Bracia - Piotr i Wojtek Cugowscy

18.07.2007

Przeczytajcie, bo będzie o nich coraz głośniej. Na tegorocznych festiwalach – TOPtrendy w Sopocie i Polskiej Piosenki w Opolu zgarnęli prawie wszystkie możliwe nagrody.

Piotr i Wojtek Cugowscy w VIVIE! opowiadają o tym, co ich boli, a na co już dawno machnęli ręką.

Z braćmi spotykamy się w jednej z warszawskich restauracji. Na powitanie obaj szarmancko całują mnie w rękę. „Tysiące fanek chciałoby być na moim miejscu”, mówię. „Nie żartuj!”, śmieją się. Ja nie żartuję. Grono fanek („i fanów też”, wtrąca Wojtek) jest coraz liczniejsze. Ale zdarzają się też tacy, którzy uważają, że Bracia wszystko, co osiągnęli, zawdzięczają ojcu i nazwisku, które noszą.

– Często spotykacie się z zawiścią?
Piotr Cugowski: Zdarza się. Zawiść to taka nasza narodowa cecha. Jak tylko ktoś się wychyli ponad przeciętność, od razu się zaczyna. Gdy z Wojtkiem nie odnosiliśmy sukcesów, to ludzie mówili, że tata blokuje naszą karierę. Jak sukces stał się naszym udziałem, to mówią, że to też przez niego. Mimo wszystko myślę, że nadchodzi dla nas dobry czas.

– Mówisz o tym tak spokojnie. Nie jesteś czasami wściekły?
Piotr: Do zawiści zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Obaj doświadczyliśmy jej już w szkole. Wojtek ma tu coś więcej do powiedzenia, bo jego przygoda ze szkołą trwała dłużej niż moja.
Wojtek Cugowski: Żeby być sprawiedliwym, muszę powiedzieć, że nie byliśmy aniołkami. Nie przykładaliśmy się zbytnio do nauki. Zdarzali się jednak nauczyciele, którzy byli nam przychylni...
Piotr: ...i którzy byli usuwani ze szkoły zbyt szybko.

– Dlatego, że byli Wam przychylni?
Wojtek: Nie tylko nam. Wszystkim uczniom.
Piotr: Uczyli rok bądź dwa, a potem znikali ze szkoły. A to dzięki nim okazywało się nagle, że uczeń, który ma same tróje, może dostać i piątkę. Widocznie to się nie podobało.
Wojtek: Jak się ma 10 czy 11 lat, to takie sytuacje bardzo się przeżywa. Szkoła odcisnęła na nas negatywne piętno.

– Co to znaczy?
Wojtek: Chodziliśmy do szkoły muzycznej. Oprócz przedmiotów ogólnokształcących uczyliśmy się teorii muzyki, każdy z nas musiał grać na dwóch instrumentach. Przez osiem lat grałem na skrzypcach, a potem na altówce. Do tego obowiązkowy był fortepian, którego nienawidziłem. We wrześniu przychodziłem na pierwszą, drugą lekcję fortepianu, a później robiłem sobie na przykład dwa miesiące przerwy. Nauczycielka była złotym człowiekiem, to dzięki niej nie wyleciałem ze szkoły, choć pewnie powinienem. Ale większość pedagogów była do nas uprzedzona i nas gnębiła. Pamiętam taką godzinę wychowawczą w całości poświęconą mojej osobie. Pojawił się nawet zarzut, że chodzę w złych butach. W tamtych czasach, jak ktoś miał białe adidasy, to był szał. U nas w sklepach nie było nic, a tata przywoził nam z podróży najróżniejsze rzeczy: buty, fajne ciuchy. I to kłuło w oczy. Dzisiaj z takiej lekcji po prostu bym wyszedł. I na pewno będę pilnował, jak będę miał swoje dzieci, żeby do takich sytuacji nie dochodziło. Oczywiście tata próbował interweniować, ale niewiele to pomagało.

Edipresse Polska S.A.
Oceń artykuł 26 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia:
Opinie
MI%KA2008.03.10 15:50
TRZYMAM KCIUKI
Video
Paulina Krupińska spędziła wakacje na rajskiej wyspie

<