Elaine M. Monaghan i Lee A. Feinstein - Amerykanie w Warszawie

12.07.2012

Są w Polsce prawie trzy lata. Ambasador Lee A. Feinstein wraz z małżonką Elaine M. Monaghan – dziennikarką i dziećmi – Jackiem i Carą (8 i 5 lat).

Elaine M. Monaghan i Lee A. Feinstein
fot. Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/LAF

Rezydencja ambasadora USA w Polsce to miejsce świetnie znane polskim elitom. Tu co roku wręcza się nagrody imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Czesława Miłosza oraz Jana Karskiego. Gospodarzy fascynuje kultura polska, jej twórcy i dzieła. Dom jest pełen rzeźb, obrazów, fotografii. Mieści się na Mokotowie, tonie w zieleni i jest…superekologiczny – z najmniej energochłonnymi urządzeniami, jakie wyprodukował świat! Dzięki gościnności Jego Ekscelencji możemy zobaczyć, jak mu się mieszka w Polsce.

– Panie Ambasadorze, w synagodze Nożyków słyszałam Pana doskonałe przemówienie. Pomyślałam: Tak krótko w Polsce i taka nienaganna polszczyzna? To musi być niezła nauczycielka.
Lee A. Feinstein:
Bardzo dziękuję, to by się nawet zgadzało. Kiedy tylko mogę, sam piszę przemówienia na tyle osobiste, na ile to możliwe, a potem pracuję z tłumaczką nad polskimi fragmentami. Nad tym przemówieniem też długo pracowaliśmy.

– Na co dzień woli Pan jednak angielski…
Lee A. Feinstein:
Prawda jest taka, że zanim tu przyjechałem, uczyłem się już trochę polskiego, a było mi łatwiej, bo znam rosyjski…

– Wiem. Lata 80., Instytut imienia Puszkina w Moskwie…
Lee A. Feinstein:
Moje kolejne studia i trzecia uczelnia. Kiedy tylko mogę, staram się mówić po polsku, bo lubię. Dwa razy w tygodniu mam lekcje języka polskiego. Jak na swój wiek, 52 lata, mam niezłą wymowę, dużo rozumiem, ale słownictwa nie przyswajam tak szybko, jak wtedy, gdy miałem 19 lat. Ale na ulicy w Warszawie czy Zakopanem, gdy znajdę się sam, czuję się pewnie i nieźle sobie radzę.

– To wróćmy do chwili, gdy miał Pan 19 lat i mieszkał z rodzicami na Long Island. Świetny adres, kojarzy się z pięknymi plażami i weekendowym wypoczynkiem nowojorczyków.
Lee A. Feinstein:
Wtedy to były raczej miasteczka, rybackie osady, a nie luksusowe kurorty wypoczynkowe.  Tak, plaże na Long Island są piękne! Mieliśmy to szczęście, że mieszkaliśmy zaledwie 20 minut drogi od Atlantyku i latem bardzo często jeździliśmy nad ocean. Dzieciństwo miałem skromne, a w naszej południowej części Nowego Jorku domy wokół wyglądały identycznie. Takie same domy, na takich samych działkach, o takim samym rozkładzie. Jak mnie koledzy pytali, w którym pokoju śpię, wystarczyło powiedzieć: „Na piętrze w małej” albo „w dużej sypialni z tyłu domu” (to się z biegiem lat zmieniało dzięki rodzeństwu) i od razu wszyscy oni wiedzieli, o co chodzi. Nasi rodzice w gruncie rzeczy też byli podobni: weterani II wojny światowej, dla których segment na przedmieściach był pierwszym domem w życiu.

– Ma Pan ponoć polskie korzenie.
Lee A. Feinstein:
Zgadza się. Rodzice mojego ojca urodzili się pod zaborami, jako poddani monarchii austro-węgierskiej. Dopiero w okresie międzywojennym Tarnopol zaczął należeć do Polski, dziś to część Ukrainy. Pamiętam moją pierwszą wyprawę w wieku 19 lat do Warszawy i na Ukrainę, bo o tej niezwykłej podróży wspominałem w przemówieniu, które pani słyszała.

Liliana Śnieg-Czaplewska / Viva!
Oceń artykuł 8 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia:
Raport specjalny
Video
Wyciekła reklama Joanny Moro z przeszłości