światło. W końcu przyszedł czas na urządzanie. – Dom powinien powstawać powoli. Trzeba czasu, by wiedzieć, co jest jeszcze potrzebne – wyjaśnia Marta. Zwiozła tu swoją kolekcję starych lamp. Część mebli w domu pojawiła się dzięki zakupom w Internecie. Kilka trafiło tu z bazaru staroci na warszawskim Kole, inne dostali od mamy. Stale szukają równowagi między tym, co nowe, designerskie, a tym, co "z odzysku". Poza tym Marta przerabia, kombinuje, adaptuje. Twierdzi, że we wnętrzu, w którym obok przedmiotów starych są nowoczesne, żyje się łatwiej. Taki dobrze wyważony eklektyzm daje swobodę i pozwala płynnie łączyć style. W sypialni jest już łóżko w stylu Ludwika XVI. A w salonie zjawi się niedługo gigantyczne rzeźbione lustro wypatrzone w jednej z łódzkich galerii. Tak powstaje wnętrze ciepłe i nowoczesne. Jak jego mieszkańcy.

Salon dobrze ilustruje upodobanie mieszkańców tego domu, Marty i Janka do łączenia starego z nowym. Przezroczyste, lekkie
krzesła Philippe’a Starcka i masywne meble art déco. Właścicielka ma sentyment do dębowej podłogi: każda deska była fazowana na całej długości, tak by stworzyć wrażenie, że podłoga jest stara

Gabinet Kolejne typowe dla tego domu zderzenie starego z nowym:- biurko art deco i krzesło Vernera Pantona (Vitra). Na biurku lampa wykonana na zamówienie


Salon Kanapy odziedziczone po poprzednich właścicielach zyskały nową tapicerkę.- Aksamitną: malinową i beżową.
Na zdjęciu starsza córka Marty i Janka – Zosia


Komoda jest pamiątką rodzinną: Marta dostała ją od mamy. Obok niej fotel "Eros" – jeden z najbardziej znanych mebli Philippe’a Starcka (Kartell)


Salon Tu najlepiej widać grę światła w szczelinach podłogi. Stylowy fotelik Marta kupiła na Allegro, ale zmieniła tapicerkę, na czarną. Do zdjęcia pozuje młodsza córka właścicieli – Nela


Jadalnia Długi stół z masywnym blatem wykonano na zamówienie. Czarno-białe krzesła – z Ikei. Ład tej części salonu buduje dyscyplina kolorystyczna i rytm lamp nad stołem


Tekst Anna Kowalczyk
Stylizacja Dorota Karpińska
Zdjęcia Rafał Lipski
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (7)
/24.05.2010 17:32
Ogólnie ciekawie. Jadalnia zrobiła na mnie najlepsze wrażenie. Lubię ład.
/12.09.2007 17:27
Nie w moim stylu. Brąz taki , brąz siaki, lekki bałagan wyszedł. Niespokojne wnętrze !
/25.07.2007 12:51
NIE PODOBA MI SIE
POKAŻ KOMENTARZE (4)