Danuta Grechuta - "Marek tylko wyjechał..."

24.11.2008

Danuta Grechuta nie słucha piosenek Marka. Wyłącza radio. Ciągle myśli, że on jest „gdzieś w Polsce” na koncercie. Że niedługo wróci.

Danuta i Marek byli małżeństwem 36 lat. „Moja święta żona”, tak o niej mówił.

– Jak się żyje bez Marka?
Danuta Grechuta:
To dopiero dwa lata. Ciągle nie może dotrzeć do mnie, że go nie ma. Ciągle widzę go żywego. Pierwsze pół roku było najtrudniejsze. Nie mogłam słuchać jego piosenek. W samochodzie włączam radio – głos Marka. W domu telewizor – głos Marka. Wyłączałam więc. Teraz już jest spokojniej. Może dzięki działaniom, jakie podjęłam. Już drugi raz zorganizowałam koncert galowy upamiętniający rocznicę jego śmierci. Rok temu był kameralny. Ale w tym zamienił się w Festiwal Twórczości Marka Grechuty. Bardzo mi pomogła Anna Treter wraz ze swoją fundacją Piosenkarnia promującą młode talenty. Bałyśmy się, że nie będzie chętnych wykonawców, a tymczasem ich ilość przeszła najśmielsze oczekiwania. Na festiwalu zaprezentowano całą gamę dokonań artystycznych Marka – kompozycje, teksty, piosenki i malarstwo. Widziała pani jego obrazy?

– Widziałam. Był utalentowany.
Danuta Grechuta:
Tak. I najlepsze, co mogłam zrobić, to pokazać dzieła Marka na szerokim forum. Poczułam się, jakby nie umarł, tylko po prostu wyjechał.

– Byliście razem całe dorosłe życie.
Danuta Grechuta:
Poznaliśmy się w 1967, pobraliśmy w 1970. Licząc od ślubu – 36 lat. Kiedy się spotkaliśmy, oboje byliśmy na studiach. On na architekturze, ja na pedagogice. Marek wprawdzie śpiewał w kabarecie studenckim Anawa, ale nie sądziłam, że to będzie jego przyszłość. Ślub wzięliśmy właściwie dla mieszkania.

– Dla mieszkania?
Danuta Grechuta:
Chodziło o metraż. Pamiętam, jak Marek powiedział: „Słuchaj, mam dostać mieszkanie, ale jeśli nie weźmiemy ślubu, to dadzą mi tylko garsonierę”. Każdy miał prawo do ściśle określonej powierzchni. Urzędy decydowały o całym ludzkim życiu. Pobraliśmy się więc pośpiesznie.

– Zdecydowałaby się Pani wyjść za Marka, gdyby wtedy było wiadomo, że będzie artystą?
Danuta Grechuta:
Zdecydowałam się niezależnie od tego, kim miał zostać. To przeobrażenie z architekta w artystę działo się na moich oczach. Stawał się coraz bardziej popularny. Tylko że traktowaliśmy to jako urozmaicenie. Potem to potoczyło się jak kula śniegowa.

– A Panią to przerażało?
Danuta Grechuta:
Chyba tak, bo gdy patrzę teraz na nas z perspektywy, to podziwiam siebie z tamtych lat. Ten wybuch popularności mógł całkiem zawrócić nam w głowie. Ale nie zawrócił. Głównie dzięki temu, że Marek miał dystans do siebie i sławy, tak jakby ta popularność go w ogóle nie interesowała. On nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego piosenki są takimi przebojami.

– Trudno w to uwierzyć.
Danuta Grechuta:
Naprawdę. Nawet ostatnio, gdy Marek nagrał piosenkę „Kraków” z zespołem Myslovitz, dopiero od znajomych dowiedzieliśmy się, że to taki przebój. Myśmy żyli normalnie, bez gwiazdorzenia. Estrada to estrada. A dom to dom. Nie wytrzymałabym z rockandrollowcem na co dzień.

– Prowadziliście dwa równoległe życia?
Danuta Grechuta:
Tak to wyglądało. W domu musiał być spokój, odpoczynek. Zresztą Marek był domatorem. Lubił usiąść na kanapie, coś tam opisać albo obejrzeć ukochany sport. Zagrać w brydża. Takie nieszkodliwe przyjemności. Ludzi wprawiało to w zdumienie. Kiedyś jeden aktor nie wytrzymał: „Jak wy umiecie tak sobie zwyczajnie żyć? On je ciastka, ty robisz na szydełku”.

– Robi Pani na szydełku? Serio?
Danuta Grechuta:
Wtedy wszystko robiłam. Suknie, spódniczki – taka moda była. Pamiętam, że chodziłam w mini. A ludzie uważali, że jak artysta, to powinien szaleć.

– Jeść kawior i popijać go koniakiem?
Danuta Grechuta:
Mniej więcej. A jego żona powinna być ekscentryczną Dagny Przybyszewską jeżdżącą po ciuchy do Paryża.

– Tymczasem Pani była kotwicą trzymającą rodzinę blisko ziemi?
Danuta Grechuta:
Na pewno nie mogłam lewitować, bo skończyłoby się to katastrofą.

– Ale podobno prowadziliście dom otwarty, tak zwany na szlaku. Każdy mógł wpaść bez zapowiedzi? Zwłaszcza artyści z Piwnicy pod Baranami?
Danuta Grechuta:
Bywało, że wpadali, jeszcze kiedy mieszkaliśmy w starym domu, blisko Rynku. Pamiętam, że kiedy przychodził Piotr Skrzynecki, to noc miałam z głowy. Marek szedł spać, a ja siedziałam ze Skrzyneckim, który miał zwyczaj rozmawiać do rana. Próbowałam go wyprowadzić: „Chodź, Piotr, odprowadzę cię do domu”. Potem on mnie odprowadzał. I znowu ja jego. Tak obracaliśmy ze cztery razy, aż zaczynało świtać.

– Poświęcała się Pani?
Danuta Grechuta:
Złożyłam swoje ciało na ołtarzu sztuki. Całe życie złożyłam. To oznaczało prowadzenie przedsiębiorstwa. Dzień i noc odbieranie telefonów. Kontrakty, umowy, zwłaszcza po 1990 roku, kiedy już można było działać pod własnym szyldem, a nie Estrady czy Pagartu.

Krystyna Pytlakowska / Viva
Oceń artykuł 45 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia:
Opinie
Gość2013.01.29 02:50
Grechuta to symbol polskiej poezji spiewanej-w zasadzie JEDYNY;po Niemenie spiewak polskiej literatury - przed Markiem nie bylo,i po jego odejsciu, nie bedzie kogos,kto potrafi milosc w slowach przekazac, Marek Grechuta mial milosc w oczach-pani Danusiu,-Marek odszedl,ale nas nie zosztawil-on jest nadal miedzy nami .Dziekuje Pani za to piekno, ktore pani maz nam dawal i zostawil, bo to pani byla jego Muza i natchnieniem.Zycze pani,pani Danusiu przepieknych wspomnien i snow o pani mezu a naszym romantyku.-prezydentow sie zapomina,ale romantykow jak pani maz nie zapomina sie NIGDY. Zycze pani wiele zdrowych lat zycia. jan tyczka.
Gość2012.04.18 14:09
Tak
Alicja 2010.10.05 21:26
Wspaniala Kobieta :) Wiele serdecznosci dla Pani , Pani Danuto :) Strasznie brakuje mi Obecnosci Pana Marka , codziennie slucham Jego utworow :) Sa dla mnie jak balsam !
Ignac2009.11.14 17:59
Bodbudowal mnie.
2009.06.07 20:26
uwielbiałam go
Agnieszka2009.02.01 19:18
P.Danuto!!Wszystkiego dobrego!!
2008.12.27 14:49
niesamowita kobieta, niesamowite slowa, niesamowita para.
duje draganija2008.11.26 12:05
Fantastyczny wywiad momentami wzruszajacy
Raport specjalny
Video
Frąckowiak rozpływa się nad nowym facetem