"Mieszkamy w małym, skromnym, starym budynku. W dwupokojowym mieszkaniu!". Zaskoczeni?

Szczęsny wyznał także, że Marina nie ma swojego samochodu, choć chce ją rozpieszczać na każdy możliwy sposób...

Edyta Liebert / 3 miesiące temu
"Mieszkamy w małym, skromnym, starym budynku. W dwupokojowym mieszkaniu!". Zaskoczeni? fot. Edipresse Polska

Jak wygląda życie "bogaczy"? Gdy obejrzymy zdjęcia na Instagramie Mariny czy Wojciecha Szczęsnego wydaje się, że ocieka ono luksusem i zbytkiem. Wywiad, którego udzielili dwutygodnikowi Viva! miażdży wyobrażenia na temat tych dwojga. Jest do bólu szczery i wzruszający, bo przywraca wiarę - w logikę, w ludzką pomoc, w miłość!

Jakie było to Wasze pierwsze spotkanie?

Marina: Przyleciałam do Warszawy na dwa tygodnie.
Wojtek: A ja właśnie miałem miesiąc wakacji. Byliśmy więc w końcu w jednym miejscu w tym samym czasie.

Los więc chciał, żebyście się spotkali.

Marina: Nie wiem, czy los, ale Wojtek na pewno (śmiech). Jednak nie od razu zaproponował mi randkę. Zadzwonił, prosząc o pomoc w pewnej sprawie.
Wojtek: Mój przyjaciel potrzebował pomocy artystów. I to nie był wymyślony pretekst. Kiedy zadzwoniłem do Mariny, mówiąc, że zapraszam ją na kolację, to wszystko obgadamy, zgodziła się. Wprawdzie w tej sprawie mi nie pomogła, ale na kolację przyszła (śmiech).
Marina: Wyszło tak jakoś naturalnie.
Wojtek: Chyba w życiu nie odważyłbym się podrywać kogoś przez telefon. Jestem dość nieśmiały w pierwszych kontaktach. Domyślałem się, że Marina ze swoją urodą ma wielu adoratorów i gdybym zaproponował jej randkę bez wyższego celu, odłożyłaby pewnie słuchawkę.

Wojciech Szczęsny musiał się nagimnastykować, by zdobyć jej serce...

Wojtek: Bardzo chciałem się pokazać z takiej strony. Myślę, że mam zdecydowanie więcej do zaoferowania kobiecie niż pieniądze, dlatego chciałem pokazać Marinie prawdziwego siebie i szczerze otworzyć się przed nią. Już po pierwszych kilku spotkaniach czułem, że nadajemy na tej samej fali, że to fajna, wartościowa dziewczyna. Pomyślałem: Niech pozna mnie lepiej i wtedy zobaczymy, jak to się dalej rozwinie.

I nie kupiłeś jej od razu bmw.

Wojtek: Nie kupiłem. Dotąd nie kupiłem Marinie żadnego samochodu. Mamy samochód sześcioletni w Polsce i terenowy wóz we Włoszech. To zupełnie nam wystarcza.

Skąd wiedział, że warto ryzykować złamaniem serca?

Wojtek: Ja od razu wiedziałem. Kiedy cię zobaczyłem, nie mogłem oddychać, zatkało mnie po prostu. Byłaś nawet ładniejsza niż na zdjęciach.
Marina: Wojtek czuł mój dystans i po kilku randkach powiedział: "Ty jeszcze o tym nie wiesz, ale my będziemy razem". Cały czas mnie zaskakiwał. Śmieszyło mnie, że jest taki pewny swego, a kompletnie mnie nie znał.
Wojtek: Ale mówiłaś, że podobała ci się moja pewność siebie na początku. Nie wiedziałaś, że ja przed każdą randką miałem drżączkę, bo tak mi na tobie zależało.

Jak wygląda życie zamożnej pary dwudziestoparolatków - wziętego piłkarza AS Romy i pięknej piosenkarki - którzy zarabiają miliony? Z pozoru wiodą wygodne, pełne przepychu życie, jednak rzeczywistość zaskakuje.

Marina: Nie jest tak, jak piszą gazety, że my nieustannie podróżujemy, że szastamy pieniędzmi. Piłkarze mają jeden wolny miesiąc w roku i wtedy są nasze wakacje, nie mają wolnych weekendów, a w lidze angielskiej trenują i grają nawet w święta. Dziwne, gdybyśmy nie wykorzystali wolnego czasu na zwiedzanie pięknego świata, skoro możemy sobie na to pozwolić raz bądź dwa razy w roku, a Wojtek na to ciężko zapracował.
Wojtek: Gdyby ktoś podejrzał nasz normalny dzień w Rzymie, przekonałby się, że milionerzy – jak o mnie mówią – żyją na poziomie średniej krajowej. We Włoszech mieszkamy w małym, skromnym, starym budynku. W dwupokojowym mieszkaniu. I jest nam tam dobrze.


Cały wywiad przeczytacie w Vivie!
 

Czy Marina Łuczenko-Szczęsna weźmie udział w kolejnej części "Azja Express"."Lubię ten program" - powiedziała
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)