"Magiel towarzyski", czyli pranie brudów show-biznesu

Piorą co tydzień masę papierowych bzdur, jakie urodziły się przez siedem dni na łamach tabloidów i bardziej poważnych magazynów. Nie stosują wybielacza, prędzej sami dorzucą kilka niespieralnych plam po to, by móc się jeszcze bardziej pastwić nad ich posiadaczem. Duet Karoliny Korwin-Piotrowskiej i Tomasza Kina to pogromca mniejszych i większych skandali polskiego show-biznesu, wydumanych wywiadów i spowiedzi gwiazd w plotkarskich magazynach, pokazujący miałkość materiału, który trafia do ich telewizyjnej pralni.

Piorą co tydzień masę papierowych bzdur, jakie urodziły się przez siedem dni na łamach tabloidów i bardziej poważnych magazynów. Nie stosują wybielacza, prędzej sami dorzucą kilka niespieralnych plam po to, by móc się jeszcze bardziej pastwić nad ich posiadaczem. Duet Karoliny Korwin-Piotrowskiej i Tomasza Kina to pogromca mniejszych i większych skandali polskiego show-biznesu, wydumanych wywiadów i spowiedzi gwiazd w plotkarskich magazynach, pokazujący miałkość materiału, który trafia do ich telewizyjnej pralni.

„Magiel towarzyski”, czyli pranie brudów show-biznesu
tvn.pl

Tutaj się nikomu nie słodzi, jak zapewniają twórcy programu. Prędzej wbija szpilki na otrzeźwienie i pokazanie, że są dwa rodzaje gwiazd – te przez wielkie i przez małe „g”. A nad Wisłą dominują niestety raczej te mniejsze, które są najgłośniejsze, ale i szybko znikają z kręgu zainteresowania mediów – i to właśnie je kłują. Zanim jednak to się stanie, zdążą naprodukować masę wypowiedzi dla „Faktów” czy innych „Super Ekspressów”, pokazać piersi w „CKM-ie” i jak najwięcej na tym zarobić. I nikt się nie przejmuje jakością tej pokazówki, która co inteligentniejszych odbiorców po prostu boli. Korwin-Piotrowska i Kin postanowili jednak przetrzeć ludziom oczy, za nich zrobić tygodniową prasówkę i oddzielić to, czego nie warto czytać od tego, do czego trzeba koniecznie zajrzeć. A przede wszystkim wyśmiać te najgorsze i najbardziej żenujące „kity tygodnia”.

Po co to wszystko? Zaprawione złośliwym sarkazmem hałaśliwe czasem uwagi na temat stanu polskiego show-biznesu skupiają uwagę widzów równie dobrze jak wołające z okładki tabloidu kiczowate wyznanie gwiazdki „Byłam w ciąży w wieku 14 lat! Ale już nie jestem...”. Prowadzący na wizji pokazują, w jaki sposób nadawane są dla czytelników komunikaty gwiazd i w jaki sposób je czytający odbierają. Jeden wielki bełkot i ekshibicjonizm w świetle jupiterów to to, czym nie powinna być pełnokrwista sława, ale niestety – tym właśnie jest w wydaniu nadwiślańskim: produkcją bzdur, które pretendują do prawd objawionych, wywlekaniem osobistych tajemnic tylko po to, by podtrzymać zainteresowanie mediów. Ta papka, jaka sączy się ze stron brukowców jak również magazynów dla pań i panów, zasługuje według Korwin-Piotrowskiej i Kina na porządne prześwietlenie i w efekcie na tytuł klapy lub klasy tygodnia. A o te drugie oczywiście o wiele trudniej niż o pierwsze – bo klasa jest tylko jedna, zaś klap aż trzy.

Klapę można dostać za wszystko, za każdy „bzdet” wypuszczony przez gwiazdy do publicznej świadomości. Na widelcu znajdą się więc wyrwane z kontekstu słowa gwiazd na Pudelku a także „bardzo poważne” wywiady na wyłączność w „Vivie!” lub „Gali”, okraszone dodatkowo sesją zdjęciową, której także się dostaje za czystą reklamę czyichś projektów ubrań, w jakie ubrane są w niej gwiazdy. Pod lupą znajduje się sensowność wypowiedzi, która obnaża zazwyczaj pustosłowie i chwilową nieumiejętność gwiazdy w przewidywaniu – zazwyczaj – negatywnych skutków takiego wywiadu. Z klasą jest trudniej, bo w udzielonym wywiadzie trzeba się wykazać właśnie nie chwilową, ale przemyślaną strategią dotyczącą tego, co powinno pójść do druku i na pewno pomoże gwieździe w odebraniu jej jako inteligentnej i obytej życiowo. Oczywiście dają tutaj o sobie znać osobiste sympatie prowadzących, którzy także mają swoich gwiezdnych faworytów i czasem dają niemiłosiernie popalić tym, którzy wykazują w swych wypowiedziach odrobinę dobrej umysłowej woli, dostają jednak za swoje. Na zachętę, żeby starali się bardziej. Nikt przecież nie mówił, że obiektywizm jest i ma być najmocniejszą stroną duetu Piotrowska/Kin.

„Magiel towarzyski”, czyli pranie brudów show-biznesu
MWmedia

Z kolei klasę dostaje się i za dobrą wolę, i za inteligencję, i za dystans, i pomysł, słowem – za coś zupełnie wyjątkowego i oryginalnego, za brak konformizmu i próbę wydarcia się ze szpon płytkiego szołbizu. Może to być sesja zdjęciowa, może to być wywiad, może to być po prostu nie pokazywanie się sławy w mediach i pozostawanie sobą w tym różowo-brokatowym wariatkowie. Albo zwyczajnie być szanowanym przez prowadzących, by zyskiwać w ich oczach mimo drobnych wpadek. W każdym razie klasa jest jedna, wyjątkowa i ma być wzorem dla gwiazd, jak się lansować skutecznie, mądrze i na porządnym poziomie. Takim, jaki lubią inteligentni ludzie, czyli może nie czytający wszystkich tych kolorowych pism, ale których zdanie powinno być ważne dla znanych i lubianych. Czyli tacy jak Kin i Piotrowska właśnie.

Duet Piotrowska/Kin gości w studio nie tylko papierowe wydania gwiezdnych osobowości, na fotelu zasiada także żywy okaz celebryty, który zazwyczaj cieszy się szacunkiem prowadzących. Najczęstszym gościem w programie bywała dotąd Kasia Nosowska – outsiderka polskiej sceny muzycznej, która czego się nie dotknie, staje się muzycznym i cenionym przez krytyków hitem. Zazwyczaj pytania, jakie zadają prowadzący, dotyczą sytuacji polskiego show-biznesu, tego, dlaczego jest tak kolorowo i cukierkowo, a brak jakiejkolwiek logiki i dobrego smaku, ale również dokonań zaproszonej gwiazdy, tego, jak się czuje w tym świecie i jak radzi sobie na swojej artystycznej drodze. Kolejny gwiezdny wzór – zdystansowany, chłodno oceniający rzeczywistość.

Pomimo szczytnej misji piętnowania absurdów show-biznesu, jaką stara się realizować „Magiel towarzyski”, można mu mimo wszystko zarzucić pewien nieprofesjonalizm: naśladowanie krzykliwości tabloidów nie wypada zbyt dobrze na wizji, gdzie Kin wchodzi w słowo Piotrowskiej i na odwrót, a sama dziennikarka wykorzystuje swój donośny i drażniący na pewnych wysokościach tembr głosu. Często kierunek pastwienia się nad konkretną osobą czy wydarzeniem schodzi na całkiem inny tor, a komentarze zaczynają oscylować wokół niebezpiecznie niskiego i chamskiego poziomu. Uderza też to, że sama Korwin-Piotrowska będąca redaktor naczelną plotkarsko-rozrywkowego portalu Plejada.pl sama ocenia ludzi, którzy zapewniają jej redakcji źródło dochodu. Czy właśnie hipokryzja gwiazd i bylejakość tabloidowych wywodów nie stała się przypadkiem cechą „Magla” a nie wyśmiewanym celem tego programu? Bo niebezpieczeństwem tego nadmuchanego i błahego show-biznesu jest jednak to, że im dłużej się w nim siedzi – jak zresztą w każdej branży – tym coraz bardziej się nim nasiąka i po jakimś ciężko jest przestać go chłonąć. Bliskość gwiazd, w jakimkolwiek wydaniu, złym czy dobrym, jednak uzależnia i to w „Maglu” widać coraz bardziej i przede wszystkim głośniej.

Mimo to warto oglądać program od czasu do czasu, by wiedzieć, na co nie wyrzuciliśmy pieniędzy, nie kupując poszczególnych szołbizowych tygodników i gazet, w skondensowanej formie dowiedzieć się, co się działo przez ten czas na salonach i szybko o tym zapomnieć. „Liznąć” tego kolorowego dodatku do naszego zwyczajnego, szarego życia i pośmiać się z głupoty gwiazd, na które jest równie wielkie zapotrzebowanie, jak na programy w stylu „Magla towarzyskiego”.

Magdalena Mania
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (8)
/8 lat temu
wolę słuchać "Szoł" Marty Grzywacz i Piotra Jaworskiego :)
/8 lat temu
kto to jest u boga?
/8 lat temu
Marta Grzywacz - kiedyś m.in. Wiadomości i "Gala", teraz z Piotrem Jaworskim RMF :)
/8 lat temu
to nie ogladaj, po kiego ciula ogladasz i czytasz o tym?
POKAŻ KOMENTARZE (5)