Niepokorny Marcin Dorociński

13.02.2009

Choć Marcin Dorociński jest obecnie najbardziej rozchwytywanym aktorem, unika mediów jak ognia

Marcin Dorociński

Marcin Dorociński

fot. ONS

Marcin Dorociński (36) spełnia wszystkie warunki, żeby grać klasycznych amantów. Ma 183 centymetry wzrostu, granatowe oczy i powłóczyste spojrzenie, od którego kobietom uginają się kolana. Wszystkie z wyjątkiem jednego – nie ma w sobie nic z gwiazdora! Jest odporny na komplementy, niechętnie udziela wywiadów, nie bywa na bankietach, nie jest też bohaterem skandali.

– Nadmierna popularność mnie peszy. Podchodzę do niej z dystansem, bo wiem, że wszystko jest ulotne i nie ma się czym specjalnie ekscytować. Potrzeba umiaru, aby się w sobie nie rozkochać. Komplementy powinny tylko upewniać człowieka w przekonaniu, że to, co robi, robi dobrze. Najważniejsze w moim zawodzie to się skupiać, a nie kokietować – mówi „Party” aktor. – Najpiękniejszym komplementem, jaki zdarza mi się ostatnio usłyszeć, jest taki, że jestem dobrym ojcem i sprawdzam się w tej roli. Uśmiech moich dzieci jest chyba tego najlepszym dowodem. Śmiało mogę przyznać, że ostatnio oprócz pracy bycie tatą zdecydowanie najbardziej mnie kręci – dodaje Marcin Dorociński.

Głowa rodziny

Marcin Dorociński ma dwoje dzieci, dwuletniego Stasia i czteromiesięczną Janinkę. O narodzinach dziewczynki Polska dowiedziała się przypadkiem. Podczas Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni to kolega Eryk Lubos (zagrali razem w „Boisku bezdomnych”) zdradził sekret, gratulując Marcinowi córeczki.

Maluchy są największą miłością Marcina Dorocińskiego i to im gwiazda „Pitbulla” poświęca każdą wolną chwilę. – Gdy pojawiają się dzieci, na pewno zmieniają się priorytety. Bardzo długo czekałem na moment, w którym zostanę ojcem. Spełniło się moje największe marzenie i to jest cudowne – zdradza nam aktor. W oczach kolegów Marcin uchodzi za wzór ojca. Kochający, troskliwy i czuły. – Wychowanie dzieci to naprawdę ciężka praca. Człowiek każdego dnia na nowo uczy się być rodzicem. Małe dzieci nie są robotami i nie zawsze chcą współpracować tak, jakby się tego od nich oczekiwało – przyznaje.

Buntownik z wyboru

Już jako nastolatek Marcin Dorociński lubił się wyróżniać. Kiedy wszyscy nosili ogolone głowy, on zapuścił długie włosy. Wraz z kolegami z rodzinnego Kłudzienka założył pseudorockowy zespół. Spotykali się w domach i na „udawanych” instrumentach grali koncerty. – Wujek kolegi zrobił nam dwie drewniane gitary. Ja byłem wokalistą i zdarzyło nam się nawet napisać kilka rockandrollowych tekstów, ale nie mogę ich zacytować (śmiech). Przechodziłem wtedy fascynację zespołem U2. Potem zmienił mi się muzyczny gust – opowiada Dorociński. Marcin oprócz starych zespołów rockowych lubi również polski i zagraniczny hip-hop. Poza tym wielką pasją serialowego Despera jest sport oraz samochody. – Jako nastolatek grałem w koszykówkę, ping-ponga i hokeja. Kiedyś kopałem piłkę w Reprezentacji Artystów Polskich, teraz często chodzę na treningi do Reprezentacji Dziennikarzy. Na boisku ciągle czuję się jak mały chłopiec – mówi w rozmowie z „Party”. 

Oceń 3,67 / 39 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia: