POLECAMY

Wyzwanie #FitAdeptChallenge to nie jest łatwizna! Wymaga bardzo dużo pracy i jeszcze więcej silnej woli

Mam ochotę wszystko rzucić, zjeść pączka i leżeć do góry brzuchem przez tydzień.
Karolina Kalinowska / 4 miesiące temu
Wyzwanie #FitAdeptChallenge to nie jest łatwizna! Wymaga bardzo dużo pracy i jeszcze więcej silnej woli fot. Adobe Stock

Kilka tygodni temu pisałam, że biorę udział w wyzwaniu #FitAdeptChallenge. Przypomnę tylko, że to 12-tygodniowy program, w którym uczestnicy realizują swoje cele dzięki pomocy trenerów, dietetyków i innych specjalistów z FitAdept.

Nad przebiegiem metamorfozy czuwa trener, dietetyk i mentor trener. Przez cały czas trwania programu ćwiczę 3 razy w tygodniu i przestrzegam diety. Jestem w stałym kontakcie z trenerem, który monitorują moje postępy, na bieżąco wprowadza modyfikacje do diety i... pomaga pokonywać kryzysy.

Jak to wygląda w praktyce?

Wydawało mi się, że 12 tygodni metamorfozy minie błyskawicznie, a treningi i dieta będą łatwizną. Przecież prawidłowo się odżywiam i chodzę regularnie za zajęcia fitness. Teraz zastanawiam się, jak mogłam tak pomyśleć. Jak mi to przyszło do głowy? Przysięgam, że nie mam zielonego pojęcia!

Przed rozpoczęciem metamorfozy uważałam, że mój styl życia jest wzorem do naśladowania - jadłam 5 razy dziennie, piłam wodę, unikałam słodyczy i śmieciowego jedzenia. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że to za mało.

Każdy posiłek musi dostarczać określoną liczbę mikroskładników, które są potrzebne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. U mnie te proporcje były niestety zachwiane! Jadłam za dużo węglowodanów i za mało białka, ale teraz już wiem, jak prawidłowo komponować posiłki. Obecnie mam w diecie znacznie więcej ryb, jogurtów, twarogów i indyka. A ograniczyłam ilość węglowodanów prostych i owoców (!), bo przesadzałam z ich ilością.

Treningi to zupełnie inna bajka... Nigdy nie ćwiczyłam siłowo. Biegałam, jeździłam na rowerze i chodziłam na fitness. Doskonale wiedziałam, że ćwiczenia z wolnymi ciężarami są dobre dla kobieta, ale nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. I dobrze, że sama nie próbowałam chwytać za sztangę. Trener uświadomił mi, że bardzo ważna jest prawidłowa technika. Gdy robimy coś źle możemy nabawić się poważnej kontuzji, a przecież nie o to chodzi.

Nie myślcie, że jest tak kolorowo!

Z mojego opisu wynika, że to jest bajka. Nie dajcie się zwieść pozorom. To bardzo ciężka i wymagająca walka z samym sobą. Lekcja pokory, która pokazała mi, że niektórych rzeczy nie można przyspieszyć, a jeżeli jeszcze raz usłyszę, że mam „dobre geny” i dlatego jestem szczupła, to nie odpowiadam za siebie :) Tylko ja wiem ile wyrzeczeń, potu, siniaków i odcisków za tym stoi!

Chcecie wiedzieć, jak to wygląda? Już mówię! Chodzę na siłownię 3 razy w tygodniu, a w domu rozciągam się i wykonuję ćwiczenia, które zalecił mi trener. Do tego dochodzi przygotowywanie posiłków. Obiady gotuję raz na dwa dni, bo oszalałabym, gdybym musiała to robić codziennie ;) Zostają jeszcze śniadania, przekąski i kolacje. Niby nic wielkiego, ale po pracy mam trening lub gotuję. Przecież nie mogę odpuścić!

Nie mam rozpisanej konkretnej diety. Mam jedynie zalecenia żywieniowe, do których muszę się stosować. Dzięki temu sama decyduje, co jem. To bardzo wygodne rozwiązanie, ale przez to posiłki są czasem monotonne. Oczywiście mogłabym stać godzinami w kuchni i wymyślać fantazyjne potrawy, ale kto ma w tygodniu na to czas? Mam kilka sprawdzonych (i szybkich) rozwiązań, które są zdrowe i smaczne.

Był nawet moment, w którym myślała, że wpadłam w rytm - przyzwyczaiłam się do nowego sposobu odżywiani, ciężkich treningów i... wtedy pojawił się pierwszy kryzys. Przysięgam, że miałam ochotę wszystko rzucić i wieść życie szczęśliwej grubaski. Dokuczał mi naciągnięty mięsień i jedyną rzeczą, o której marzyłam, był... pączek. Taki puszysty, miękki i oblany lukrem. To było bardzo dziwne, bo ja przecież nie lubię pączków i normalnie nigdy bym po niego nie sięgnęła :)

Na szczęście wytrzymałam! Pomogła mi rozmowa z trenerem, który pokazał mi, ile już zrobiłam i ile osiągnęłam. Teraz już wiem, że to był pierwszy, ale nie ostatni kryzys. Będzie ich na mojej drodze jeszcze kilka, ale nie poddaje się i stawiam kolejny krok w walce o lepszą siebie!

p.s. Pamiętajcie, że ładna figura to bardzo dużo pracy i sporo wyrzeczeń. Gdyby nie Daniel (mój trener), to kupiłabym 100 pączków i zjadła je jednego dnia.

Więcej na temat naszego #FitAdeptChallenge:

Bierzemy udział w wiosennej metamorfozie z #FitAdeptChallenge! Na czym to polega?
Mama trójki dzieci podejmuje #FitAdeptChallenge? Zobacz pierwsze efekty i sama też podejmij wyzwanie!

 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/4 miesiące temu
O ja to jednak chyba wolę pomalutku się odchudzać. Kiedyś byłam zwolenniczką natychmiastowych efektów, ale wydaje mi się, że to się nie sprawdza. Jak chcemy coś tu i teraz i nagle to nie będzie miało takich rezultatów jak ciężka praca, tak samo jest z dietą. Ja chodzę na siłownię, pilnuje się i jedyne co wierzę, że mi pomaga szybciej to matcha z machomatcha.pl - bo mają cudowne opakowania, ponieważ pobudza mój układ trawienny i to widzę akurat.