Ania Rusowicz - Życie jak bigbit

05.04.2012

Przeszła w życiu wiele: niespodziewaną śmierć mamy, utratę domu rodzinnego, załamanie nerwowe... Dziś Ania Rusowicz odnalazła siebie.

Ania Rusowicz

Ania Rusowicz

fot. K.KORGUL/STUDIO 69

Sympatyczna dziewczyna z kruczoczarnymi włosami. Na powiekach grube czarne kreski l la Kleopatra. Ania Rusowicz do złudzenia przypomina mamę, wielką gwiazdę polskiego bigbitu lat 60.i 70. Adę Rusowicz. Te same, trochę egzotyczne rysy i charakterystyczny głos retro. Jednak jej droga do muzycznego sukcesu była dłuższa niż mamy. I o wiele bardziej wyboista...

Mama za szybą
Największa tragedia spotkała Anię, gdy miała zaledwie siedem lat. Jej mama zginęła wówczas w wypadku samochodowym. 1 stycznia 1991 r. Ada Rusowicz i jej mąż (a zarazem estradowy partner, z którym występowała w zespole Niebiesko-Czarni) Wojciech Korda wracali z sylwestrowego koncertu w Warszawie do rodzinnego Poznania. Samochód, którym jechali, rozbił się. Śmierci uniknął tylko Wojciech Korda. Znajomi pary zginęli na miejscu, Ada zmarła w szpitalu, nie odzyskawszy przytomności. Ania Rusowicz pamięta ten dzień, jakby to było wczoraj. „Siedziałam w domu z babcią i starszym o sześć lat bratem Bartkiem. Najpierw przyjechał zespół, przywieźli nam różne gadżety, cylindry, kule z sylwestra. Rodzice mieli przyjechać zaraz po nich. Babcia czekała z kolacją. Nagle w drzwiach stanął ojciec, powiedział, że był wypadek i mamę zawieźli do szpitala. Czekaliśmy na jakieś wieści, wkrótce zadzwonili, że mama nie żyje. Potem pamiętam wszystko jak przez mgłę, płacz babci, ciotek, pogrzeb. Mama leżała w kaplicy w otwartej trumnie, za szybą. Wydawało mi się, że śpi. Nie rozumiałam, co to znaczy, że mama nie żyje. Wydawało mi się: no dobra, nie żyje, ale zaraz przyjdzie do domu. Nie umiałam tego powiązać. Nikt ze mną nie porozmawiał. W tym całym zgiełku byliśmy z bratem sami. Nie chcieliśmy przeszkadzać, żadne z nas nie płakało...”, wspominała Ania w „Wysokich Obcasach”. Po pogrzebie Ady Wojciech Korda zrzekł się praw do córki. Tłumaczył się potem, że był w szoku i podpisywał papiery nieświadomie. Prawdą jednak jest, że nigdy nie próbował nawet kontaktować się ze swoją córką.

Świat się zawalił
Rodzinę zastępczą dla siedmioletniej dziewczynki ustalił sąd. Opiekunami Ani zostali jej ciotka, z zawodu nauczycielka, i wujek, lekarz. Przyszła piosenkarka zamieszkała z nimi najpierw w domu dziadków w Dzierzgoniu koło Malborka, potem zaś w Bydgoszczy. W ciągu paru tygodni Ania Rusowicz straciła rodziców, dom oraz... swój muzyczny świat. Wujostwo bowiem, choć bardzo ją kochało, nie podzielało marzenia Ady, aby córka poszła w jej ślady. Zresztą sama Ania też na długi czas zniechęciła się do muzyki. „W domu były instrumenty, ciągle przychodzili muzycy i grali, a mama śpiewała. Co jakiś czas rodzice jechali na koncert. Pamiętam nawet te, na które rodzice mnie zabrali. To było fajne uczucie mieć mamę piosenkarkę. Była taka ładna, miała toaletkę, stroiła się, uosabiała mój świat marzeń. Chodziłam za nią i prosiłam: »Mama, zaśpiewaj mi!«. Ona zresztą i tak cały czas nuciła różne aktualne przeboje”, wspomina Ania i przyznaje, że po śmierci mamy obraziła się na muzykę. „Nie słuchałam żadnych płyt mamy, nawet nie puszczałam radia. Znienawidziłam muzykę. Chciałam tylko uciec, aby nie mieć z nią styczności”, wspomina Ania Rusowicz. W liceum zapisała się na naukę śpiewu operowego, ale chodziła na zajęcia bez entuzjazmu, a po maturze zdała na farmację. W tym samym czasie, tuż po ukończeniu 18 lat, uznała, że należą jej się od ojca alimenty, i pozwała go w związku z tym do sądu. Wojciech Korda po zrzeczeniu się praw rodzicielskich założył nową rodzinę i nie interesował się dziećmi, które miał ze związku z Adą Rusowicz. Jak wyznaje Ania, gdy parę razy zaraz po śmierci mamy próbowała się skontaktować z tatą, nie została nawet wpuszczona do jego mieszkania.

Co sprawiło, że Ania Rusowicz powróciła do śpiewania? Czytaj dalej...


Muzyka na ratunek
Po dwóch latach studiów farmaceutycznych Ania Rusowicz przeżyła załamanie nerwowe. „Przyszła taka deprecha, taki dół, że już nie dałam rady. Nie wiedziałam, kim jestem i co mam w życiu robić. Podświadomie czułam, że powinnam śpiewać, ale temu zaprzeczałam. Rzuciłam studia, było mi strasznie ciężko. Potwornie brakowało mi matki”, wspomina Ania. Jej marazm trwał osiem miesięcy. Energię do życia odzyskała nieoczekiwanie za sprawą muzyki. „Poznałam ludzi, dzięki którym zaczęłam grać w klubach na fortepianie”, wspomina Ania. Potem szczęśliwy los zetknął ją z hiphopową grupą Dezire, która szukała wokalistki. Zaczęli razem występować. Ania i jej brat Bartek zdecydowali się wtedy przyjąć nazwisko matki – Rusowicz – z którą o wiele bardziej się utożsamiali, i zrezygnowali z nazwiska po ojcu – Kędziora. Wspólna praca zaś zbliżyła wokalistkę z perkusistą Hubertem Gasiulem, za którego wkrótce wyszła za mąż. Razem przeprowadzili się do Warszawy. Poznała wówczas swoich teściów, z zawodu psychologów. Kontakt z nimi zachęcił ją do podjęcia drugich studiów – psychologicznych. Studia, terapia oraz długie rozmowy z bliskimi pomogły Ani Rusowicz uporać się z traumami z dzieciństwa.

Do poczucia pełni brakowało jednak wciąż kontaktu z mamą. Ania przełamała się i zaczęła słuchać jej piosenek. Im dłużej poznawała twórczość mamy, tym bardziej cierpiała, że popularna nigdyś Ada Rusowicz jest tak zapomnianą artystką. 20. rocznica śmierci mamy, przypadająca w 2011 roku, zainspirowała Anię, by coś zrobić dla jej pamięci. Przekonała wtedy Telewizję Polską, by podczas festiwalu w Opolu zorganizować minirecital składający się z najsłynniejszych przebojów Ady. Koncert udał się znakomicie. Pomógł on Ani przekonać wytwórnię płytową Universal do wydania płyty, na której znalazło się sześć piosenek Ady w nowych wersjach Ani. Pozostałe sześć utworów na krążku to autorskie kompozycje wokalistki utrzymane w stylistyce bigbitowej. Promowany piosenką „Ja i ty”, w teledysku do której wystąpił Lesław Żurek, album „Mój big-bit” ukazał się jesienią i z miejsca podbił serca słuchaczy. Anię Rusowicz uznano za objawienie muzyczne roku.

– Gdyby czyjekolwiek losy zależały ode mnie, to natychmiast zająłbym się Anią, bo co najmniej połowa problemu z odkryciem nowej gwiazdy jest w jej wypadku załatwiona przez naturę: głos, uroda i poczucie humoru. To są rzeczy w uzbrojeniu tej dziewczyny gotowe do użycia natychmiast. I one składają się na talent, który wyczuwam nosem na kilkaset kilometrów – mówi o Ani Rusowicz Zbigniew Hołdys. Robert Kozyra, były szef Radia Zet, także jest pod wrażeniem potencjału muzycznego Rusowicz. – Od razu zwróciła moją uwagę. Ma talent, bardzo ciekawy głos i jest niezwykle dojrzała muzycznie – mówi „Party” juror programu „X Factor” i współautor sukcesów wielu rodzimych artystów.

Teraz Ania Rusowicz stoi przed kolejnym wyzwaniem. Akademia Fonograficzna, składająca się z największych autorytetów polskiego przemysłu muzycznego, wyróżniła ją w tym roku aż siedmioma nominacjami do przyznawanej przez siebie prestiżowej nagrody Fryderyk. Młoda Rusowicz ma szansę zostać m.in. najlepszą autorką, wokalistką i debiutantką roku. Czy jesteśmy świadkami narodzin tak wielkiej gwiazdy, jaką kilkadziesiąt lat temu była jej mama? Cóż, wszystko na to wskazuje!

Oceń 5,00 / 8 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj

Przepis Beaty Pawlikowskiej: koktajl z awokado, melona i pomarańczy

 

Zobacz także

 
 
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia: