Filip Bobek: Trudno ze mną wytrzymać

16.04.2010

Bardzo gorąca rozmowa o Bobku introwertyku i Bobku ekstrawertyku, a także o utracie dziewictwa. Dodatkowo sprawdzamy, co robi amant po godzinach.

Filip Bobek

Filip Bobek

fot. Piotr Porębski / METALUNA

– Nie udzielałeś dotąd długich wywiadów. Jesteś więc taką medialną dziewicą.
Filip Bobek:
Dobrze się zaczyna (śmiech).

– Ale pozbawianie dziewictwa może być bolesne!
Filip Bobek:
Chyba nie mam wyjścia. Poddaję się! Rozumiem, że chcesz ze mnie wycisnąć tyle, ile się da? Chociaż to ja wolałbym zadawać pytania.

– Kobiety natomiast chciałyby wiedzieć, jaki jest naprawdę facet, z którym 90 procent umówiłoby się na randkę.
Filip Bobek:
Może by się rozczarowały, bo tak zwana miła powierzchowność nie do końca przekłada się na to, co siedzi wewnątrz człowieka. Już dwa razy usłyszałem, że wyglądam tak łagodnie, ale na dłuższą metę trudno ze mną wytrzymać.

–  Z Tobą? Trudno?
Filip Bobek:
No widzisz, jak pozory mylą. Nie każdy potrafi to znieść, że sam lubię decydować, kiedy potrzebuję przestrzeni i  wolnego czasu. Potrafię się od wszystkich odciąć, żeby wypocząć po pracy… albo po ciężkim wywiadzie (śmiech).

– Po naszym będziesz tydzień wypoczywał?
Filip Bobek:
Po naszym idę gotować, bo już obiecałem. Nieskromnie powiem, że robię to dobrze. Gotować nauczyłem się na studiach, kiedy z niczego trzeba było zrobić coś. Właściwie cały czas eksperymentuję w kuchni. Łączę smaki. W książkach kucharskich z różnych stron świata podpatruję przepisy. Jeśli coś wpadnie mi w oko, próbuję przenieść to do swojej kuchni, na przykład kurczaka, do którego zawsze dodaję coś swojego, co będzie w kontrze do podstawowego smaku – pomarańcze, trochę imbiru. Często pomagam znajomym w kuchni. Sprawia mi to przyjemność – a jeszcze większą tym, którzy nie muszą gotować. Będziemy dzisiaj obchodzić trzydziestkę koleżanki.

– Mówi się, że jak ktoś kocha, to karmi?
Filip Bobek:
A to ładne. Może coś w tym jest? Ale to naprawdę tylko moja koleżanka.

– Panie się ucieszą. Marzyłeś o tym, że staniesz się ich idolem?
Filip Bobek:
Tak, wiedziałem to od czwartego roku życia (śmiech). Ani nie marzyłem, ani nie sądziłem, że się nim stanę. Pamiętajmy, że zaczyna się kolejny sezon, a wraz z nim przychodzi nowy idol. Są to tytuły chwilowe i nie przywiązuję do nich większej wagi. Wolę być po prostu dobrym aktorem.

– Gorsza jednak byłaby anonimowość? Robisz dyplom, oczekujesz propozycji, a tu cisza. Można się załamać?
Filip Bobek:
Zderzenie z rzeczywistością po skończeniu studiów nie było łatwe.  Pamiętam, jaki byłem szczęśliwy, gdy zaangażowano mnie do teatru w Poznaniu. Pisałem e-maile do dyrektora. Twierdził, że pierwszego nie dostał. Wysłałem go więc ponownie. W sumie napisałem ich pięć, zanim umówił się ze mną na spotkanie.

– Byłeś bardzo zdeterminowany?
Filip Bobek:
Bałem się, że w ogóle nie dostanę pracy. I co wtedy? Wrócić do domu, na Wybrzeże? Podjąć jakieś „normalne” studia? Moi rodzice byli przekonani, że będę studiował coś w Gdańsku, bo tam mieszkaliśmy. Mama,  jak usłyszała o Akademii Teatralnej w Warszawie, zaprotestowała: „Absolutnie nie!”. Ojciec powiedział krótko: „Tylko pamiętaj, jak ci nie wyjdzie, nie miej do nas pretensji. To twój wybór”. Ojciec ma konkretny zawód – mechanik samochodowy. A aktor? Właściwie przez półtora roku pracy nie miałem. Zapisanie się nawet do najlepszej agencji aktorskiej wcale nie ułatwia startu. Zaczynasz główkować. Zadajesz sobie konkretne pytania: co dalej?

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>

Oceń 4,87 / 110 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj
Redakcja poleca
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia: