Jolanta Rutowicz: "Ogólnie nie płaczę"

16.10.2008

Przekrój wysłał Piotra Najsztuba w podróż do gwiazd, a właściwie do wnętrza gwiazdy. Bo Jolanta Rutowicz jest gwiazdą, skoro lansuje ją publiczna telewizja.

Jolanta Rutowicz

Jolanta Rutowicz

fot. ONS

Wiele przywiózł z tej wyprawy, choć gwiazda go zniechęcała: „Nie będę się tłumaczyła, co mam w środku, ludzie już mnie tyle razy oglądali i wiedzą, co mam w środku”.

– Co pani robi w telewizji, jak pani by to nazwała?
Jolanta Rutowicz:
No, proszę... Nie zadawaj mi takich pytań... Zostałam tak naprawdę zgarnięta z ulicy, ja się nie pchałam. No, co ja robię...? Zostałam zgarnięta po prostu.

– Ale nie z ulicy przecież?
Jolanta Rutowicz:
Trafiłam do telewizji z castingu w Londynie.

– Ale musiała pani... musiałaś przyjść na ten casting.
Jolanta Rutowicz:
Przyszłam, ponieważ zawsze uważałam, że jestem gdzieś na swój sposób inna. Wtedy w ogóle próbowałam się dostać do „Big Brothera” w Anglii i się dostałam, tylko nie miałam papierów rezydenta, byłam dzieckiem, więc nie mogłam występować. A już na tym castingu w Londynie producenci mnie chcieli.

– Ale po co się pchałaś do telewizji, bo człowieka różne powody tam pchają. Ciebie co?
Jolanta Rutowicz:
Uważam, że jest za mało ludzi pozytywnie nakręconych, takich jak ja, i wiedziałam, że jestem potrzebna w takim „Big Brotherze”. Wiedziałam, że się mogę tam spełnić i że na swój sposób jestem jakimś tam fenomenem.

– Ale jakim, czego fenomenem?
Jolanta Rutowicz:
Fenomenem siebie, tego, że jestem w jakiś sposób inna i świetnie się w tym odnajduję. Czego jeszcze? Może szczerości, może pozytywnej energii, wariacji itd. Mieszkałam cztery lata za granicą, więc mam porównanie, jakie życie jest tam, a jakie w Polsce. Tutaj jest mnóstwo szarych ludzi i oni wiecznie się o coś martwią. Ja nigdy w życiu nie miałam problemów i podchodzę do wszystkiego z uśmiechem.

– Dlaczego taka jesteś? Taki miałaś dom, rodziców?
Jolanta Rutowicz:
Nie będziemy tutaj mówić o mojej rodzinie, nie po to tutaj jestem.

– Ale może jesteś taka, bo takie miałaś dzieciństwo?
Jolanta Rutowicz:
Może... Jestem najmłodsza, więc gdzieś tam rozpieszczona. Zawsze się czułam bardzo kochanym dzieckiem. I zawsze miałam to, co chciałam. Więc uważam, że każdy powinien brnąć do celu, bo jeżeli się czegoś bardzo chce, to się to osiągnie. I ja się naprawdę nie pcham do telewizji, to telewizja gdzieś tam chwyta mnie, gdzie tylko może.

– Nie, chodziłaś na castingi, więc się pchałaś.
Jolanta Rutowicz:
To był jeden casting... Ale wiesz, o co chodzi? Że ja nadal jestem i tak naprawdę nie wiem czemu... Dlaczego ciągle ktoś mnie chce itd., skoro tak naprawdę pojawiłam się nagle i pochodzę tylko z castingu z „Big Brothera”?

– Nie boisz się, że nagle przestaną cię chcieć?
Jolanta Rutowicz:
I co z tego, jeżeli tak się stanie? Ja się nie pcham do telewizji.

– Twoje życie nie będzie wtedy puste?
Jolanta Rutowicz:
Dlaczego puste?

– Dzisiaj wypełnia je telewizja.
Jolanta Rutowicz:
Ale ja nie jestem pustym człowiekiem. A telewizja nie jest fajna, show-biznes nie jest fajny...


– Bo?
Jolanta Rutowicz:
To jest wszystko zakłamane.

– A ty nie jesteś zakłamana?
Jolanta Rutowicz:
Nie, dlaczego, z której strony, widać coś?

– Na czym to zakłamanie mediów polega?
Jolanta Rutowicz:
Wiesz co, to oni chyba robią szum, promują ludzi i to oni ze mnie robią tak naprawdę wariatkę. Media mają zajebisty wpływ i to one kreują wszystko. Dużo jest kłamstw i dużo jest takiego szajsu. I dlatego tak do końca mi się to nie podoba.

– Mówisz, że w Polsce ludzie są szarzy. W Anglii znajdowałaś podobne do siebie osoby?
Jolanta Rutowicz:
Pewnie. Jest taka ulica Camden Town, gdzie jest mnóstwo fajnych sklepów, z gadżetami i w ogóle. Tam pracuje mnóstwo kolorowych ludzi, fajnych, uśmiechniętych, ubranych tak, jak tylko chcą. U nas w Polsce jest za mało takiej pozytywnej energii. Młodzież w Polsce jest tak naprawdę zahamowana, ciężko młodzieży się przebić, wybić itd. I przez to jest Polska taka wycofana. Powinniśmy dawać z siebie więcej...

– Ile miałaś lat, jak wyjechałaś?
Jolanta Rutowicz:
18.

– To długo czekałaś.
Jolanta Rutowicz:
Musiałam skończyć szkołę, maturę.

– Jednak.
Jolanta Rutowicz:
Oczywiście. Skończyłam szkołę i fruuu.

– Mówisz, że media kreują. Ale sama o to zabiegasz, kiedy „Super Express” drukuje w odcinkach historię twojego związku z Jakimowiczem, potem rozstania...
Jolanta Rutowicz:
Tak, bo chciałam to światu oświadczyć. I oświadczyłam to. Nie żałuję tego, bo to była historia naprawdę prawdziwa, bo my naprawdę z Jarkiem się spotykaliśmy i naprawdę przewidziałam na oczy, zostawiłam go i w ogóle nie żałuję. A w ogóle to jest szuja medialna.

– Nie ma w tobie wstydu, że jednak nie powinno się o takich rzeczach mówić publicznie?
Jolanta Rutowicz:
A dlaczego nie?

– A dlaczego tak?
Jolanta Rutowicz:
A czy można robić takie świństwa, być z kimś, aby tylko przetrwać medialnie albo otworzyć sobie ścieżki, albo zarobić kasę?!

– Wtedy trzeba się rozstać, ale może nie robić z tego serialu w gazecie?
Jolanta Rutowicz:
Należał mu się ten serial.

– Po prostu zemsta.
Jolanta Rutowicz:
Zemsta. Mówię to, co myślę, to dlaczego miałam tego nie powiedzieć, skoro okazał się chamem wykorzystującym kobiety, więc odkryłam tego człowieka do końca.

– Jesteś gotowa o wszystkich swoich intymnych perypetiach opowiadać publicznie?
Jolanta Rutowicz:
Proszę cię... W mediach jest coś intymnego w ogóle? Człowieku! Co ty mówisz w ogóle. W mediach nikt nie ma swojej prywatności.

– A ty w ogóle masz jakąś prywatność?
Jolanta Rutowicz:
Oczywiście, że tak.

– Przeczytałem, że nie zamierzasz pójść z mężczyzną do łóżka przed zamążpójściem. Czy to jest ta sfera prywatna i czy to prawda przede wszystkim?
Jolanta Rutowicz:
Sam odpowiedz sobie na to pytanie.

– Teraz weryfikuję medialną informację, siedzisz naprzeciwko mnie i pytam. To prawda czy część twojej legendy?
Jolanta Rutowicz:
No, część mojej legendy. I na tym koniec, bo do końca legendy nie można poznać, legenda musi mieć swoją nutkę tajemniczości.


– Tobie w jakimś sensie się udało, jesteś słynna. Dlaczego? Co masz w środku?
Jolanta Rutowicz:
Nie będę się teraz tłumaczyła, co mam w środku, ludzie już mnie tyle razy oglądali i wiedzą, co mam w środku. Mam serce, wątrobę i resztę.

– A jakieś lęki?
Jolanta Rutowicz:
Ale czego mam się bać?!

– Że na przykład będziesz stara, samotna i brzydka.
Jolanta Rutowicz:
Będę na pewno starsza, piękna i kochana. Jestem silną osobowością i nie ma opcji, żeby gdzieś tam mnie złamać. Ogólnie nie płaczę.

– Nie ma w tobie strachu, że media się tobą pobawią jak zabawką, a potem wyplują tak po prostu?
Jolanta Rutowicz:
A skąd wiesz, czy ja się nie pobawię mediami i ja ich nie wypluję?

– A tak jest?
Jolanta Rutowicz:
Nie wiem, ty mi powiedz. Media strasznie mnie zaatakowały, tak nagle, i mnie to męczy. Czasem po prostu nie daję sobie rady, za daleko to wszystko zaszło i za szybko. A teraz jeszcze ten taniec na lodzie...

– Dlaczego w tym programie jesteście tacy chamscy wobec siebie?
Jolanta Rutowicz:
Chamami to są jurorzy. My nie możemy z Gosią Andrzejewicz tylko się uśmiechnąć i zejść z lodu.

– Mówiłaś, że to za daleko zaszło i za szybko...
Jolanta Rutowicz:
To się stało nagle, wyszłam z „Big Brothera” i nagle pach, ciach już jestem sławna, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ja w ogóle przez pierwsze dwa tygodnie nie mogłam dojść do siebie, siedziałam w domu, nie chciałam wyjść, bo ja się nie mogłam z tym pogodzić. Pierwsze moje wyjście z domu było do lasu.

– I co w tym lesie sobie myślałaś?
Jolanta Rutowicz:
Co się dzieje?! Dlaczego nagle wszyscy mnie znają...?!

– Gdybyś miała powiedzieć, czym jest twoja sława, to co byś powiedziała?
Jolanta Rutowicz:
Wyścig i zabawa. Show-biznes sam się kręci, my, sławni, nie mamy żadnego na to wpływu. Sława nie do końca przedstawia nas takimi, jacy jesteśmy. I to nie jest wcale fajne. Ma dwie różne strony. Mam mnóstwo fajnych fanów, ludzie na ulicach gratulują mi, podchodzą, zazdroszczą mi tej energii, życzą powodzenia, a w Internecie jest mnóstwo chamstwa na mój temat.

– Myślisz, że jeszcze potrafisz nie być sławna?
Jolanta Rutowicz:
Potrafię. Nie będę mieszkała w Polsce, jestem gotowa spakować się i wyjechać sobie nagle do Hiszpanii, do Barcelony, i tam mieszkać. Nie jest tak, że się chwytam rękoma i nogami tutaj sławy. To nie są wartości najważniejsze w życiu.

– Co jest ważniejsze?
Jolanta Rutowicz:
Chcę być szczęśliwa sama w sobie. Moje życie prywatne jest inne niż teraz, ten czas jest dla mediów. Osoby tego pokroju jak ja czy Rabczewska do końca nie są sobą, odgrywają takie chamstwo, po to żeby przetrwać, po to żeby się pisało. Jej to pasuje, jest zabawką, pajacykiem.

– Ty też jesteś zabawką?
Jolanta Rutowicz:
Może tak być... Ale za długo nie chcę nią być i jeżeli będzie trzeba, to ja to przerwę.

– Przerwiesz i co? Coś umiesz robić?
Jolanta Rutowicz:
Mnóstwo ludzi zadaje mi pytanie, co ja robię w mediach, skoro nic nie robię, jak to jest możliwe, że ja jestem sławna... Co potrafię robić? Każdy człowiek potrafi coś robić, nie pytaj mnie o takie rzeczy, nie będę ci się tłumaczyła, że potrafię obsługiwać jakiś tam program komputerowy czy jestem zajebistym kierowcą.


– Pytam o to, bo ludzie sobie wyobrażają, że żeby zrobić karierę w telewizji, to trzeba coś umieć robić.
Jolanta Rutowicz:
Mylą się. Bo co ja naprawdę teraz robię? Nic nie robię, a media ganiają jak psy za mną i w ogóle jestem kimś. I to jest fajne dla tych ludzi, którzy nie są jeszcze artystami, jeszcze nic nie potrafią robić jak ja, ale już mają jakąś pałeczkę w ręku. Im chciałabym dać taki przekaz, że po prostu wystarczy być sobą, być pewnym siebie, a jesteśmy w stanie coś osiągnąć, bo ja wiele osiągnęłam. Dopiero teraz mogę się zastanowić, co dalej z sobą zrobić, co dalej potrafię robić, bo potrafię. Tylko nie mam czasu, żeby zacząć się zastanawiać. Bo „Big Brother VIP”, program „Jola i Jarek”, „Gwiazdy tańczą na lodzie”, nie mogę dojść do siebie, że jestem popularna... A tu jeszcze Włodzimierz Szaranowicz, człowiek, który mnie nie zna, mówi, że jestem nikim, że mam się czymś zająć. Jestem zajęta, jestem człowiekiem, jestem Jola Rutowicz. Jak jeszcze raz powie „nikim”, to mu przejadę pazurami po tej jego brodzie!

– A czemu nosisz takie długie paznokcie, tipsy?
Jolanta Rutowicz:
Ja je uwielbiam, są całe moje.

– Jak różowy jednorożec, którego wszędzie ze sobą nosisz?
Jolanta Rutowicz:
Jestem małym dzieckiem, fajnie mi z tym koniem, leży koło mnie, po lewej stronie mojego wielkiego, zajebistego łóżka z baldachimem różowym, leży koło mnie i go przytulam, całuję i co z tego?

– Też z nim rozmawiasz?
Jolanta Rutowicz:
Przez to medialne szaleństwo nie mam ostatnio nawet na to czasu. Wcześniej rozmawiałam z nim często. Koń przyjechał ze mną z Anglii.

– Jednorożec. Czujesz się mniej samotna dzięki niemu?
Jolanta Rutowicz:
Ale ja nie jestem samotna! Ja mam fanów! Podszedł do mnie mój fan na ulicy i powiedział: „Kurde, Jolanta, żeby takich wariatów jak ty pokazywali częściej, świat by inaczej wyglądał”. Oczywiście niektórzy mnie mają za jakiegoś debila i w ogóle...

– Przejmujesz się, kiedy mówią, że jesteś debilką?
Jolanta Rutowicz:
Nie, przecież znam siebie, swoją wartość! Dostaję mnóstwo maili, piszą mi dzieci, które mają 16 lat: „Jolanta, ja już się nie przejmuję tym, co o mnie mówią, ile ty mi energii dałaś!”. Ja naprawdę mam głowę w chmurach, bardzo kocham siebie, mam swoje wartości, bardzo się dobrze czuję ze sobą, jestem z siebie bardzo dumna za to, jaka jestem, że nie wstydzę się mówić, że śpię z misiem i w ogóle.

– Masz marzenie, jakieś konkretne, które chciałabyś zrealizować?
Jolanta Rutowicz:
Nie mam marzeń, ja mam cele, które realizuję, zawsze miałam, co chciałam.

– Co jest następnym celem?
Jolanta Rutowicz:
Może po prostu polecę w kosmos na chwilę, zobaczyć, co się dzieje...

– To kosztuje około 20 milionów dolarów. Jak byś chciała te pieniądze zdobyć?
Jolanta Rutowicz:
Przecież cokolwiek zrobię, to mi płacą! Dam sobie radę.

– Masz przekonanie, że jesteś piękną kobietą, taką się widzisz w oczach mężczyzn?
Jolanta Rutowicz:
Tak, czuję się bardzo atrakcyjnie, zresztą każda kobieta jest na swój sposób piękna, tylko musi zadbać o siebie. Zawsze miałam ogromne powodzenie, zresztą wyjechałam z kraju, bo dostałam jakiejś miksacji w swojej głowie od ilości adoratorów. Czuję się zajebiście atrakcyjną kobietą i pewną siebie. I tak będzie nie tylko w Polsce.


– Mówiłaś, że w każdej chwili możesz się spakować i wyjechać.
Jolanta Rutowicz:
Oczywiście, że tak.

– Obawiam się, że już ten moment jest za tobą, już nie zostawisz tych fanów tutaj przed hotelem, producentów telewizyjnych i nie wyjedziesz do Anglii czy do Hiszpanii. Wpadłaś już w to z kretesem.
Jolanta Rutowicz:
Boję się, że tak jest. Młodzież bardzo chce być sławna, bardzo o tym myśli i w ogóle to jest marzeniem pewnie niejednej nastolatki, ale niekiedy fajnie zostać osobą taką normalną.

– Już za późno na to w twoim przypadku?
Jolanta Rutowicz:
Chyba tak.

– Czeka cię więc nienormalność. Myślisz o tym, dokąd cię ona zaprowadzi?
Jolanta Rutowicz:
Nie mam czasu o tym myśleć.

– Bo jeździsz na łyżwach. Jeździłaś jako dziecko?
Jolanta Rutowicz:
Nigdy w życiu. Ja strasznie jestem uprzedzona do sportu, nigdy w życiu nie ćwiczyłam, zawsze byłam zwolniona z WF-u, rodzice załatwiali mi różne świstki, bo ja się nie nadawałam...

– Dlaczego?
Jolanta Rutowicz:
Bo zawsze lubię ładnie wyglądać, a WF to dresy, koszulka, włosy związane, fikołek, włos ci pójdzie nie w tę stronę, czułabym się niekomfortowo, postanowiłam zrezygnować w ogóle z WF-u.

– Teraz jest taki moment twojej sławy telewizyjnej. Może dziennikarze zaczną cię pytać o politykę, sprawy społeczne... Jesteś na to przygotowana?
Jolanta Rutowicz:
Ja ci mogę teraz powiedzieć, co myślę o polityce.

– Co myślisz o polityce?
Jolanta Rutowicz:
Nie interesuję się nią w ogóle.

– Twoi bliscy są zadowoleni z tego, co się z tobą dzieje? Wspierają cię?
Jolanta Rutowicz:
Moja siostra staje za mną murem, jest ze mnie dumna, bo wie, jaka jestem w środku.

– A jaka jesteś w środku?
Jolanta Rutowicz:
Rodzina wie. Ciągle do mnie dzwonią rodzice, mój tata jest bardzo silny i on mnie jeszcze bardziej nakręca, mówi, że jest OK, bo doszłam do czegoś.

– Do czego ty właściwie doszłaś?
Jolanta Rutowicz:
Media to nie jest jakaś supersatysfakcja, a jestem teraz w show-biznesie. Dojściem do czegoś jest rodzina...

– Czyżbyś była tradycjonalistką w środku?
Jolanta Rutowicz:
To przyjdzie z czasem, wiem, że będę.

– I żadnego strachu przed dzisiejszym zagubieniem?
Jolanta Rutowicz:
Każdemu się miesza w mózgu, każdemu.

– Tobie już się pomieszało?
Jolanta Rutowicz:
Wiem, że nie dam sobą pogrywać. Pozostanę sobą.

– A co sobie pomyślisz, jak zobaczysz któregoś dnia na ulicy małą kopię Jolanty Rutowicz, tak samo ubraną, umalowaną?
Jolanta Rutowicz:
Już są takie dziewczynki, naprawdę. Przyczepiają sobie pasemka, noszą pazurki czarne, ostry makijaż.

– I nie myślisz wtedy: zniszczyłam dziewczynę, mogła być sobą, a jest mną?
Jolanta Rutowicz:
Upodabniają się do mnie, ale w środku są sobą, nie zmieniam im charakteru, tylko dodaję pewności siebie. Nie bądź taki zacofany!  

Piotr Najsztub / Przekrój
Rozmowa odbyła się 8 października 2008 roku w Warszawie

Oceń 3,00 / 132 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj

Kuchnia Anny Jurksztowicz: surówka z kapusty

 

Zobacz także

 
 
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia: