POLECAMY

Mama Lewandowskiego o depresji po stracie męża. „Brałam się w garść, bo wiedziałam, że zwłaszcza dla Roberta jestem głównym oparciem”

Co sprawiło, że może być zarazem skromnym człowiekiem, który nie przypisuje sobie zasług, a zespołowi, a tym samym być tak pewnym swego zawodnikiem na murawie?

Edyta Liebert / 2 tygodnie temu
Mama Lewandowskiego o depresji po stracie męża. „Brałam się w garść, bo wiedziałam, że zwłaszcza dla Roberta jestem głównym oparciem” fot. @rl9

Za karierą i sukcesem mężczyzny zawsze stoi kobieta... Może to być partnerka, żona, ale przede wszystkim matka. Ta, która od początku w ten sukces wierzy i wspiera swoje dziecko. Tak było w przypadku Iwony Lewandowskiej i jej syna, Roberta. Chwytający za serce wywiad ukazał się w „Vivie!”.

Iwona Lewandowska o synu

Robert Lewandowski ma tysiące fanów, miliony obserwatorów, ale jedną, wierną kibickę, odkąd tylko zaczął stawiać pierwsze kroki na boisku. To pani Iwona zawoziła go na treningi, czuwała nad lekcjami, stawiała się trenerom, gdy niesprawiedliwe traktowali Roberta. Nie myślała, że syn zajdzie aż tak daleko, ale cieszy się każdym jego występem na murawie i zdrowym powrotem do domu. To ojciec był tym bardziej wymagającym, a ona wspierającym rodzicem.

Mieliśmy z mężem łatwiej, bo oboje pracowaliśmy w szkole jako nauczyciele wuefu, mogliśmy więc mieć i na córkę, i na syna oko. Gdy wpadła jakaś trója, od razu wiedzieliśmy. Milena była szóstkową uczennicą, bardzo ambitną, ślęczała nad książkami. A Robert jak już raz coś przeczytał, zapamiętywał. Języków na przykład uczył się bardzo szybko. Kiedy jednak złapał tróję, groziłam mu: "Bo nie będziesz jeździł na treningi". Spojrzał na mnie: "Chyba żartujesz, mamo?". "Nie, Robert, to musi być poprawione". "Mami, spoko, poprawię". I było po dyskusji. Chyba ma to jednak po mnie, że dotrzymuje obietnic.

Anna Lewandowska w swetrze polskiej marki! Wiemy, gdzie go kupiła

Co sprawiło, że może być zarazem skromnym człowiekiem, który nie przypisuje sobie zasług, a zespołowi, a tym samym być tak pewnym swego zawodnikiem na murawie?

Robert od początku czuł się pewnie na boisku. Wiedział, że ojciec skoryguje jego błędy. My z mężem byliśmy dobrymi obserwatorami. Nie patrzyliśmy na to tylko, czy nasz syn jest najlepszy, jak niektórzy rodzice, mając pretensje do sędziego, do wszystkich, tylko nie do własnego dziecka. Od nas nieraz usłyszał: "Robert, za długo byłeś przy piłce, tu miałeś podać, a nie tam". Nie rozpływaliśmy się nad nim.

Iwona Lewandowska o depresji po stracie męża

Mama naszego czołowego napastnika odpowiadając na każde pytanie związane z wychowaniem dzieci, odpowiadała w liczbie mnogiej, za siebie i za męża, jako „my z mężem”. Choć od śmierci pana Krzysztofa minęło 12 lat, pani Iwona wspomina o nim, jakby był blisko, w każdym ważnym momencie ich życia. Między nimi była chemia, jak tłumaczy w wywiadzie, prawdziwa zgodność dusz. Po śmierci, nagłej, niespodziewanej, tuż po operacji, pani Iwona wpadła w depresję.

Działałam jak automat, miałam depresję, choć wtedy nikt jej tak nie diagnozował. Większość ludzi musiała sobie radzić sama. Płakałam w poduszkę, ale brałam się w garść, bo wiedziałam, że zwłaszcza dla Roberta jestem teraz głównym oparciem. A ja wracałam do pustego domu i już miałam dołek. Wtedy zajęłam się studiami podyplomowymi. Roberta prosiłam: "Dzwoń do mnie. Podjadę po ciebie, obojętnie o której, pomogę ci. Przepraszam, że jestem nadgorliwą matką, ale muszę mieć poczucie, że jestem ci potrzebna". Powiedziałam też Ani: "Jeszcze czuję się wam przydatna i to jest cudowne". Właśnie dostałam od niej kwiaty, ponieważ przez dwa dni zajmowałam się Klarą. Ale to dla mnie wielka przyjemność. Uwielbiam moje wnuki. I fakt, że dzieci mnie jeszcze potrzebują. Gdybym się czuła odsunięta? Myślę, że trudno byłoby mi się z tym pogodzić. (...) Cieszę się, że potrafiłam sama rozwiązywać różne problemy. Mąż umarł właściwie nagle, bo przeszedł operację, wyszedł do domu, ale dwa dni później już nie żył. Serce było zbyt obciążone. A jeszcze przed zabiegiem żartowaliśmy oboje. "Iwonka, poszukaj sobie jakiegoś fajnego faceta, bo życie toczy się dalej, a na stypie niech twoje przyjaciółki podadzą gołąbki i strogonowa", mówił. "Co ty opowiadasz, będziesz żył długo i szczęśliwie", złościłam się na niego. A potem zmarł w nocy, bo tak było mu widać pisane. 

Lewandowska do Wojewódzkiego: „Za bardzo gwiazdorzysz, zjedz batona”. Czym showman zdenerwował Anię?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)