Ciepły odcień bieli

Nareszcie są szczęśliwi. Nie dość, że udało się im zamienić duże miasto na wieś,to jeszcze mieszkają wśród przyjaciół.Mają drewniany dom, w którym skrzypi podłoga. Przed domem ogród, las w zasięgu wzroku. Żyją w zgodzie z naturą.
07_domnalato_diw_06.jpg fot. Olo Studio

Wieś marzyła im się od zawsze. Kilka lat temu, kiedy Kasia i Bolek mieszkali jeszcze w Warszawie, odwiedzili swych przyjaciół na osiedlu Dworek Polski w Ustanowie pod Warszawą. I zakochali się w małych drewnianych domach. Więc jak tylko nadarzyła się okazja, kupili jeden z nich. Remont generalny trwał półtora roku, bo parter trzeba było kompletnie przebudować. Przede wszystkim po to, by połączyć kuchnię
z salonem. Wnętrze zaprojektowali sami i sami je urządzali. Powoli i konsekwentnie, bo twierdzą, że to wymaga czasu. Chcieli, by w domu było dużo przestrzeni i światła. Dlatego jest w nim tylko to, co konieczne. Żadnych bibelotów, ramek, pamiątek (Bolek nie lubi „durnostojek”). Są za to ważne drobiazgi: nad stołem w salonie zdjęcie, które właściciel sam zrobił ze szczytu Mont Blanc, a nad kominkiem holenderskie wypukłe lustro. Część mebli to projekty własne, część kupili w warszawskim sklepie Fabryka Wnętrz. 

Wiadomo, że dom kanadyjski to nie to samo, co murowany. Ale nawet jeśli przetrwa najwyżej 100 lat, to trudno. Kanadyjski nie jest dla kogoś, kto martwi się rysą na ścianie, pęknięciem belki, pająkiem na suficie. Kasia i Bolek twierdzą, że ich dom żyje. Cieszą się, jak podłoga skrzypi, jak słychać kroki mieszkańców,  jak wiruje pralka (wtedy nawet podłoga drży). To wszystko ma swój urok. Marzyli, by żyć jak najbliżej natury, więc w oknach nie mają moskitier, a kaloryfery nawet w zimie włączają bardzo rzadko. Palą za to drewnem w kominku i wtedy ciepło rozchodzi się po wszystkich pokojach. W tym domu naprawdę oddycha się inaczej niż w murowanym. Powietrze jest rześkie i czyste. W Ustanowie w ogóle żyje się jak na wsi. Dzieci przyjaciół bawią się razem, sąsiedzi wpadają do siebie na obiady, robią wspólne imprezy przy grillu, pilnują sobie nawzajem domostw. Wszyscy razem kupili kiedyś na zimę wywrotkę pełną drewna i rąbali pnie przez cały tydzień. Marzy im się też wypad całą wsią na wakacje. Tylko kto by wtedy domów pilnował? Ale takie plany to raczej  rzadka pokusa. Nikt z Ustanowa nie wyjeżdża nawet na przedłużone weekendy. – Czy jest coś przyjemniejszego od picia na własnym tarasie kawy o siódmej rano? – pyta Kasia. Jej zdaniem nawet dojazdy do Warszawy mają swoje dobre strony. Kiedy jedzie do pracy, spędza w samochodzie 40 minut. To tyle, ile potrzebuje, by „przestroić umysł”. Kiedy wraca do domu, godzina za kierownicą pozwala jej nabrać dystansu do tego, co wydarzyło się w mieście. Poza tym wiele spraw można załatwić przez Internet. Nawet opiekunkę do dziecka Kasia i Bolek znaleźli w sieci. Znajomi z Warszawy odwiedzają ich rzadziej, ale za to zostają na dłużej. Mieszkają wtedy w domku gościnnym. Dla nich pobyt w Ustanowie to jak wakacje na wsi. Mówią, że są zachwyceni!


Tekst Anna Kowalczyk
Stylizacja Dorota Karpińska




Elżbieta Studniarek psycholog, wykładowca Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Warszawie, interesuje się psychologią architektury

Dlaczego warto tworzyć osiedla pod miastem?


• Wieś pod miastem, osiedle domków jednorodzinnych zamieszkałych przez grupę przyjaciół. Czy może być lepsza idea mieszkania?
  
Rzeczywiście. Dla wielu ludzi to może być świetny pomysł na życie. Takie miejsce pozwala uciec od zgiełku i tempa życia w mieście, dając jednocześnie większe możliwości tworzenia swojej własnej, prywatnej przestrzeni.

• Dlaczego ludzie, którzy mieszkają w wiejskich osiedlach, zaprzyjaźniają się łatwiej i szybciej niż ci, którzy mieszkają w mieście?
  
To, na ile ludzie są zadowoleni z miejsca zamieszkania, najbardziej wiąże się z kontaktami sąsiedzkimi. Są ludzie, dla których ważne jest nie tylko to, gdzie mieszkają, ale też kogo spotykają w swoim otoczeniu. Świadomie wybierając na sąsiadów swoich przyjaciół, tworzą silne poczucie identyfikacji z miejscem zamieszkania. Można sądzić, że wiele ich łączy: wszyscy cenią sobie życie bliżej natury, relacje z ludźmi o podobnym stylu życia, wartościach, o podobnym pomyśle na życie. W takiej jednorodnej społeczności silniejsze stają się więzi, a ludzie chętniej emocjonalnie inwestują w miejsce, które tworzą. W porównaniu z miejskimi osiedlami zamkniętymi taka potrzeba budowania więzi społecznej może odgrywać większą rolę niż potrzeba prestiżu. Kiedy relacje opierają się na zaufaniu, poczucie bezpieczeństwa rodzi się automatycznie. Poza tym mając wokół dobrych sąsiadów, mieszkańcy chętniej angażują się we wspólne działania, dbają wzajemnie o swoje domy, włączają się w życie społeczne. W mniejszym stopniu liczą na pomoc gminy czy administracji osiedla. Mają również większe poczucie wpływu na sprawy, które dotyczą wspólnej przestrzeni.

• Na przykład estetyki najbliższego otoczenia....
  
To ważna sprawa. Przestrzeń, w której mieszkają, jest nie tylko wspólna, ale też spójna estetycznie (a nie o wszystkich osiedlach można to powiedzieć).Tu o wyglądzie całości decydują podobne potrzeby estetyczne mieszkańców. Wybierając miejsce, które odpowiada ich potrzebom i pozwala na własną ekspresję, mogą modyfikować otoczenie tak, aby wyrażało ich coraz lepiej.

• Czy osiedle domków jednorodzinnych pod miastem to dobry adres dla wszystkich?
  
Niekoniecznie. Dla ludzi, którzy bardzo cenią sobie indywidualizm, a w kontaktach z innymi wolą zachować dystans i rezerwę, tradycyjna społeczność z jej wzajemnymi zależnościami i ograniczoną anonimowością może być sporym wyzwaniem. Zwłaszcza gdy prezentują całkowicie odmienne postawy życiowe niż mieszkańcy lokalnej wspólnoty. Taki wiejski adres średnio spodoba się także tym, którzy nad ciszę, spokój i potrzebę posiadania własnego terytorium przedkładają różnorodność i intensywność miejskiego życia. Wybór miejsca zamieszkania zależy też od etapu w życiu – bardzo młodym osobom miasto może zaoferować więcej łatwo dostępnych atrakcji...

Z Elżbietą Studniarek rozmawiała Gabriela Wilczyńska


SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)