Sebastian Karpiel-Bułecka
O tym, jak kocha na zabój. O tym, dlaczego nigdy nikogo nie uderzył i o tym, co go tak wzrusza, że płacze. Przed Wami lider zespołu Zakopower.
Beata Sadowska: Podobno jesteś leniem.
Sebastian Karpiel-Bułecka: Bzdura. Tyle się dzieje, że nie mam czasu na lenistwo. Nawet jeśli chciałbym się zatrzymać, to się nie da.
– To dobrze?
Sebastian Karpiel-Bułecka: W końcu o to chodziło. To dowód na to, że Zakopower ma sens.
– Co takiego jest w Waszej muzyce, że posypały się nagrody: TOPtrendy, Opole. A wydawało się, że boom na folk mamy już za sobą: były już i Brathanki, i Golce, i Bregović.
Sebastian Karpiel-Bułecka: To, co robimy, jest po prostu prawdziwe, bez ściemniania, oszukiwania, udawania kogoś innego. W tym tkwi nasza siła. Poza tym łączymy folk z elektroniką, nowymi brzmieniami, to interesujące połączenie. Ludziom się podoba.
– A nut się już nauczyłeś?
Sebastian Karpiel-Bułecka: (Śmiech). Nie i chyba prędko się nie nauczę. Nigdy nie chciałem iść do szkoły muzycznej, bo mnie to nie interesowało. Nie chciałem być klasycznym skrzypkiem. Miałem w głowie, że będę grał muzykę góralską. Teraz trochę żałuję, bo wiedza muzyczna daje większe możliwości. Nie musisz słuchać i się uczyć. Dostajesz kartkę, czytasz nuty, grasz i idziesz do domu.
– Masz kompleks niewykształconego muzyka?
Sebastian Karpiel-Bułecka: Nie, zwłaszcza że mam wyuczony inny zawód. Jestem architektem.
– No właśnie: architekt z gór, projektujący wioskę surfingową w Chałupach i aqua park?!
Sebastian Karpiel-Bułecka: Aqua park to była moja praca dyplomowa, a wioska w Chałupach rzeczywiście powstała, chociaż nie do końca jestem z niej zadowolony. Nie miałem czasu, żeby dopilnować budowy.
– Jak długo można łączyć muzykę i architekturę? Sam mówisz: „nie dopilnowałem, nie miałem czasu…”
Sebastian Karpiel-Bułecka: To moje wielkie marzenie, żebym ani z jednego, ani z drugiego nie musiał rezygnować. Ale teraz rezygnuję z architektury. Nie mam czasu, żeby coś zaprojektować. To wymaga spokoju, pomyślenia, posiedzenia przed komputerem.
– Najlepiej w nocy?
Sebastian Karpiel-Bułecka: Najlepiej, bo mniej rzeczy mnie rozprasza, łatwiej się skupić. Ale teraz w nocy muszę spać, żeby odpocząć po koncertach. Ostatnio noce spędzam w busie, bo koncertujemy po całej Polsce. 600–700 kilometrów w aucie, próba, koncert i tak w kółko. Gramy po pięć koncertów tygodniowo.
– I chcesz mi powiedzieć, że to takie fajne: spanie w samochodzie, życie na walizkach?
Sebastian Karpiel-Bułecka: Nagrodą za obolały kręgosłup i podkrążone oczy są występy i ludzie, którzy przychodzą na koncerty, bawią się, kupują płyty.
– Najtrudniej grać przed góralami?
Sebastian Karpiel-Bułecka: Tak, bo to bardzo wymagająca publiczność. Wszyscy się znają albo im się wydaje, że się znają na muzyce. Dla niektórych to, co robimy, jest profanacją góralszczyzny.
– A jest?
Sebastian Karpiel-Bułecka: Nasza płyta ma tyle wspólnego z góralszczyzną, że gra na niej czterech górali i że śpiewamy gwarą. Nie żerujemy na góralszczyźnie. Ten zarzut odpada.
Ja
Forum
FB
G+
Pinterest

































































