POLECAMY

Rozmowa z Nicholasem Sparksem - scenarzystą obrazu "The Last Song: Ostatnia piosenka"

Amerykański pisarz Nicholas Sparks - autor bestsellerów "List w butelce" oraz "Jesienna miłość - opowiada po tym jak rozpoczęła się jego przygoda z pisaniem, co go skłoniło do napisania książki "Ostatnia piosenka" oraz jak przebiegała jego współpraca z Miley Cyrus.

Amerykański pisarz Nicholas Sparks - autor bestsellerów "List w butelce" oraz "Jesienna miłość - opowiada po tym jak rozpoczęła się jego przygoda z pisaniem, co go skłoniło do napisania książki "Ostatnia piosenka" oraz jak przebiegała jego współpraca z Miley Cyrus. 

Jak to się stało, że zaangażowałeś się w tworzenie The Last Song?

W czerwcu 2008 roku ukończyłem powieść "Szczęściarz" i zacząłem szukać pomysłu na następną książkę. Staram się, by opisywane przeze mnie historie były tak różnorodne, jak to tylko możliwe, a najłatwiej osiągnąć to, różnicując wiek bohaterów w poszczególnych utworach. Wiek odzwierciedla rodzaj miłości, jaką ci ludzie mogą przeżywać. Nie pisze się o wiecznej miłości, jeśli bohater ma 15 lat. Nie pisze się o pierwszej miłości, jeśli bohater ma 74 lata. Przyjrzałem się swoim ostatnim książkom i filmom, do których należą "Szczęściarz", "I wciąż ją kocham" oraz "Wybór", i stwierdziłem, że wiek wszystkich bohaterów kształtował się w granicach od 20 do 50 lat. Postanowiłem więc napisać o bohaterze, który ma więcej niż 50 lub mniej niż 20 lat. Nie pisałem o młodych ludziach od czasu powieści Jesienna miłość, więc zdecydowałem się opisać historię młodej miłości. Jesienna miłość tak naprawdę opowiadała o nastoletnim chłopcu, więc tym razem chciałem napisać o młodej dziewczynie.

Czy Miley miała jakikolwiek wpływ na treść scenariusza?

W trakcie pisania kilkakrotnie rozmawiałem z rodziną Cyrusów i dowiedziałem się, jakie elementy Miley chciałaby zawrzeć w tej historii. Ona uwielbia zwierzęta i tak naprawdę nie chciała za dużo śpiewać w tym filmie. Chciała za to zagrać postać, która dorasta i dojrzewa. Mając to wszystko na uwadze, pisałem przez sześć tygodni i tak nakreśliłem fabułę "The Last Song".

Co sądzisz o Miley?

Uważam, że Miley jest wspaniała. To cudowne, że chciała zrobić coś innego. Nie chciała być Hannah Montaną w kolejnym filmie. Chciała tchnąć życie w zupełnie nową postać. Musiałem wierzyć, że jej się to uda – i nie zawiodła mnie. Była wspaniała, mimo że to nie było łatwe zadanie. Bohaterka, którą gra, występuje w każdej scenie, a to jest trudne dla każdego aktora. W trakcie filmu odgrywana przez nią postać przechodzi ogromną przemianę i gdy ujęcia nie są kręcone chronologicznie, stanowi to dla aktorki nie lada wyzwanie. Miley wypadła rewelacyjnie.
 

Jak zostałeś pisarzem?

Napisałem pierwszą powieść dość nieoczekiwanie, w wieku 19 lat. W tamtym okresie uprawiałem lekkoatletykę i to było dla mnie w życiu najważniejsze. Biegałem na dystansie 800 metrów, poszedłem na studia i pobiłem rekord uczelni już na pierwszym roku. Byłem na dobrej drodze do wzięcia udziału w olimpiadzie, gdy nabawiłem się kontuzji, która całkowicie odmieniła moje życie.

Co się stało?

Pojechałem do domu na wakacje i lekarz powiedział mi, że nie mogę biegać przez kilka miesięcy, jeśli chcę wyzdrowieć. To doprowadziło mnie do szału. Biegałem codziennie od pięciu czy sześciu lat i mój organizm był do tego przyzwyczajony, a tu nagle nie miałem jak spalić tej nadwyżki energii. Zupełnie mi odbiło. Moja mama zaczęła mieć dość mojego posępnego snucia się po domu i powiedziała, żebym zrobił coś pożytecznego, na przykład napisał książkę. Po tej rozmowie spędziłem sześć tygodni na pisaniu. Książka miała 300 stron i była fatalna. Nie twierdzę, że byłem dobrym pisarzem w wieku 19 lat, ale skończyłem tę powieść i wróciłem na drugi rok studiów.

O czym była ta pierwsza powieść?

To był horror. Historia o żywym wcieleniu Ponurego Żniwiarza. Skąd ten pomysł? Gdy dorastałem, moim idolem był Stephen King. Prawdę mówiąc, wciąż nim jest. Uważam, że to fantastyczny pisarz, o czym świadczą szeroki zakres i głębia jego twórczości. Dokonał rzeczy, których nie udało się osiągnąć żadnemu innemu pisarzowi w tym stuleciu i bardzo podziwiam swobodę, z jaką tworzy. Pisze z dużą pewnością siebie i nigdy nie traci z oczu całości opowiadanej historii.

Kiedy podjąłeś próbę napisania pierwszej historii miłosnej?

Pierwszą historię miłosną napisałem, gdy miałem 28 lat. W tamtym czasie przeżywałem kryzys wieku średniego. Miałem 28 lat i wciąż się zastanawiałem, dokąd zmierza moje życie. Czy czeka mnie coś więcej? Wtedy postanowiłem znowu zacząć pisać.

Skąd wziął się ten kryzys wieku średniego?

Będziesz się ze mnie śmiać, ale przyznam, że to z powodu zakończenia emisji serialu telewizyjnego Zdrówko. Po obejrzeniu ostatniego odcinka nie spałem całą noc. Było mi strasznie smutno i to właśnie wywołało kryzys wieku średniego. Nie chodziło o to, że tak bardzo uwielbiałem ten serial, tylko o to, że on zaczął być emitowany, gdy byłem w liceum. Zakończył się 12 lat później, a przez ten czas w moim życiu wiele się zmieniło. Ukończyłem liceum, zdobyłem prawo jazdy, skończyłem studia, ożeniłem się, przeprowadziłem się na drugi koniec kraju, urodziły się moje dzieci, kupiłem dom… Wiele zrobiłem przez te 12 lat, lecz wciąż pamiętałem o wielkich marzeniach, jakie miałem w wieku 15 lat. Wtedy chciałem zostać olimpijczykiem i było coś naprawdę wspaniałego w dążeniu do spełnienia tego marzenia. Nawet jeśli miałem tego nie osiągnąć, samo to dążenie było wspaniałe. A teraz byłem 28-letnim mężczyzną ze stałą pracą, za to bez marzeń. Pomyślałem sobie: „Co mogę zrobić? Do czego powinienem dążyć? Wiem… napiszę książkę”. Dokładnie tak się to zaczęło.

Czy sądzisz, że filmy stanowią dużą konkurencję dla książek?

Raczej nie. Książki i filmy to zupełnie różne środki przekazu. Oglądam mnóstwo filmów i czytam mnóstwo książek – jedne i drugie są dla mnie bardzo cenne. Chciałbym, aby więcej osób czytało, ponieważ tylko jakieś 20% mieszkańców Ameryki kupuje i czyta książki. A to oznacza, że cztery z pięciu osób nigdy nie sięgną po moje powieści – wielka szkoda. Jednak nadal mogą poznać opowiadane przeze mnie historie dzięki filmom. To mi nie przeszkadza.

Czy sądzisz, że książki i filmy mogą się wzajemnie uzupełniać?

To jest możliwe. Filmy przedstawiają moją twórczość znacznie większej ilości osób, ponieważ więcej osób ogląda filmy niż czyta książki. Mam wiele fanek wśród nastolatek dzięki Pamiętnikowi. Ten film spodobał się wielu nastoletnim dziewczynom i sprzedał się w około 15 milionach kopii na DVD, chociaż książka, na podstawie której powstał, opowiada o 80-letnim mężczyźnie. Gdyby nie ekranizacja, znacznie mniej osób poznałoby tę historię, a tak dzięki niej książka zyskała nowych czytelników.

Czy martwisz się, że Internet zastąpi książki?

Książki istnieją od bardzo dawna. Przeżyły powstanie radia i kina. Przeżyły powstanie telewizji oraz kablówki, a teraz mamy Internet. Uważam, że książki będą istniały jeszcze przez wiele, wiele lat. Uwielbiam Internet, ale wciąż lubię też przeczytać dobrą książkę. Nie weźmiesz laptopa ani czytnika e-booków na plażę. Tak się nie da i dlatego książki zawsze będą istnieć. Być może się mylę, ale tak właśnie myślę. I mam nadzieję, że tak będzie.

Fot. Filmweb.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)