Magda Wołłejko i Piotr Polk

07.12.2007

Magda Wołłejko i Piotr Polk wiele lat temu byli bohaterami skandalu. O rozwodzie Piotra rozpisywały się gazety. Ich miłości nie dawano szans.

Przetrwali. Dziś Magda Wołłejko i Piotr Polk mówią: „Nie ma takiego błędu i takiej lekcji, które byłyby niewarte tego, co mamy teraz”. O swoim związku opowiadają po raz pierwszy.

- Śpiewa Pan w piosence Joe Dassina: „Gdybyś nie istniała, musiałbym cię wymyślić”…
Piotr Polk:
To jedna z najpiękniejszych piosenek. Wydaje mi się, że jest w niej zawarta cała prawda o wspólnym życiu dwojga ludzi. Myślę, że takiej piosenki nie mógłby napisać 17-latek.
Magda Wołłejko: Do tej prawdy trzeba dojrzeć. Żeby wiedzieć na pewno, kogo się szuka.

– Jak się ma 20 lat, można się pomylić?
Magda
Wołłejko: Ja się pomyliłam.
Piotr Polk: Ja też się pomyliłem.
Magda Wołłejko: Ale wtedy wydawało się, że to nie pomyłka. Bo gdy się zakochujemy, to myślimy, że na zawsze. Ale czy słowo „zawsze” istnieje?
Piotr Polk: Ono jest wymyślone dla potrzeb literatury, poezji. Nie należy do nas. To przewrotność Pana Boga, że największy rozum dał człowiekowi, który już przeżył całe życie.
Magda Wołłejko: Każdy z nas uczy się na błędach i każdy musi je popełniać, żeby wyciągnąć z nich lekcje dla siebie.
Piotr Polk: Nie ma takiego błędu i takiej lekcji, które byłyby niewarte tego, co mamy teraz. A z drugiej strony – uważam, że każdy błędny krok,  każdy cios dodaje życiu wartości, uczy cenić to, co jest ważne.

– Kilkanaście lat temu byliście bohaterami „skandalu”. O rozwodzie Piotra rozpisywały się wszystkie gazety. To była ta gorzka lekcja?
Magda
Wołłejko: Jaki skandal? Odkąd istnieje świat, ludzie się schodzą, rozchodzą, kochają, nienawidzą. To zdarzyło się przecież 14 lat temu.
Piotr Polk: Stare dzieje. W porównaniu z tym, co się teraz wypisuje, to była piaskownica.
Magda Wołłejko: Nigdy zresztą nie mówiliśmy na ten temat. Nie komentowaliśmy żadnych „doniesień”. Za bardzo sobie cenimy nasze życie prywatne.
Piotr Polk: A czas zrobił swoje. Emocje opadły. Z moją byłą żoną utrzymujemy kontakty. Nie przechodzimy na drugą stronę ulicy, gdy się przypadkiem spotkamy.
Magda Wołłejko: To nie było tak, że się w sobie zakochaliśmy i dlatego porzuciliśmy tamte życia.

– Poprzednie życie się porzuca, bo coś w nim kuleje?
Piotr
Polk Właśnie tak.
Magda Wołłejko: Piotr mówi, że jeśli ma się szczęście w domu, to nie ma powodu szukać go na innym podwórku.
Piotr Polk: Magdę znałem z widzenia dużo wcześniej, ale spotkaliśmy się dopiero przy próbach do „Ślubów panieńskich”.
Magda Wołłejko: A ja Piotra zapamiętałam z kabaretu Jana Pietrzaka, gdy śpiewał z Wojtkiem Malajkatem.  Kilka dni później zobaczyłam go, gdy stał samotnie pod ścianą na jakimś bankiecie. Pomyślałam sobie: fajny facet, przystojny. W moim typie! Ale do miłości była jeszcze bardzo daleka droga. Miłość polega na tym, że poznaje się kogoś od środka, jego duszę. To, co myśli, jak czuje, jak mówi. I czy jest w tym do nas podobny.

– Wasza miłość zaczęła się podobno za oceanem?
Piotr
Polk Tak, wyjechaliśmy z przedstawieniem do Ameryki  i tam mieliśmy więcej czasu, by się poznać.
Magda Wołłejko: Ale mnie zdarzyło się przedtem coś dziwnego. Rok wcześniej miałam trudną sytuację rodzinną. Poszłam pierwszy raz w życiu do wróżki. Powiedziała mi wiele zaskakujących rzeczy, a na zakończenie dodała, że swoją największą miłość spotkam za oceanem. A ja wtedy zupełnie nie miałam głowy do miłości. „Jaka miłość?” – pytam. „Miłość życia!!! I niech pani to sobie zapisze dużymi literami”. Zapisałam. Wszystko się spełniło! Od tej pory nie chodzę do wróżek, boję się.
Piotr Polk: Ja nigdy nie chodziłem. Raz tylko wybrałem się do numerologa. Noszę natomiast pierścień Atlantów. Magda też nosi.

– Chroni przed złymi mocami?
Piotr
Polk: Nie uwierzy pani, ale naprawdę chroni. Kiedyś byłem na Śląsku. Jak zwykle robiłem tam jakieś meble – to moja pasja. Po pracy wsiadłem do samochodu i nagle przypomniałem sobie, że zostawiłem ten pierścień na szafce. Wróciłem więc po niego. Trwało to może 30 sekund, zanim ruszyłem w drogę. Była fatalna pogoda. 20 kilometrów dalej na ostrym zakręcie jadący z przeciwka samochód wpadł w poślizg i wylądował w zbożu. Gdybym wyjechał, jak planowałem, zderzylibyśmy się. Pierścień mnie uratował.
Magda Wołłejko: Nie zdejmujemy ich odtąd.

– Niektóre zderzenia są znaczące dla przyszłości. Wy też się „zderzyliście”.
Piotr
Polk: Jestem przekonany, że gdybyśmy się „zderzyli” 10 lat wcześniej, to nie byłoby to. Byliśmy wtedy niedojrzali.
Magda Wołłejko: Ja nie wiedziałam, czego chcę od życia, kogo szukam, co chcę znaleźć w mężczyźnie. Kiedy spotkałam Piotra, już miałam świadomość, że chcę poczuć się po prostu słabą kobietką, którą ktoś weźmie za rękę i poprowadzi, a przy okazji przytuli. 
Piotr Polk: Byłem idealny do tego z moimi śląskimi korzeniami. Na Śląsku jest ścisły podział ról – mężczyźni zajmują się męskimi sprawami, a kobiety – kobiecymi.
Magda Wołłejko: Piotr był moim największym zaskoczeniem. Spotkałam mężczyznę, który spełnił moje oczekiwania jako kobiety – to jedno. A po drugie okazało się, że potrafi mi wszystko w domu zapewnić. Począwszy od wbijania gwoździ, po robienie pięknych mebli. Czego się dotknie, to mu wychodzi. Ostatnio zabrał się też za gotowanie. Zaczyna od omletów.
Piotr Polk: Człowiek najwięcej wynosi z domu rodzinnego. Widziałem, jaki jest stosunek mojego ojca do mojej matki. Udało im się w życiu. Mnie się nie udało na początku. Ale to nie znaczy, że tego nie przeżyłem, że rozwód spłynął po mnie. Jestem potwornie wrażliwy, ale mam jednak też twardy charakter. Mogę popłakać na „Titanicu”, ale mam twardą dupę, jestem Ślązakiem. Moja śląskość ciągle się we mnie odzywa.
Magda Wołłejko: Byłam zdziwiona przy pierwszej wizycie u Piotra w domu, że to mężczyźnie pierwszemu podaje się obiad. Potem zrozumiałam, że to głowa rodziny i ją trzeba najpierw nakarmić. Mężczyzna przynosi łup, a kobieta ma troszczyć się o ognisko domowe.
Piotr Polk: I nie należy tego zmieniać. Magda szybko to pojęła (śmiech).


– Twarde śląskie reguły. Mama pewnie miała do Pana żal o rozwód?
Piotr
Polk: Na pewno ją to bolało. Każdą matkę boli, gdy synowi komplikuje się życie.
Magda Wołłejko: Pamiętam pierwszą rozmowę, gdy mama zadzwoniła do Piotra i on powiedział jej o mnie. Jedyne pytanie, jakie zadała, brzmiało: „Czy ta pani będzie ci gotowała?” Ta pani więc przejęła się i gotuje. I robi to z miłością.
Piotr Polk: Wspólne gospodarstwo zaczęliśmy prowadzić dopiero po roku. To nie było zachłyśnięcie się sobą, zapomnienie o wszystkim i wszystkich.
Magda Wołłejko: Bardzo nieodpowiedzialne byłoby, gdybyśmy z dnia na dzień zmienili swoje życie. Musieliśmy je najpierw przemyśleć.

– Dlatego pobraliście się dopiero po siedmiu latach? Ostrożność?
Magda
Wołłejko: Chcieliśmy wyprzedzić  pierwszy kryzys, który podobno przychodzi po siedmiu latach. I przekonać się, czy go przechytrzymy. 
Piotr Polk: Podstęp się udał. Kryzys nie przyszedł. Następny powinien być teraz. Ale i jego nie ma.
Magda Wołłejko: Napisano wprawdzie, że się chyba rozstajemy, bo nie bywam na widowni w „Jak oni śpiewają”, kiedy Piotr występuje. A ja zawsze jestem, lecz mnie nie raczono zauważyć. Siedzę wśród publiczności podczas każdego programu. Irytuje mnie to, co piszą, ale trzeba się uodpornić.
Piotr Polk: Nie mamy na to wpływu.

– Jest Pani starsza od męża o siedem lat?
Magda
Wołłejko: Jeżeli już o tym mówimy, to o sześć albo nawet mniej... nie pamiętam. Nigdy nie rozmawiamy na temat wieku. To nie ma żadnego znaczenia.
Piotr Polk: Nieważne, ile mamy lat. Tylko to, że trafiliśmy na siebie w idealnym momencie. Znaleźliśmy w sobie to, czego nam brakowało wcześniej.
Magda Wołłejko: Zrobiłam ci wtedy wspaniały masaż karku, prawda, kochanie? Teraz też czasami ci go robię. Ale to Piotr ma ręce, które leczą. Przyłoży mi dłoń i ból mija.
Piotr Polk: Proszę, nie mówmy o mnie.
Magda Wołłejko: To mówmy o tym, co w tobie lubię. I co ty lubisz we mnie.
Piotr Polk: Lubię, jak czekasz z kolacją.
Magda Wołłejko: I jak wstaję razem z tobą, by ci zrobić śniadanie?

– Jest Pani wyjątkową kobietą.
Piotr
Polk: Też tak uważam.
Magda Wołłejko: Wiem, że dla ciebie jest ważne, gdy razem jemy. Kiedy Piotr wpada niespodziewanie w ciągu dnia, w popłochu robię też obiad, żeby nie musiał jeść gdzieś w mieście. Już się nauczyłam, czego oczekuje od kobiety śląski mężczyzna (śmiech).
Piotr Polk: Nie jestem takim starym Ślązakiem, który oczekuje za dużo.
Magda Wołłejko: Ale przyjemnie ci, gdy nakrywam do stołu? A ja robię to z radością. Wiem, że ciężko pracujesz i chcę ci pomóc, jak mogę.
Piotr Polk: Byłbym niespełna rozumu, gdybym tego nie doceniał.

– Niektórzy mężczyźni sądzą, że im się wszystko należy?
Piotr
Polk: Ja nie. Nic mi się nie należy. Na wszystko trzeba zapracować. A wspólne życie składa się z takich drobiazgów. Kiedy ktoś wstaje ze mną o świcie, chociaż nie musi. Kiedy czeka z kolacją w piekarniku. Kiedy zawsze się cieszy na mój widok. Moja mama zawsze wstawała o 3.20, bo ojciec o 4.30 miał pociąg, którym jechał do pracy. Tylko mój ojciec nigdy tego od mamy nie wymagał. Podobnie jest ze mną.

– I trafił Pan na kobietę, która traktuje swojego mężczyznę podobnie, chociaż sama jest aktorką, warszawianką i pewnie była rozpieszczana przez rodziców?
Magda
Wołłejko: Nie byłam rozpieszczana, wręcz przeciwnie. Mama wychowywała mnie sama, bo ojciec się z nią rozszedł. Miałam wtedy sześć lat. Moje dzieciństwo nie było idylliczne, chociaż osoby z zewnątrz sądziły, że córka Czesława Wołłejki, w którym kochała się większość kobiet w Polsce, ma wszystko, czego zapragnie. A ja pamiętam, jak płakałam przy figurce Kaczora Donalda, bo mama powiedziała: „Kochanie, nie mogę teraz ci go kupić, może w przyszłym miesiącu”.
Piotr Polk: Może i dobrze, że ci go nie kupiła, bo co byś z nim teraz zrobiła? (śmiech).
Magda Wołłejko: Nie było jej łatwo finansowo, mimo że była też aktorką. 
Piotr Polk: Artystyczna rodzina. Co ja tu robię?

– Złośliwi komentowali, że się Pan z premedytacją wżenił w dobrą aktorską rodzinę.
Piotr
Polk: Powiem więcej. Tutaj sąsiedzi mówili do mnie: „Panie Wołłejko”. Bo jak aktor, to musi być Wołłejko. Nawet mi to imponowało.
Magda Wołłejko: Nazywały go tak starsze panie, pamiętające mojego ojca.
Piotr Polk: Wolę już Wołłejkę niż pana „Polaka”.
Magda Wołłejko: Bo w ten sposób też przekręcają jego nazwisko.
Piotr Polk: Teraz przekręcają coraz rzadziej. Oto jak wielki wpływ na popularność ma program  „Jak oni śpiewają”. Dotąd byłem kojarzony głównie z moimi postaciami serialowymi. Wołali na mnie: „O, Ryszard”. „O, Majewski”. Albo pisali listy: „Piotr Majewski”. A ja w serialu „Samo życie” daję przecież bohaterowi tylko twarz.
Magda Wołłejko: Niedawno na bazarze staroci usiłowałam targować się i mówię do sprzedawczyni: „Gdyby był tu ze mną mąż, na pewno by pani trochę opuściła”. Na co ona: „Cooo??? Ten aktor??? W życiu!!! Nienawidzę tego Majewskiego. Przez niego nie mogę »Samego życia« oglądać, tak mnie denerwuje. Niech pani coś z nim zrobi, żeby był lepszy. Jeszcze bym mu podbiła cenę. To bydlak!”. I nie chciała uwierzyć moim zapewnieniom, że Piotr jest dobrym człowiekiem.

– Wykorzystajmy więc okazję i powiedzmy, jaki jest Pani mąż?
Magda
Wołłejko: Jest ciepły, opiekuńczy. Daje mi poczucie bezpieczeństwa. To wszystko prawda, bo inaczej bym z nim nie była. I żałuję, że nie spotkaliśmy się wcześniej. Ale być może wtedy, tak jak mówił, nie byłby gotowy do takiej miłości?

– Czy tak sobie wyobrażaliście Wasz związek 14 lat temu?
Magda
Wołłejko: Na początku myślałam: „Boże, daj nam przynajmniej 20 lat w takim szczęściu przeżyć”. Teraz myślę: „To jeszcze tylko 6 mamy przed sobą? Tak mało?” Wtedy 20 lat wydawało mi się wiecznością. Każdego dnia dziękuję dobrym aniołom, że postawiły na mojej drodze Piotra. 
Piotr Polk: Ja sobie wtedy niczego nie wyobrażałem. Nie umiem tak bardzo wybiegać w przyszłość. Chciałbym jednak, by to, co mamy, trwało wiecznie. Aż w końcu będziemy tak starzy, że oboje zapomnimy, jak mamy na imię. Nie chcę niczego planować, bo wtedy Bóg się z nas śmieje. Po prostu powtarzam sobie: „Chwilo, trwaj”.


– I będziecie tak sobie spokojnie żyli od roli do roli?
Magda
Wołłejko: I od sztuki do sztuki. A właściwie od komedii do komedii. Napisałam już kilka, a dwie z nich – „Klub hipochondryków” i „Klub 2, czyli coś dla ducha” – są aktualnie wystawiane w teatrze. Niesamowite uczucie słyszeć wymyślone przez siebie zdania wypowiadane przez aktorów na scenie i wybuchy śmiechu na widowni.
Piotr Polk: W naszym zawodzie nie można spokojnie żyć.
Magda Wołłejko: Jeśli znajdujemy spokój, to tylko w domu na kanapie. Pytała pani o tych 14 lat. Według mnie jest tak, jak było na początku, tylko o wiele bardziej…
Piotr Polk: Oprócz tego, że się kochamy, to jeszcze się szanujemy.
Magda Wołłejko: Trochę czasami się spieramy, ale nigdy nie powiedzieliśmy sobie czegoś, czego byśmy później żałowali.
Piotr Polk: Jestem zły tylko wtedy, kiedy Magda zapomni zabrać ze sobą telefon i nie wiem, co się z nią dzieje.
Magda Wołłejko: A ja wtedy, gdy ty go wyłączasz, bo myślę, że stało się coś okropnego.
Piotr Polk: Nie możemy się kłócić, bo nasz pies tego nie znosi. Od razu reaguje.
Magda Wołłejko: Felek to nasz papierek lakmusowy. Przywykł do spokoju i ciszy.
Piotr Polk: Gdy czasem uczymy się  roli, podnosząc głos, pies wchodzi między nas, usiłując doprowadzić do zgody. Przy nim też nie możemy oglądać meczu, bo Felek połamie sobie nogi, biegnąc na pomoc.
Magda Wołłejko: A w ogóle szkoda życia na kłótnie.

– Nie macie dzieci, a bylibyście świetnymi rodzicami. Przepraszam za wścibstwo.
Piotr
Polk: To bardzo intymna sprawa. Nie chodzi o to, że nie chcieliśmy. Po prostu los zadecydował inaczej.
Magda Wołłejko: Los albo daje, albo nie. Nie można się przeciw niemu buntować.
Piotr Polk: I na siłę zmieniać jego decyzji.
Magda Wołłejko: Na szczęście dzieci w naszej rodzinie mamy pod dostatkiem.
Piotr Polk: I bardzo je kochamy.
Magda Wołłejko: Gwiazdy kina przedwojennego mawiały, że nie mają dzieci, bo rodzą swoje role. Ja „rodzę” swoje sztuki. I z dumą myślę sobie, że coś po mnie zostanie.
Piotr Polk: Tak jak po mnie meble! (Śmiech). O sztukach Magdy i o moich meblach moglibyśmy opowiadać w nieskończoność.

– Ale mieliśmy rozmawiać o miłości…
Piotr
Polk: Jeżeli o miłości może świadczyć wspólna sypialnia, to nadal ją mamy. I mówię Magdzie, że ją kocham. 
Magda Wołłejko: Ja też, ale tylko dwa razy dziennie. Piotr ma do mnie o to pretensje.
Piotr Polk: Ale tylko w żartach.

– Zdrada nie wchodzi w rachubę?
Piotr
Polk: Po co mam zdradzać? I głupio psuć to, co jest między nami.
Magda Wołłejko: Gdy poznałam Piotra, zamknęłam furtkę do mnie i wyrzuciłam klucz. Nie chcę go szukać. Bo wiem, że Piotr nie zrobi niczego, co by mnie zabolało. Owszem, obejrzy się za ładną dziewczyną. Ale i mnie czasem spodoba się ładny chłopak.
Piotr Polk: To znaczy, że jesteśmy normalni i zdrowi.
Magda Wołłejko: Jesteśmy tacy nienormalnie normalni.

– Chciałabym usłyszeć od Was to samo za 10 lat.
Magda Wołłejko: Jak Bozia pozwoli, to za 10 lat będziemy ze sobą 24 lata.
Piotr Polk: Ale nie sądzę, by to coś między nami zmieniło.
Magda Wołłejko: Podstawą życia we dwoje jest zaufanie. I przyjaźń.
Piotr Polk: My naszą miłość wzbogacamy o przeżyty razem czas. Gdy ktoś nam mówi: „To niemożliwe, żeby wam się ciągle to samo podobało, żeby to samo sprawiało wam przyjemność”, nie rozumiemy, o co mu chodzi. A dlaczego nie można mieć wspólnego mianownika? Jest taki utarty slogan, że przeciwieństwa się przyciągają. Guzik prawda. Byłem przeciwieństwem mojej poprzedniej żony. I co? Najpierw się przyciągnęliśmy, a potem rozlecieliśmy się na kawałeczki.
Magda Wołłejko: Ale i u nas są różnice. Gdy oglądamy, siedząc na kanapie, film sensacyjny, to ja zasypiam. A gdy komedię romantyczną, to zasypia Piotr. Nudzi go fikcyjna miłość.
Piotr Polk: Bo wolę prawdę, którą odnaleźliśmy między nami. Dlatego nie boimy się tych lat, jakie mamy przed sobą…

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia Iza Grzybowska/MAKATA
Stylizacja Michał Kuś
Makijaż Paweł Bik/ART DECO
Fryzury KRYNIUS
Produkcja Elżbieta Czaja

Oceń 4,56 / 95 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj

Domowe lody - Kasia gotuje z Polki.pl

 

Zobacz także

 
 
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia: