Piękne życie Leszka Czajki

Leszek Czajka, znany polski stylista fryzur. Fryzjer gwiazd. Czesze do największych produkcji telewizyjnych. Mówi o sobie, że jest człowiekiem... nie z tej epoki.

fot. Piotr Porębski/ Metaluna
Warszawa. Wczesne popołudnie. Siedzimy na wytwornej sofie w Instytucie Kérastase przy Nowogrodzkiej, zajadając się konfiturami z moreli od Beaty Tyszkiewicz. Kiedy pytam, czy to faktycznie ona je zrobiła, Leszek karci mnie spojrzeniem za brak wiary: „No pewnie! Sama zobacz – własnoręcznie wypisana kartka i te morele, których na sto procent nie kupisz w sklepie!”.

– Słyszałeś o kwestionariuszu Prousta?*
Leszek Czajka:
Daj spokój, chcesz ze mnie zrobić aż takiego intelektualistę?

– Chcę pokazać, jaki jesteś naprawdę. Gotowy?
Leszek Czajka:
Pytaj…

– Co jest dla Ciebie największym nieszczęściem?
Leszek Czajka:
Chyba nigdy do tej pory się nad tym nie zastanawiałem. Ale jeśli mam odpowiedzieć… to przede wszystkim choroba. I sytuacja, w której nie mógłbym realizować siebie i swoich marzeń.

– Gdzie chciałbyś żyć?
Leszek Czajka:
Jestem człowiekiem nie z tej epoki i to wiem z całą pewnością. Naturalnie cieszę się, że mogę korzystać z dobrodziejstw techniki. Szybko się przemieszczać i rozmawiać w każdej chwili z moimi bliskimi. Ale tak naprawdę marzy mi się Francja Króla Słońce – Ludwika XIV. Sama świetnie wiesz, że mam w domu kilka drobiazgów z tej epoki. To taka moja prywatna namiastka świata, którego już nie ma. Dom jest integralną częścią człowieka, który w nim mieszka. Ważne, by każdy detal – obraz na ścianie, uchwyt do kuchennej szafki – żeby wszystko to było spójną i konsekwentną całością.

– A jeśli tak nie jest?
Leszek Czajka:
A jeśli tak nie jest – władzę przejmuje chaos. W sensie dosłownym i w przenośni. Nie umiałbym funkcjonować w otoczeniu przypadkowych przedmiotów. Może to rodzaj obsesji, ale nawet jeśli tak – ta obsesja jest silniejsza niż cokolwiek innego. Przywiązuję ogromną wagę do szczegółów. W zawodzie i w życiu też.

– Miewasz czasem takie poczucie, że ta Twoja słynna pedanteria jest pułapką dla Ciebie samego?
Leszek Czajka:
Ponad wszelką wątpliwość – nie ułatwia życia. Wiesz przecież, że wszystko, co nie przychodzi ot, tak sobie, lepiej smakuje. Nigdy nie idę na łatwiznę. I głęboko wierzę, że utrudniając sobie życie, staję się wewnętrznie bogatszy. Tej wersji będę się trzymać.

– To niech zgadnę – jak tworzyłeś swoje ostatnie dzieło, czyli Instytut, w którym właśnie jesteśmy – też raczej nie wybierałeś drogi na skróty?
Leszek Czajka:
Moje wcześniejsze dwa salony, choć piękne i nagradzane, do końca nie spełniły moich oczekiwań. Więc, zgodnie z zasadą podwyższania poprzeczki, wymyśliłem Instytut. To pierwsze miejsce, w którym nie myślę, co by tu zmienić.

– Obraz skończony?
Leszek Czajka:
Już się nawet podpisałem.

– Myślisz o swoim logo na ścianie?
Leszek Czajka:
O nim i o każdym drobiazgu tutaj. Sam wybierałem lampy, klamki, projektowałem porcelanowe filiżanki.

– Wracamy do kwestionariusza? Kolejne pytanie brzmi: na czym polega doskonałe szczęście na ziemi?
Leszek Czajka:
Szczęście to stan ducha. Wewnętrzna harmonia, spokój, bezpieczeństwo przede wszystkim. Piękne życie, o!

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


– Mówisz: „piękne życie”, a myślisz…?
Leszek Czajka:
A myślę o życiu, które nie jest samotne. Przecież nikt z nas nie jest wyspą bezludną. Piękne życie to nie tylko luksus, choć ludzie często tak je postrzegają. I chyba zapominają przy tym, że jeśli postawią na dobra materialne i tylko na nie, ich życie będzie puste, miałkie, bez wartości i celu.

– Jakie błędy wybaczasz?
Leszek Czajka:
Gadaliśmy o tym setki razy i wiesz, że w tej materii jestem potworem. Nie wybaczam. Ani sobie, ani innym. Właśnie dlatego mam tak niewielu przyjaciół.

– Bo niewiele osób jest w stanie wytrzymać Twoją kategoryczność?
Leszek Czajka:
Coś w tym jest. Nie znoszę letniości, bylejakości, fałszu i nielojalności. Moja zasada brzmi: wszystko, co robisz, rób na sto albo nawet na tysiąc procent. Jeśli kochasz, kochaj całym sobą, jeśli jesteś przyjacielem, bądź nim w każdej sytuacji. Mimo wszystko, ponad wszystko i wbrew wszystkiemu. A jeśli ci na kimś zależy, pamiętaj o spotkaniach i rozmowach. I nie pozwól, by rozdzielała was zbyt długa cisza…

– …bo ścieżki, którymi się nie chadza, zarastają chwastami?
Leszek Czajka:
Nie inaczej. Żyjemy w jakimś obłędnym pędzie, tańczymy ten chocholi taniec coraz szybciej i szybciej. Czasem nawet nie wiem, czy to my pędzimy, czy to ten wariacki czas nas ściga. Warszawa jest pod tym względem bardzo specyficznym miejscem. Spytałaś mnie, gdzie chciałbym żyć. Odpowiedziałem, że w czasach Ludwika XIV, ale nie wyjaśniłem, dlaczego.

– No więc…?
Leszek Czajka:
Bo wtedy czas płynął inaczej. Ludzie mogli go poświęcić muzyce, literaturze, sztuce. Na rozmowy i to, co nazywam pięknym życiem.

– Mieli też więcej czasu na dworskie intrygi...
Leszek Czajka:
Wiem, że obraz w mojej głowie jest z gruntu wyidealizowany, ale nie pozwolę go sobie odebrać, choćbyś mi nie wiem jak malowniczo opowiadała o podłości ówczesnych markiz i markizów. Tacy ludzie są zawsze, niezależnie od czasów i systemów.

– Kwestionariusz każe mi w tym miejscu zadać pytanie o ulubioną postać literacką.
Leszek Czajka:
Dorian Gray z powieści Oscara Wilde’a.

– Fascynuje Cię ten podły egoista o nieskończenie pięknej powierzchowności?
Leszek Czajka: Nie utożsamiam się z nim, ale czasem widzę w tej postaci cząstkę samego siebie.

– To gdzie chowasz portret, który starzeje się zamiast Ciebie?
Leszek Czajka:
Oto wynalazek, na który czekam! Żartuję… A Dorian Gray to człowiek tyleż piękny, co okrutny. Kto czytał, ten wie, o czym mówię.

– I chcesz mnie przekonać, że okrucieństwo Cię fascynuje?
Leszek Czajka:
Okrucieństwo mnie przeraża. To mocne słowo. Wolę określenie: zdecydowanie. Jako szef rozwijającej się firmy jestem skazany na trudne wybory. Czasem muszę walnąć pięścią w stół. To nie jest łatwe, tym bardziej że kieruję zespołem ludzi o silnych osobowościach. To nierzadko artyści, do których trzeba umieć podejść w indywidualny sposób. Nie ma dnia, w którym nie trzeba byłoby podejmować trudnych decyzji. Takich, które nie zawsze są kompromisem zadowalającym obie strony.


– Masz takie poczucie, że – jak dla Doriana Graya – czas się dla Ciebie zatrzymał?
Leszek Czajka:
Czas nie stoi w miejscu. Zgoda, to truizm, ale za to bardzo prawdziwy. Z ręką na sercu – nie mam problemu z tym, że przybywa mi zmarszczek.

– Kokieteria?
Leszek Czajka:
Raczej suche stwierdzenie faktu. Uwielbiam swoje siwe włosy i kurze łapki, bo to mój i tylko mój pamiętnik z życiowych zakrętów.

– To skoro o życiowych zakrętach mowa, kolejne pytanie z Prousta: Twoja ulubiona postać historyczna?
Leszek Czajka:
A mogę zamienić to na postać w filmie? Wtedy bez wahania powiem, że Greta Garbo. Nieprawdopodobna osobowość, intrygująca kobieta i wieczna tajemnica. Jej wielkość polega także na tym, że w chwili swego największego triumfu potrafiła odejść. Zeszła ze sceny i nigdy nie wróciła. I dzięki temu pozostała niepokonana.

– Ulubiony malarz?
Leszek Czajka:
Bezapelacyjnie – Tomasz Sętowski. Na moim malarskim podium wszystkie miejsca są dla niego. Za piękny kolorowy świat na pograniczu jawy i snu, za precyzję, za baśniowe krainy i za detale, którymi nie można się nasycić i które wciąż odkrywa się na nowo.

– Ulubiony kompozytor?
Leszek Czajka:
Mozart. Dzięki niemu rosną mi skrzydła.

– Jakie cechy cenisz u mężczyzn?
Leszek Czajka:
Wierność zasadom, umiejętność przyznania się do błędu, uczciwość. Nie znoszę mitomaństwa i rzucania słów bez pokrycia. I diabli mnie biorą, jak widzę facetów zagrywających się na śmierć w nadziei, że wydadzą się lepsi, bardziej atrakcyjni, tacy w stylu macho.

– A u kobiet?
Leszek Czajka:
Nie będę oryginalny – łagodność, wrażliwość, delikatność.

– Najważniejsza cnota?
Leszek Czajka:
Dobro. Chcę je dostawać i staram się nim dzielić. Czasem nawet wbrew rozsądkowi, naiwnie do bólu. I kiepsko na tym wychodzę.

– Zabrzmiało, jakbyś był Świętym Mikołajem, który rozdaje prezenty, ale sam nie dostaje nic…
Leszek Czajka:
A to nieprawda! Jeśli chcesz mówić o namacalnych gestach sympatii, to proszę: miło jest dostać butelkę wina od pierwszej damy, prawda? Dorota Wellman, odkąd do mnie przychodzi, przynosi kwiaty. Justyna Steczkowska upiekła dla mnie pyszny chleb. A Ewa Wachowicz przygotowała butelkę zakwasu na święta. A jak ci smakują morele od pani Beaty?

– Wyśmienite! Tylko nie mogę pozbyć się wrażenia, że bez reszty opanowały Cię gwiazdy i zwykłe panie Kowalskie nie mają do Ciebie dostępu.
Leszek Czajka:
Przeciwnie! Przykład – od kilku sezonów zajmuję się metamorfozami w Dwójkowym „Pytaniu na śniadanie”. Nie dla sławy, ale by pokazać, że zmiana wizerunku może zdziałać cuda. Właśnie dostałem list od jednej z pań, która wzięła udział w programie. Pisze, że po metamorfozie zaczęła wierzyć w siebie. Dostała się na studia i zdała sobie sprawę, że „chcieć to móc”. Nawet jeśli to zabrzmi nieskromnie – moja robota ma w sobie coś z psychoanalizy. Dziesiątki sytuacji udowadniają, że mam wpływ na ludzkie życie.


– To wielka odpowiedzialność.
Leszek Czajka:
I wielka satysfakcja. Słowo.

– No to znów pora na Prousta, hm? Kim albo czym chciałbyś być?
Leszek Czajka:
Kotem. Są piękne, zwinne i zawsze spadają na cztery łapy.

– Są nieufne.
Leszek Czajka:
Ja też.

– I bardziej przyzwyczajają się do miejsca niż do człowieka…
Leszek Czajka:
Mój Tolek, rackdoll amerykański o niebieskich oczach, jest wyjątkiem. Zachowuje się jak pies, chodzi za mną krok w krok.

– A co powiesz takim, którzy twierdzą, że koty są niemęskie?
Leszek Czajka:
Kompletnie mnie to nie obchodzi! Nie ma zwierząt męskich albo niemęskich! Niemęski można mieć co najwyżej zegarek i tyle. Ale nie zwierzę! Zwierzę to zawsze najlepszy test na odpowiedzialność.

– Twoja największa wada?
Leszek Czajka:
Apodyktyczność. Pracuję, żeby ją trochę wyciszyć, ale z marnym skutkiem.

– Umiesz mówić „przepraszam”?
Leszek Czajka:
Uczę się. Może za późno...

– Ulubione imiona?
Leszek Czajka:
Oskar, Oliwier, a z kobiecych – Aniela. Brzmi jak „anioł”… Tak miała na imię moja ukochana babcia. Dzięki niej pamiętam dzieciństwo w Tylmanowej jako ciąg cudownych zdarzeń i morze babciowo-dziadkowej miłości. Takiej, co to mogła góry przenosić.

– Byli tam jacyś rówieśnicy?
Leszek Czajka:
Pewnie! Ale pamiętam, że to ja zawsze byłem szefem bandy. Albo księdzem. Właziłem na ambonę i wszyscy musieli słuchać moich kazań. No i byłem nieznośny.

– Mówiąc krótko, jak bawiliście się w czterech pancernych, Jankiem był Leszek Czajka?
Leszek Czajka:
Dokładnie! A jak mnie nie słuchali, to tworzyłem własną armię.

– Nawet jednoosobową?
Leszek Czajka: Nawet. Już wtedy nie interesowały mnie kompromisy. Nie lubiłem i nie lubię się integrować.

– Jesteś samotnikiem?
Leszek Czajka:
Tak, choć bardzo brakuje mi czasu na pobycie samemu ze sobą.

– Twój obecny stan ducha?
Leszek Czajka:
W twoim towarzystwie – fantastyczny!

– Dobra odpowiedź. A na poważnie?
Leszek Czajka:
Jestem optymistą. Jednym z tych,dla których szklanka jest do połowy pełna. Umiem radzić sobie z kłodami rzucanymi pod nogi. I staram się nie obarczać problemami moich bliskich. To trudne, ale wykonalne. Daje siłę i poczucie wartości.

– I jeszcze jedno – gdybyś nie był fryzjerem, to byłbyś…?
Leszek Czajka:
Psychologiem. Albo projektantem wnętrz. Ale, tak na wszelki wypadek, nie odsyłaj mnie jeszcze na emeryturę!

* Kwestionariusz Prousta to zestaw pytań krążących po europejskich salonach na przełomie XIX i XX wieku; dwukrotnie odpowiadał na nie Marcel Proust.

Rozmawiała Joanna Racewicz
Zdjęcia Piotr Porębski/ Metaluna
Stylizacja Dorota Williams
Współpraca Jakub Kołaczek i Iwona Michalak
Makijaż Gosia Urbańska
Fryzury Zespół Leszka Czajki
Produkcja sesji Tomasz Czmuda
Jak zregenerować zniszczone włosy?
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (8)
Ewelina/6 lat temu
i tu się nie zgadzam że jest fryzjerem który tylko potrafi dobrać fryzurę jako jedyny bo na pewno nie jest lepsza Monika Spurko Czarna kiedyś pracowała u niego tam ją poznałam i choć nie pracuje już u niego ja dalej do niej chodzę bo jest bardzo zdolną osobą i kreatywną osobą robi wiele metamorfoz wysłałam do niej wiele znajomych przez te lata które do niej chodzę każda była bardzo zadowolona i zmieniona rewelacja i wiem że jest wielu takich fachowców tylko może do nich nie trafiliśmy więc niech ktoś nie pisze że jest on jeden,on ma po prostu dobrą reklamę w postaci mediów,a ja podam numer do pani Monki 504205479 jeśli chce ktoś z korzystać naprawdę bardzo polecam jest świetna pozdrawiamEwelina.
aaa/6 lat temu
ten artykul jest tak mdlawy ze az meczy
Malta/7 lat temu
bo o ile fryzjer to fryzjer, to L.Czajka jest naprawdę "stylistą" fryzur, nikt tak jak on nie umie dobrać fryzury do twarzy, stworzyć czegoś tak pięknego. Inna sprawa, że ten wywiad jest okropny, taki bardzo w stylu J. Racewicz, nie cierpię jej wywiadów, są takie sztywne, takie od ramy, takie bleee. A z niego robi tu takiego intelektualistę, jacyż oni oboje elokwentni, eleganccy, prezenty od pierwszej damy, od gwiazd tv, o jeju jeju.... bleh.
POKAŻ KOMENTARZE (8)