Ewa Drzyzga

25.07.2005

Kiedyś Ewa Drzyzga miała tylko pracę. Dziś ma wszystko: męża, sześciomiesięcznego syna i bijący rekordy popularności program „Rozmowy w toku”.

 
Wiele osób mówi mi, że po urodzeniu dziecka odmłodniałam. Ale cóż w tym dziwnego, skoro na ogół przebywam z dużo młodszym od siebie facetem – żartuje Ewa Drzyzga, mając na myśli oczywiście syna. „Proszę wierzyć, że nie robiłam niczego. Nie stosowałam ani specjalnych ćwiczeń, ani specjalnej diety. Fakt, zmieniłam fryzurę, ale za to odpowiedzialny jest mój fryzjer, który postanowił wykorzystać przerwę na wizji na takie małe szaleństwo...”. Ten świetny wygląd i samopoczucie to rzeczywiście nie tylko zmiana fryzury. Ewa odnalazła w końcu pełnię szczęścia.

W piżamie na kopcu
Jeśli chodzi o karierę, to Ewa Drzyzga nie mogła nigdy narzekać. Zaczynała jako zwykły depeszowiec w RMF FM, potem awansowała na szefa działu informacji. Krótko pracowała w telewizji publicznej. Pracę na ekranie zamieniła na stypendium w USA, które zaproponowała jej fundacja German Marschall Fund., a po powrocie dostała angaż w TVN. Zawsze miała też grono przyjaciół. „Ewa jest niezwykle ciepłą i spontaniczną osobą. Nie ma w niej żadnego wyrachowania. Jako profesjonalistka lubi mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Potrafi zwrócić komuś uwagę, ale nie zdarzyło się, by podniosła głos”, mówi jej wieloletnia asystentka Joanna Węc. Słowa Joanny potwierdza przyjaciółka Ewy, Katarzyna Bohatkiewicz: „Znam się z Ewą od 1991 roku, z RMF-u. Nasze drogi rozchodziły się kilkakrotnie, ale nawet po długiej przerwie miałyśmy o czym porozmawiać. To jest taki człowiek, który nie potrafi udawać. Jest niezawodnym przyjacielem”.
Za to w życiu osobistym wiodło jej się gorzej. Wciąż brakowało Ewie tego, o czym marzy większość kobiet – rodziny i dziecka. „Jak każda kobieta, marzyłam o nim. Taka jest chyba nasza natura”, mówi. Jej związki z mężczyznami nie układały się jednak tak, jak by chciała. Chwilami zdawała sobie sprawę, że popada w pracoholizm. Potrafiła pracować po 18 godzin na dobę. Zdarzało się, że nocowała w stacji na Kopcu Kościuszki w śpiworze. Kilka razy prowadziła poranną audycję w piżamie, bo nie było czasu się przebrać. Wśród rzeczy do zrobienia, które zapisywała na karteczkach, notowała też często: „Odpocząć”. Kiedy jednak trafiał się wolny weekend, od razu pojawiało się poczucie winy, że marnotrawi czas. Nawet na wakacjach zegar biologiczny ustawiony na pobudkę o 4.30 nie pozwalał jej pospać dłużej.

Mąż, dziecko i ja
Dopiero kilka lat temu trafiła na mężczyznę swojego życia. Jest nim znany z dużego poczucia humoru szef reporterów w RMF FM, Marcin Borowski, który dla Ewy przeniósł się z Warszawy do Krakowa. W domu pod miastem stworzyli sobie azyl. Bo Ewa, choć bardzo towarzyska, po wielu godzinach spędzonych wśród ludzi czuje potrzebę wyciszenia się. Chce wtedy posiedzieć przy kominku, poczytać książkę, posłuchać muzyki. Przy Marcinie wyleczyła się nawet z pracoholizmu. „Ludzie, których łączy prawdziwe uczucie, są dla siebie lustrem. Jeśli sama nie zauważam, że zatracam się w pracy, to ukochana osoba jest od tego, żeby mnie zatrzymać”. I Marcin ją zatrzymuje. Szczęśliwemu małżeństwu brakowało już tylko dziecka. Kiedy więc okazało się, że nareszcie – w wieku 37 lat – jest w ciąży, nie posiadała się ze szczęścia. „To była ogromna radość. Nie umiem porównać tego z żadnym uczuciem”, powiedziała wtedy miesięcznikowi „Elle”.

Nie wiadomo jednak było, czy wszystko ułoży się, jak trzeba. Czy dziecko urodzi się zdrowe? Czy nie będzie problemu z powrotem do pracy – do „Rozmów w toku”, które były przecież ważną częścią jej życia, programem, w którym się sprawdziła. Nie tylko dlatego, że ma niezwykłą umiejętność słuchania. „Cała angażuje się w rozmowę i dlatego ludzie się przed nią otwierają”, mówi Katarzyna Bohatkiewicz. I nie tylko dlatego, że jest niezwykle sprawną dziennikarką. „Czasem myślę, że ona ma oczy dookoła głowy, a w środku komputer”, mówił jeden z członków ekipy realizacyjnej.

Tło dla zwykłych ludzi
W przeciwieństwie do Oprah Winfrey od początku starała się być w cieniu gości, niczym tło dla swoich bohaterów i ich problemów. Tomasz Raczek w jednym ze swoich felietonów przyznał jej znak Tele Q za to, że wciąż trzyma jednakowy wysoki poziom, a losy zwykłych ludzi okazują się w jej programie dużo bardziej pasjonujące niż tworzone przez specjalistów od marketingu życiorysy gwiazd.
Tymczasem Ewa Drzyzga wiedziała, że gdyby przyszło jej wybierać, nie miałaby dylematu: wybrałaby rodzinę. Na pytanie „Cosmopolitan”, czy jest mocną kobietą, stwierdziła kiedyś: „Mocna kobieta jest samodzielna. Realizuje siebie, zarabia pieniądze, które dają jej niezależność. Mierzy siły na zamiary. Potrafi sobie wszystko poukładać, ugotować zupę z gwoździa. Nie boi się życia”. Ale jednocześnie „bez stresu rezygnuje z tego wszystkiego, żeby wychować dziecko. Chyba taka jestem”.

Ewa Drzyzga nie musiała wybierać. Staś urodził się silny i zdrowy. Bliscy byli gotowi do pomocy. A jest ich sporo, bo Ewa, oprócz przyjaciół i męża, ma liczną rodzinę: rodziców, brata Pawła, kuzynów, ciotki, wujków. Na dziennikarkę w studiu czekała też bardzo sprawnie działająca ekipa. „Powrót okazał się łatwy. Przerwa nie była tak duża, by wybiła mnie z rytmu, do którego przywykłam”, mówi Ewa Drzyzga.

Kobieta-czołg wraca do gry
Łączenie funkcji gospodyni codziennego show i matki wymaga oczywiście ogromnego wysiłku. Już wcześniej przygotowanie „Rozmów...” zajmowało okrągły tydzień, teraz doszły: pranie, karmienie, spacery, czyli wszystko to, co robią inne mamy. „Nie wiem, jak ona to robi. Spędza w firmie mnóstwo czasu. Znaczną część pracy trzeba też wykonać w domu. Ewa jakoś to godzi i nie okazuje zmęczenia w pracy. Przeciwnie, jak kiedyś, skupiona jest na innych ludziach. To typ społecznicy, która nie może się powstrzymać, by nie interweniować, jeśli komuś dzieje się krzywda”, mówi Katarzyna Bohatkiewicz.
Jej szef Edward Miszczak nazwał ją kiedyś kobietą-czołgiem – ze względu na upór i zdyscyplinowanie. Jako córka wojskowego od początku żyła w świecie, w którym powinien panować porządek. „Jestem szalenie obowiązkowa – jeśli czegoś nie dokończę, budzę się nawet o czwartej rano. Tato wprawdzie nie wprowadzał w domu wojskowego drylu, ale sprawiał, że nasze życie musiało być poukładane. Musiałam być starsza i mądrzejsza, niż byłam, by służyć młodszemu bratu przykładem”, wspominała VIVIE!. Od czasu, gdy została matką, czuje, że ma więcej energii. „Nie wiem, jak to się dzieje, ale kobieta po urodzeniu dziecka ma jakiś dodatkowy generator siły. Dopiero po narodzinach syna dowiedziałam się, że mogę budzić się po kilka razy w nocy, a w ciągu dnia funkcjonować normalnie”, mówi nam Ewa Drzyzga.

Nie jestem matką Polką
„Jaką jestem matką? Jeszcze nie wiem. To pokaże czas”, mówi dziennikarka. „Wiadomo, że Staś czasami ma gorsze dni – płacze, ząbkuje, ale Ewa nigdy nie traci cierpliwości. Rozmawia z nim, przytula”, zdradza Katarzyna Bohatkiewicz.
Na pewno nie jest matką Polką. „Co zmieniło to, że jest dziecko? Po prostu i aż – jest dziecko. Trudno opisać to, co się czuje, kiedy pierwszy raz bierze się na ręce cząstkę samego siebie. To uczucie mogą zrozumieć tylko ci, którzy tego doświadczyli. Kocham swoje maleństwo każdego dnia coraz bardziej. Bardzo ciekawi mnie, jaką drogą pójdzie. Tak bardzo chciałabym wychować syna w miłości do drugiego człowieka. Być może to właśnie jest klucz do szczęścia?”, zastanawia się Ewa.
„Już dawno myślałam w kategoriach »my«, tyle że teraz mam dwóch facetów do tańca. Od początku starałam się nie bać na zapas. I tak jest do dziś. Nie czytałam stosu poradników. Pod poduszką leżało jedno opasłe tomisko, które po kolei odpowiadało na pojawiające się z czasem pytania”. Słowa dziennikarki potwierdza Joanna Węc: „Ewa jest bardzo szczęśliwa. Dziecko było dopełnieniem jej życia, osobą, na którą bardzo czekała. I, jak każda mama, mówi o swoim synu: o tym, że płakał, miał czkawkę, nie mógł spać w nocy. Ale jest w tym macierzyństwie bardzo spokojna. Nie reaguje histerycznie na byle drobiazg”.
Drzyzga stara się też rozsądnie gospodarować czasem. „Jeśli syn będzie wymagał więcej uwagi, to ją dostanie”, tłumaczy dziennikarka. Ale jeśli jego potrzeby są zaspokojone, nie ma poczucia winy, gdy z mężem wychodzą do kina.

Uśmiech jak czekoladka
Oczywiście z wieloma rzeczami nie udaje jej się zdążyć. „Ale przecież życie nie jest po to, żeby się zamartwiać tym, czego nie zdążyło się zrobić”, mówi Ewa Drzyzga. I, jak każdemu, zdarzają się jej gorsze chwile. „Jestem tylko człowiekiem i sama bym się zdziwiła, gdyby okazało się, że nie miewam złego nastroju”, mówi. Ostatnio zmieniły się tylko nieco sposoby na chandrę. Kiedyś po prostu potrzebowała się „wysmucić”, przytulić do męża... „W ostateczności działał dobry czekoladowy cukierek”, zwierza się Ewa. Teraz na takie stany najlepiej pomaga szeroki uśmiech Stasia. „Nie ma większej frajdy, niż patrzeć na uśmiech dziecka. Takim uśmiechem można delektować się nieustannie”. A może by pomnożyć te uśmiechy – chodzi jej po głowie...

Magda Łuków/ Viva!
Zdjęcia Piotr Porębski/Metaluna
Stylizacja Jola Czaja, makijaż Maria Florczyk, fryzury Łukasz Pycior,
produkcja sesji Elżbieta Czaja
Zdjęcia wykonano w hotelu Sheraton w Krakowie, ul. Powiśle 7, 31-101 Kraków, tel. (+48 12) 662 1600, www.sheraton.com/krakow.
Za pomoc w realizacji sesji serdecznie dziękujemy.

Ewa Drzyzga prosi o wpłaty dla Leszka Ćmikiewicza na konto Fundacji TVN Nie jesteś Sam.
Leszek ma szansę na medal olimpijski w Pekinie, jeśli będzie miał sprawną protezę nogi. Jej koszt
to 30 tysięcy zł. Fundacja zgromadziła już 15.
BRE BANK Oddz/W-wa numer: 251140 1010 0000 2581 1800 1001

Oceń 4,39 / 119 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj

Przepis Beaty Pawlikowskiej: sok brzoskwiniowy

 

Zobacz także

 
 
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia: