POLECAMY

Szarmancki Mariusz Bonaszewski i stylowa Dorota Landowska w sesji w Vivie!

Aktor znany z serialu "Przyjaciółki" zdradza, czemu wziął ślub po 16 latach!

Szarmancki, męski, tajemniczy. Niski ton głosu, błysk w oku i szelmowski uśmiech dodaje mu animuszu. Polki pokochały go za rolę ojca Ingi w serialu "Przyjaciółki". Na scenie i przed kamerami od blisko 30 lat.  A prywatnie? Szczęśliwy mąż i ojciec 2 dzieci.

Kto dziś rano wypowiedział pierwsze zdanie: Pan do żony czy żona do Pana?

Dorota Landowska: (śmiech). Pan do żony.
Mariusz Bonaszewski: Jak zwykle. Mniej więcej za piętnaście piąta.
Dorota Landowska: Ja rano nie mówię.
Mariusz Bonaszewski: Ale zdanie jest niecenzuralne, więc nie padnie w wywiadzie. Napiszmy po prostu, że to ja. Taki nasz rytuał. Za piętnaście piąta, czasami wcześniej.
Dorota Landowska:Myślę, że o zbyt osobistych rzeczach nie wolno mówić...
Mariusz Bonaszewski:Potem wytniemy...
Dorota Landowska: Ja mam problemy z porannym wstawaniem. Budzik jest nastawiony na szóstą, żeby ogarnąć całą trzódkę i wyprawić ją do szkoły. Potem próba w teatrze, która zaczyna się o dziesiątej.

Piąta rano, czasami wcześniej...Niecierpliwie rwie się Pan do życia!

Mariusz Bonaszewski: Ostatnio taki mam rytm. Zaczynam zdjęcia o szóstej. Poza tym mamy psa.
Dorota Landowska: Mamy od niedawna sukę ze schroniska i Mariusz, wypuszczając ją na dwór o poranku, ma spektakl psich emocji pod płotem. Wczoraj przyszły również koty i była jatka.
Mariusz Bonaszewski: Rzeczywiście budzę się tak wcześnie, bo plan zdjęciowy, bo pies, ale poza tym, wie pani, poranna reanimacja 50-latka trochę trwa. Kiedyś wstawałem i natychmiast przebiegałem 10 kilometrów, a metą było rozpoczęcie próby. Teraz przebiegam "piątkę", a potem wkładam kolana do lodu. A jak się wieczorem nieco przesadzi z intensywnym życiem, nawet
nie mówię o wypitym winie, ale o pracy, to po kilku godzinach snu ranki mam dłuższe od worów pod oczami. Więc wstając wcześnie, bierzemy czasowy zapas. Oczywiście to nie ma żadnego znaczenia, bo i tak wszędzie się spóźniamy.
Dorota Landowska: To nieprawda.
Mariusz Bonaszewski: I nigdy nie mamy tego samego zdania na ten sam temat.

Oprócz dzieci. Syn i córka – każde to inny rodzaj doświadczenia?

Dorota Landowska: Dla mnie między psychiką dziewczynki i chłopca rozciąga się przepaść. Najpierw urodziła się Marysia, potem pojawił się Staś i zupełnie nie wiedziałam, co z tym zrobić. Pierwszym dojmującym uczuciem jest bezradność. Z różowego wchodzi się od razu w marki samochodów. Zaczynają się spacery, których się nie zapomina: na place budowy, do składów dźwigów, betoniarek, koparek i wielkich traktorów. To jest wyzwanie dla kobiety.
Mariusz Bonaszewski: Dla ojca idealnie jest, kiedy pierwsza rodzi się córka, bo to jest chyba najmniej wstrząsowe wchodzenie w rolę rodzica. A syn to jak przybysz z obcej planety. Rozumiem matki, które mają z tym problem, bo po takim dziecku subtelnym, delikatnym, dziewczęcym, istocie, którą trzeba tylko hodować, chuchać na nią i chronić, pojawia się ktoś, przed kim samemu trzeba się chronić. Ale kto jednocześnie jest wspaniały. Nasz syn ma sześć lat i jest E.T. i małą dziewczynką jednocześnie. Oprócz tego, że ma temperament zwierzęcia, jest małą osóbką, która płacze, kiedy przychodzi ze szkoły z podbitym okiem i chce się przytulić. I niech tak trwa.

Tekst BEATA NOWICKA
Zdjęcia Piotr Porebsky/Metaluna
Stylizacja Zuzanna Kuczyńska/LAF AM
Makijaż Beata Milczarek/Metaluna
Fryzury Rafał Żurek/Metaluna
Produkcja sesji Ewa Kwiatkowska,Piotr Wojtasik


Podziękowania dla Katy Bentall za udostępnienie pracowni przy ul. Smolnej 36.
"Krew z krwi", sezon 2 w niedziele o godz. 21.10 w TVP2.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)