POLECAMY

Jurek Owsiak i Ola Owsiak - Sie ma, tato!

On bez ogródek przyznaje, że życie z nim nie jest łatwe, że wybucha, że krzyczy. Ona zawsze chce go zrozumieć. Jerzy Owsiak w trudnej rozmowie ze swoją starszą córką Olą.

Jurek Owsiak i Ola Owsiak - Sie ma, tato! fot. Rafał Milach/AF Photo
– Jurek, miałeś 26 lat, kiedy po raz pierwszy zostałeś ojcem. Od razu wiedziałeś, że sobie poradzisz?
Jerzy Owsiak:
Był 79 rok, życie tak intensywnie się wtedy toczyło. Wiedziałem, że w domu jest wszystko OK! Dzidzia, moja żona, zajmuje się Olą. I nie ma bólu. Wtedy chyba nie do końca zdawałem sobie sprawę, że kobieta po porodzie potrzebuje psychicznego wsparcia. Nie szalałem jakoś specjalnie, ale – jak wielu mężczyznom – wydawało mi się, że jeśli przy dziecku jest mama i babcia, znaczy wszystko załatwione. Dziesięć lat później przyszła na świat nasza druga córka. Ewa to już było bardzo mocne przytulanie. O wiele większe niż u Oli. Bardziej wiedziałem, o co w ojcostwie chodzi. Ochłonąłem.

– Ewa urodziła się przed terminem. Bałeś się, że ją stracisz?
Jerzy Owsiak:
Ewa była wcześniakiem. Urodziła się w warszawskim szpitalu na Inflanckiej, a tam nie było inkubatora. Przewieźli ją, maleńką, karetką niedaleko, na Działdowską. Lekarze bez owijania w bawełnę powiedzieli, żebyśmy sobie nie robili nadziei. Co wtedy czują matka i ojciec? Odpowiedz sobie sama. Dzień w dzień przyjeżdżaliśmy na oddział. Dzidzia ściągała pokarm. Jak się źle czuła, ja go zawoziłem. Raz wchodzimy, a Ewy w tym inkubatorze nie ma. Pamiętam to uczucie. Strach nas obleciał. Na szczęście okazało się, że zabrali ją gdzieś tylko na chwilę. Nie stało się to najgorsze. I Ewa w końcu wyszła ze szpitala.

– Jurek, trudny z Ciebie facet? Jak się żyje z Owsiakiem?
Jerzy Owsiak:
Nie jestem łatwym zawodnikiem w takich kontaktach na co dzień. Momentami dostaję „korby” i ktoś musi zebrać tak zwany opierdol. Nigdy nie krzyczę bez powodu. A na końcu mówię: „Przepraszam”.

– Olu?
Ola Owsiak:
Może nie do końca jest tak, że pada dosłowne „przepraszam”, raczej powstaje napięcie, zapada cisza. Na jakiś czas. A potem dzwoni telefon w związku ze sprawami zawodowymi i z: „Co u ciebie?”. Faktycznie to Jurek raczej dzwoni pierwszy. No, chyba że się w firmie „pali”. Wtedy ten ruch należy do mnie. A „opierdol” – cóż, zawsze mnie bawi stwierdzenie, że zodiakalne Wagi są wyważone. Jurek nie ma nic wspólnego z wyważeniem, zwykle długo nie reaguje, nawet jeśli coś go drażni, aż w końcu wybucha „za wszystko”. Wtedy jest jak wulkan. Średnio mi odpowiada, ale staram się zrozumieć.

– Jurek, jakie były Twoje córki, kiedy dorastały?
Jerzy Owsiak:
Z całą pewnością nie robiły takich głupot, jak ja z bratem. Pamiętam, kiedyś wsadziliśmy dwa kabelki do kontaktu i podpaliliśmy fotel, na którym siedziała babcia. Wielki fotel buchnął dymem, babcia się zdenerwowała. Mieliśmy szatańskie pomysły. Wychodziłem w białej marynareczce na dwór, po trzech minutach już byłem utytłany w błocie. Matka załamywała ręce, że tego nie wytrzyma. Córki nie wdały się we mnie. Obie to bardzo dobre uczennice.

Porozmawiaj o poruszających wywiadach Vivy! >>


– Wychowywałeś je bezstresowo? Dawałeś dużo luzu, „Róbta, co chceta”?
Jerzy Owsiak:
Nie. W życiu. To teraz poleciałaś. To prawicowe katolickie pisma wymyśliły, że pod tym hasłem „Róbta, co chceta” musi się kryć zadyma i rozróba. A to tylko tytuł programu. Zastrzeżony w Urzędzie Patentowym. Programu, który zdobył nagrody w telewizji. Łączenie tego z moim prywatnym życiem jest absurdem.

– Wielu łączy. To Cię wkurza.
Jerzy Owsiak:
Gdybym był anarchistą, zwariowanym szaleńcem łamiącym wszystkie zasady, jak mógłbym pilnować pieniędzy, które dostaję od ludzi? Fundacja wyleciałaby w parę chwil w kosmos. A my według ostatnich badań jesteśmy najlepiej rozpoznawalną pod względem uczciwości i rzetelności marką w Europie. Oczywiście, że w naszym domu były zasady. Ale też dużo zaufania. Sami z Dzidzią mówiliśmy dziewczynom: „Jak masz po nocy wracać, to lepiej zostań tam, gdzie jesteś, bo wędrowanie po nocy jest niebezpieczne”. Jak miałem obawy o narkotyki, rozmawialiśmy o tym. „Ola, czy na tych prywatkach pojawiają się jakieś świństwa?”, pytałem. „Tak, ale ja tego nie biorę”, miała odwagę przyznać.
Ola Owsiak: Nigdy nie miałam potrzeby spróbowania, jak to jest. Po prostu.
Jerzy Owsiak: Pamiętam chwilę, kiedy bałem się, czy Internet jest dla nich zagrożeniem. Bo może. Przekazują ci tam dużo rzeczy podłych, złych, agresywnych, pornograficznych. Przegadaliśmy i to. Znasz syndrom „zamkniętego pokoju”? Każdy rodzic to w pewnym momencie przeżywa. Karteczki nalepione na drzwi w pokoju dziecka. Przesłanie takie: „Proszę mi dupy nie zawracać”. Ale potem w tym pokoju znajdujesz swoje płyty, koszulę w kratę. I w końcu drzwi się otwierają. Nasze relacje zawsze były dobre. Nie zakładałem, że jak tylko gdzieś same wyjadą, to sobie poleją z kolegami wino, bo się urwały ze smyczy. Nigdy nas nie zawiodły. Coraz mniej między nami konfliktów, bo się nie napinamy.
Ola Owsiak: Klapa w tyłek od ojca dostałam tylko raz.
Jerzy Owsiak: A ja tego nie pamiętam.

– Ola, a okres buntu? Każdy go przecież przechodzi.
Ola Owsiak:
No jasne. W ramach buntu przez lata nie przyjeżdżałam na „Woodstocki”. To przewrotne, biorąc pod uwagę, że teraz tu pracuję. Wtedy to była impreza moich rodziców. Wybierałam żagle ze znajomymi.


– Jurek, Ola wyprowadziła się z domu, ale 20-letnia Ewa wciąż mieszka z Wami. Trudno jest rozstać się z dziećmi?
Jerzy Owsiak:
Zaraz też wyfrunie. Oboje z żoną wypychamy dzieci z domu. Okazaliśmy Oli sto procent zaufania. Studiowała w Stanach, skończyła szkołę telewizyjną w Chicago. Zaczynała w kraju polonistykę. Dostała raz dwóję z poezji, a potem nie mogła umówić się z docentem na poprawę. Ten koleś nie miał nigdy czasu. Nie mogła kupić jakiegoś skryptu.
Ola Owsiak: Zdaje się, że to były roczniki czy kroniki Długosza. Niemożliwością było wypożyczenie ich, przeczytanie na czas. Był chyba jeden egzemplarz na cały uniwersytet.
Jerzy Owsiak: Któregoś dnia siedzimy razem w kuchni. „Ola, chrzań te polskie studia. Jedź w świat”, usłyszała. Nie studiowałem nigdy, ale na zachodnich filmach widzę, jak to wygląda w świecie. Relacja mistrz i uczeń. A u nas? Pojechała za ocean. Miała wtedy 19 lat. To była odważna decyzja. Z różnych powodów. Martwiłem się o nią i o pieniądze. Prowadzę firmę, która produkuje programy telewizyjne, łapie kontrakty. Jestem na takim rok, półtora. W każdej chwili mogę go nie mieć. Wtedy skończy się kasa. A studia kosztują. Czasem słyszę, że fundacja mnie utrzymuje. Nie utrzymuje, co więcej, nie ma takiego prawa.

– Bałeś się o Olę? Jak sobie tam sama poradzi?
Jerzy Owsiak:
Miałem w Chicago znajomych, którzy ją przycumowali. Ale natychmiast z tego zrezygnowała i zaczęła samodzielne życie. Wynajęła mieszkanie. Miałem w głowie cały filmowy scenariusz, że nagle jej te studia nie wychodzą, ale nam o tym nie mówi. Wysyłam wciąż pieniądze. A ona popada w jakiś dramat. Na szczęście to było tylko wariactwo. Zaaklimatyzowała się. Raz zadzwoniła: „Tato, układam scenariusz, w głównej roli zwierzęta. Zrobisz mi rysunki?”. Czemu nie? Znalazłem ładny atlas zwierząt, popatrzyłem i narysowałem dinozaury. Poubierane w bejsbolówki, T-shirty. Zachwycili się tym na uczelni. Innym razem: „Tato, a narodowy drink? Coś ci przychodzi do głowy?”. Przygotowałem jej całą kolekcję fotografii. Ja w stroju górnika, w ręce biało-czerwona szklaneczka. A jak, byłem modelem. Drugie zdjęcie: stoję w białej koszuli z goździkami.

– Sam bez powodzenia zdawałeś na ASP. Przy córce mogłeś się wyszaleć?
Jerzy Owsiak:
Oboje mieliśmy frajdę. Skończyła studia szybciej, tak dobrze jej szło. Pojechaliśmy z Dzidzią, z żoną, na wręczenie dyplomów. Wspaniałe przeżycie. Wziąłem kamerę. Znajomi Oli pytali: „O, to twój ojciec jest filmowcem?”. A to był naprawdę filmowy moment, kiedy w niebo pofrunęły birety zerwane z młodych głów. Wzruszyłem się, a ta mała tylko wróciła i mówi: „Tato, macie w fundacji źle redagowane strony w języku angielskim”. „Bo?”, pytam. „Tak się nie pisze”, rzuciła, a potem usiadła i zredagowała wszystko od nowa. „Ola, jedź gdzieś, porób sobie telewizję”, mówię. „Do innego kraju. Może Węgry albo jakaś Grecja? Ale zanim to zrobisz, fundacja jest zaproszona na duży kongres medyczny. Pojedziesz z naszym wykładem? Bo ja nie znam języka”. I tak zaczęliśmy. Okazało się, że jest świetna. Jeśli sala przysypia, ona ją z pewnością obudzi. Teraz w fundacji zajmuje się marketingiem.


– Ładny marketing. Musiałeś wydać Oli „polecenie służbowe”, żeby zgodziła się na tę rozmowę.
Jerzy Owsiak:
To prawda, że od mediów Ola trzyma się raczej z daleka. Moje dzieciaki konsekwentnie po dzień dzisiejszy nie ujawniają publicznie, że jestem ich ojcem.
Ola Owsiak: Bez przesady z tym „nieujawnianiem”. Kiedy nie ma potrzeby, nie mówię o tym, ale też paranoicznie nie ukrywam. Pracuję, gdzie pracuję, i z czystym sumieniem mówię, że robię to uczciwie. Tu, na festiwalu, zajmuję się przygotowaniem koncertów – negocjuję z agencjami warunki wystąpienia artystów, organizuję ich przyjazd na festiwal, kontaktuję się z obsługą techniczną sceny, ustalamy scenariusz oświetlenia, backline, szczegóły dotyczące nagłośnienia, planujemy próby dźwięku, kieruję ruchem w garderobach, czuwam nad cateringiem, pilnuję, żeby muzycy przedarli się przez korki i dojechali na czas… Oczywiście nie robię tego wszystkiego sama. Mam fantastyczny trzyosobowy zespół i Pokojowy Patrol. Jeśli chodzi o muzyków, zazwyczaj przyjeżdżają ludzie serdeczni i otwarci, ale zdarzają się też tak zwane diva moments. Myślę, że często wynika to po prostu z tremy. W końcu trzeba tu stanąć przed kilkusettysięcznym tłumem. Dziś rozmawiałam o tym z Michaelem Langiem, organizatorem Woodstock ’69, który jest naszym gościem. Śmialiśmy się, bo oczywiście on też ma takie doświadczenia. Czasem sprowadza się to po prostu do rozmowy na zasadzie: „Czy możemy…?”. „Nie, nie mogą państwo”. Jurek nie musi mnie chwalić. Widzę, czy wszystko idzie dobrze.

– Jurek, jesteś nieszablonowy. Dziewczyny się kiedyś tego wstydziły?
Jerzy Owsiak:
Myślę, że nie. Nigdy nie czułem, że może być im z mojego powodu nieswojo. Bywa, że wychodzimy razem, a któraś rzuci uwagę: „W tym, tato, nie jest ci fajnie. Nie możesz tak łączyć ciuchów”. Biorę ich zdanie pod uwagę.

– A kiedy pojawili się mężczyźni w życiu Twoich córek, przeszli jakieś ojcowskie testy? Ola ma córkę, ale za mąż nie wyszła.
Jerzy Owsiak:
Wyrażam swoje opinie, ale się nie wtrącam. Jak ojciec się, oczywiście, wszystkiemu przyglądam. I gdyby coś działo się nie tak, to uważam, że wtedy miałbym prawo działać. Patrzę uważnie.

– Jesteście rodzinni? Spotkania, wspólne wakacje?
Ola Owsiak:
Tego jest u nas mało. Zazwyczaj wszyscy jesteśmy w pracy. Nawet kiedy spotykamy się na rodzinnym obiedzie. Nie da się zamknąć fundacyjnych drzwi o 16.00 i zapomnieć o tej pracy. 
Jerzy Owsiak: Byłoby fajnie, gdybyśmy żyli bliżej ze sobą, tak bardziej rodzinnie, „po włosku”. A wakacje? Są, jak najbardziej. Żona wybiera, ja jadę, nie mam pojęcia, gdzie (śmiech), bo czy to ważne? Na jakąś wyspę koło Hiszpanii, nazwy wciąż zapominam, pal licho. Zawsze biorę dużą torbę książek. A na miejscu kompletnie nic mi nie przeszkadza. Izoluję się. Czasem przychodzą Polacy, przywitają się, zrobią zdjęcie. A ja piję sobie drinka, kąpię się, odpoczywam, wysypiam. Nigdzie nie jeździmy, niczego nie zwiedzamy. Żadnych wycieczek! To jest mój warunek. Nacieramy się olejkami i to mi wystarcza, rewelacja. Pamiętam każdą swoją podróż z kamerą. Co widzieliśmy, co piliśmy, nazwy miejscowości. A z takich wakacji nic, błogość. I znów akumulatory naładowane.


– Zawsze byłeś blisko z młodzieżą? Masz 56 lat i najmniejszego problemu ze złapaniem kontaktu z 18-latkiem.
Jerzy Owsiak:
Młodzi ludzie mnie zawsze nakręcali. Patrzysz na króla prywatek. W szkole podstawowej, potem w średniej uwielbialiśmy z kumplami imprezować w sobotę. Miałem kolekcję płyt winylowych. I pocztówki dźwiękowe, ale najcenniejsza była płyta Beatlesów „Help”. Choć tak zmacerowana, że była spięta mosiężnym drutem, bo pękła. Nie przeszkadzało nawet to, że puszczenie pierwszego nagrania z obu stron nie wchodziło w grę. Krótko mówiąc, posiadacz płyt był na prywatce mile widziany. Jak my wtedy balowaliśmy! Wychował mnie wakacyjny autostop. Jeździłem tak wiele, wiele lat. Nawet jak już byłem żonaty z Dzidzią, to ją zabrałem na autostop. Powiedziała mi: „Już nigdy się na taką imprezę nie wybiorę”, ale przeżyła to. Potem, kiedy już pracowałem, zaczęliśmy robić „Finały” i znów pokazali się młodzi ludzie. Popatrz na Pokojowy Patrol na „Przystanku Woodstock”. Czterdziestolatek ma już rodzinę i nie poświęci tyle czasu na wolontariat co oni. To naturalne. Dobrze mi się z nimi pracuje. Każdy z nich, gdybym wpadł w przerębel, nie zastanawiałby się trzech sekund i skoczył za mną.

– Czują, że Ty stoisz za nimi murem. Walczysz o innych. A o siebie samego potrafisz?
Jerzy Owsiak:
No słabo, nie za bardzo. Kiedy niedawno moja mama potrzebowała interwencji lekarza, na pogotowiu czekałem normalnie w kolejce. Patrzyli na mnie burym okiem. Liczyłem, że może zrobią jej szybciej zabieg. Nic.
Ola Owsiak: Rozumiem to. Sama czuję się niezwykle niekomfortowo, kiedy coś ma być dla mnie załatwione ulgowo. Jestem na tym punkcie przewrażliwiona.
Jerzy Owsiak: Nie znajdziesz człowieka, który powiedziałby, że czegoś tam nadużyłem. Ludzie często dzwonią z prośbą o pomoc, o kontakt do lekarza dla dziecka. Jeśli mam taką możliwość, wykręcam numer. W 70 procentach zapominają potem powiedzieć, co dalej. Przyznaję, czasem mnie ponosi. Podziękuj, zadzwoń i powiedz: „Dzidzia, wszystko załatwiłem”. A oni zapominają podziękować. Mówimy sobie z Dzidzią: „Taka karma”. Nieraz przychodzą bardzo wzruszające listy, dlatego wciąż nie odmawiam, gdy ktoś prosi. Ale to Dzidzia ma wielkie serce. Czytam w różnych pismach: „Wybrano Kobietę Roku”.  Dla mnie ona jest Kobietą Roku i to nie żadna moja pretensja, bo Dzidzia ucieka od dziennikarzy. Kiedy więc lekarze mówią w szpitalu: „Panie Jurku, dziękujemy”, myślę: to nie mnie dziękujcie, tylko mojej żonie.
Ola Owsiak: Tata jest chaotyczny, on daje iskrę zapalną, mama to potem dalej ciągnie.
Jerzy Owsiak: Dzidzia z wykształcenia jest ekonomistką. Po turystyce na SGPiS-ie. Razem prowadziliśmy firmę produkującą programy dla telewizji. Opierała się okropnie, ale od pięciu lat zajmuje się w fundacji całą stroną medyczną. Znosi do domu kolejne opasłe segregatory. „Dzidzia, błagam, błagam, to jest dom”, mogę sobie gadać (śmiech).


– Bo w domu chcesz mieć spokój.
Jerzy Owsiak:
Jasne. Oglądać w telewizji programy na Discovery. Posłuchać muzyki, choć ostatnio wyniosłem z domu cały sprzęt grający. Miałem wielkie subwoofery. Potężna moc. I co? Mieszkam w normalnym bloku. Rozkręciłem muzykę, zaraz przyszedł sąsiad. Troszeczkę byłem agresywny. „Dwunasta jest, chyba mogę, no!”, wyskoczyłem do niego. No i nie słucham muzyki. Ale za to w samochodzie gra na full. Mam taki zestaw płyt, począwszy od Led Zeppelin, albo „Animals” Pink Floydów. Czasem ktoś mi coś nowego podrzuci. Juliette Lewis słyszałaś? Wczoraj w nocy grała tu, na „Woodstock”, świetny koncert.

– Wiesz, że rodzice często boją się puszczać swoje dzieci na „Przystanek Woodstock”?  Ty byś puścił?
Jerzy Owsiak:
Jeżeli macie państwo z nimi dobre relacje, ufacie, to niech  jadą. Jeśli brak wam zaufania, to idźcie za dzieciakiem jak cień do szkoły, bo i tam wszystko może się wydarzyć. A jeśli przyjedziecie tu z dziećmi, spotkacie się z wielką życzliwością, będziecie mieć poczucie bezpieczeństwa, pomimo tego wszechogarniającego tłumu. Tu wręcz nie wypada okazywać złych emocji. Jak ktoś się kłóci, inni go uspokajają. Ze sceny proszę: „Dbajcie o siebie”. Pytam: „Jak noc? Nic się nie stało?”.

– Potrafiłbyś robić w życiu coś innego?
Jerzy Owsiak:
Gdybym tego wszystkiego nie robił, to tak, jakbym życia nie dotknął. Mam poczucie, że to „the best” jeszcze mnie czeka. To miłe uczucie. Nie zniósłbym jazdy do biura na określoną godzinę. Spotykania się z ludźmi, z którymi nie mam związku. Ktoś mnie zapytał: „Jurek, poprowadziłbyś festiwal w Opolu?”. Nie, bo się na tym nie znam. Tu o każdym mogę coś powiedzieć. Popatrz, tu był ugór, teren pełen muld. A jest zupełnie płasko. To ci ludzie, którzy przyjeżdżają od 15 lat na festiwal, udeptali tę ziemię. Byłoby ładne pole golfowe, gdybyśmy zasiali trawę (śmiech).

– A gdyby ktoś Ci to zabrał?
Jerzy Owsiak:
Tobyśmy to robili w każdym innym miejscu na świecie. A oni wszyscy by dojechali.
Ola Owsiak: Bez wątpienia. 

Rozmawiała Monika Kotowska
Zdjęcia Rafał Milach/AF Photo
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (20)
/9 miesięcy temu
Jaki niski poziom myślenia " najpierw opier.... a na usprawiedliwienie własnych słabości myśli że wystarczy słowo przepraszam ? żałosne
/8 lat temu
Panie Jurku - dlaczego Pan milczy na temat finansów osób pracujących na etatach.../bez szczegółów-ogólnie/...
/8 lat temu
Musi byc bezpiecznie,bo dwa razy była tam na koncertach z rodzicami moja wnuczka ,a ma teraz 2 lata i furę zdjęć z Kostrzyna
POKAŻ KOMENTARZE (17)