Apartament na weekend

Fiolet, trochę złota, a reszta w bieli. Oto ekstrawaganckie mieszkanie, w którym spędza się tylko weekendy. Odpoczywając albo przyjmując gości.
Apartament na weekend fot. Michał Przeździk
Gdzie jak gdzie, ale w weekendowym apartamencie można sobie pozwolić na odrobinę ekstrawagancji – pomyślała projektantka Katarzyna Sybilska. – I postanowiła, że na całej jego powierzchni pojawią się tylko trzy kolory: lśniąca biel, intensywny fiolet i złoto.

Remont 65-metrowego mieszkania Bartka zaczęła od wyburzenia ścian. Zupełnie zmieniła układ pomieszczeń. Z dwóch sypialni pozostała jedna, zniknęły szafy wnękowe i pomieszczenia gospodarcze. Likwidując je, projektantka powiększyła salon i wygospodarowała miejsce na jadalnię, której wcześniej nie było. Trzeba dodać, że właściciel nawet nie spojrzał na projekty. Znał Katarzynę, bo już wcześniej urządzała mu mieszkania. Określił budżet, w którym musiała się zmieścić, a potem gdzieś przepadł. W Ryni pojawił się, kiedy już wszystko było gotowe. Stanął w progu i zamarł z zachwytu. Wnętrze zupełnie nie przypominało tego, które pamiętał.

Bartek, pośrednik w handlu nieruchomościami, od dawna marzył o drugim mieszkaniu na weekendy, w którym można wypocząć czy urządzić przyjęcie. W Ryni, oddalonej zaledwie 34 km od Warszawy, spodobał mu się kompleks ogrodzonych i chronionych apartamentowców nad sztucznie wysypaną plażą: proste, nowoczesne budynki, nawiązujące do architektury modernistycznej, z elewacją ozdobioną ciepłym drewnem. Duże, nisko osadzone okna i tarasy zwrócone ku wodzie. Przez furtkę wychodzi się na pomost, a tam do wyboru: deski windsurfingowe, kajaki, rowery wodne, łódki. Dalej korty i hala sportowa z siłownią, wokół lasy i łąki.

Kupił apartament wykończony pod klucz. To oznacza, że miał taką samą łazienkę, podłogi i meble w kuchni jak sąsiedzi. – Nijakie to wnętrze – ocenił. Myślał, że z czasem się przyzwyczai, ale nic z tego. Dlatego po paru miesiącach zadzwonił do Katarzyny. Ta postanowiła, że ograniczy liczbę kolorów i wprowadzi dużo błyszczących powierzchni, które optycznie powiększą wnętrze. Pojawiły się zasłony z tafty, w jadalni stół z dużym, szklanym blatem i idealnie gładka, żywiczna posadzka, która odbija światło. Podobnie jak umieszczone w kilku miejscach lustra. Z założenia głównym kolorem miała być biel, taka jest większość ścian i sztukateria na sufitach, firanki, baldachim w sypialni i meble z MDF-u. Wszystko błyszczy. Nawet szafa ozdobiona taflą lakierowanego szkła Lacobel. To daje wrażenie luksusu.

W sypialniach sprawdzają się ciemne kolory, bo pozwalają wyciszyć się – mówi projektantka. Tu środkowa część sufitu jest fioletowa. Ta sama barwa zdobi łóżko i jego pikowane zagłowie. Z kolei w salonie fioletowa jest sofa, w jadalni – tapicerka krzeseł, a w kuchni – lampy nad barem. Do tego wyrafinowane złote i kryształowe drobiazgi, np. połyskujące nocne lampki czy ozdobne uchwyty szafek kuchennych. Nowoczesność zderza się z dekoracjami nawiązującymi do baroku. Na sufitach kryształowe żyrandole sąsiadują z listwami ledowymi i modnym teraz technicznym oświetleniem firmy Cardano. A zaprojektowana przez Katarzynę Sybilską prosta komoda z MDF-u ma dla urozmaicenia rzeźbione, złote nogi. – To celowy zabieg – tłumaczy projektantka. – Barokowe detale rozweselają meble i dodają im charakteru, sprawiają, że zwykła szafa staje się unikatowa. Sporo w tym dowcipu. W sypialni prowokują złote, pikowane kubiki, ustawione po obu stronach łóżka; w salonie powagę wnętrza przełamuje gipsowa figura psa, który strzeże domu. Za to w łazience pojawiają się: szkło, marmur Breccia Sarda i kryształowe lustra, ozdobione dużym szlifem (są wysoko zawieszone i nie sposób się przejrzeć, ale można w nich dostrzec pracę wykonaną na suficie). – Dla projektanta wnętrz sufit to jeszcze jedna płaszczyzna, na której może się wyżyć – śmieje się Katarzyna. Ten w łazience jest ciemnofioletowy, udekorowany sztukaterią. Natomiast w sypialni podwieszono płytę gipsową, dzięki temu sufit zrobił się piętrowy i jego środkowa część pomalowana na fioletowo nabrała głębi. Poprowadzone wzdłuż krawędzi pasma diod dają wieczorem przyjemną łunę świetlną.

Oświetlenie jest bardzo istotne w tym wnętrzu. Zmienia nastrój pomieszczeń i wydobywa różne niuanse, na przykład rysunek ściany czy połysk na zasłonach. Tradycyjne lampy sąsiadują tu z wpuszczonymi w sufit halogenami i listwami ledowymi. W jadalni taką listwę ukryto pod ramą ze sztukaterii – świeci na fioletowo i od razu wprowadza gości w imprezowy, nieco odrealniony nastrój. Tak jak złote maty, zawieszone na ścianie i podświetlone od spodu, oraz delikatna muzyka płynąca z odpowiednio dobranego sprzętu, który – jak nietrudno się domyślić – też jest biały.

Stylizacja: Ola Buczkowska, zdjęcia: Michał Przeździk
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)