Liliana Głąbczyńska-Komorowska - Nic nie zatrzyma jej miłości

13.08.2008

„Mój mąż Indianin? Nie jesteś na bieżąco. Rzucił mnie dla młodszej kobiety. Bałam się, jak to przetrwam, ale poznałam Bernarda. I zakochałam się”.

Liliana Głąbczyńska-Komorowska, polska aktorka od lat mieszkająca za granicą, opowiada o swoich życiowych i miłosnych perypetiach. I tylko nam pokazuje swoją rodzinę i dom w Montrealu.

– Mówią, że podpisałaś pakt z diabłem.
Liliana Głąbczyńska-Komorowska:
O, dlaczego?

– Bo jesteś wiecznie młoda.
Liliana Głąbczyńska-Komorowska:
Nie podpisywałam żadnego cyrografu, chociaż nawet moje dzieci się dziwią: „Mamo, jak ty wspaniale wyglądasz. Nasi koledzy myślą, że masz 35 lat, a my nie wyprowadzamy ich z błędu”. A tu już pięćdziesiątka na karku, zresztą można sprawdzić w Wikipedii. Ja pewnie mam tę młodość w genach.

– A może miłość konserwuje? Piszą o Tobie: uwodzicielka.
Liliana Głąbczyńska-Komorowska:
Wiesz co? Ja nigdy nie uwodzę mężczyzn, w każdym razie nie robię tego celowo. To dzieje się jakby poza mną. To ja poddaję się jakiejś nieokreślonej sile, daję się unosić na fali. Nigdy bym się nie zakochała w człowieku nieodwzajemniającym mojego uczucia. Zakochuję się dopiero w momencie, gdy poczuję z drugiej strony tę samą energię, co moja. Jej przepływ.

– W każdym razie teraz, kiedy po dwudziestu latach grasz znowu w Polsce, wszystkich zadziwiłaś. Spodziewano się zobaczyć nobliwą panią…
Liliana Głąbczyńska-Komorowska:
Nobliwa to ja nie będę. Ale może dobrze na mój wygląd wpływają bajkowe warunki życia w Kanadzie.
I moje małżeństwo, pełne czułości. Mój mąż okazuje mi ją na każdym kroku.

– Twój mąż Indianin – reżyser Christian Duguay?
Liliana Głąbczyńska-Komorowska:
Nie jesteś na bieżąco. Jeszcze publicznie o tym nie mówiłam, ale Duguay rzucił mnie po 15 latach wspólnego życia. To nie tak, że wszystko świetnie mi się układa. Swoje przeszłam.

– Wiem, że miałaś kilka poważnych związków i pewnie wiele romansów?
Liliana Głąbczyńska-Komorowska:
Nie miałam czasu na romanse, ponieważ gdy kończyła się jedna miłość, za progiem czekała już druga. Taką mam karmę chyba.

– Wiązałaś się też z mężczyznami dla kariery, jak to robi wiele aktorek? Zaraz po wyjeździe z Polski zamieszkałaś podobno z dużo starszym reżyserem Jackiem Elsnerem?
Liliana Głąbczyńska-Komorowska:
Było trochę inaczej. Poznałam go w latach 80. na przyjęciu Romana Polańskiego podczas mojego pobytu we Francji. Od razu coś między nami zaiskrzyło. Wtedy postanowiłam wyjechać. Jack czekał na mnie rok, zanim wydostałam się z Polski.

– Rzuciłaś tu wszystko. Pisano potem, że przerwałaś świetnie zapowiadającą się karierę po sukcesie w filmie „Austeria”. To nie była łatwa decyzja?
Liliana Głąbczyńska-Komorowska:
Byłam młoda, odważna, pomyślałam, że muszę zawalczyć o siebie. Tutaj się dusiłam. Po „Solidarności”, która dała nam pozór wolności, szok stanu wojennego sprawił, że poczułam się jak więzień. Popadłam w depresję, nie chciałam w tym uczestniczyć. Rodzice dali mi przyzwolenie. Poznali Jacka i stwierdzili: „Powinnaś spróbować”.

Oceń 3,85 / 48 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj
Redakcja poleca
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia: