Agnieszka Włodarczyk i Mikołaj Krawczyk - To właśnie miłość

Tylko w VIVIE! cała prawda na temat najgorętszej miłości tego roku!

fot. Viva! nr 10/2012 z dnia 10 maja 2012 r.
– Wszystkich zaskoczyliście. Ja też byłam przekonana, że macie już poukładane życie, a tymczasem…
Agnieszka Włodarczyk:
Mnie też się tak wydawało, ale nigdy nie można powiedzieć, że coś już jest „zaklepane” na sto procent, chociaż długo tak sądziłam. Życie jednak płata niespodzianki, co widać na naszym przykładzie.
Mikołaj Krawczyk: Rzeczywistość pokazuje, że cały czas trzeba być czujnym.

– Jesteście ze sobą od niedawna?
Agnieszka Włodarczyk:
Jakie ma to znaczenie? Można znać kogoś wiele lat i nigdy nie pozna się go do końca. To wydarzenia i życie weryfikuje, z kim tak naprawdę mamy do czynienia i na kim możemy polegać. My już to wiemy.
Mikołaj Krawczyk: Zresztą przedtem bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy. Taka decyzja oznaczała dla nas ogromne zmiany. Gdyby mierzyć czas ilością przegadanych godzin, to można powiedzieć, że jesteśmy ze sobą już całe wieki. Spotyka się dwoje ludzi i nagle zdarza się między nimi „Kosmos”, jak my to nazywamy. Wszystko się sprzęga, łączy w całość, popycha ich ku sobie i nie ma już na to lekarstwa.
Agnieszka Włodarczyk: Cały świat przestaje istnieć, a jeśli istnieje, to po to, żeby ułatwić tym dwojgu odnalezienie siebie, swoich dusz. Mikołaj mówi: „Jedna dusza i dwa ciała”. U nas tak właśnie jest.

– A teraz masz faceta z przeszłością, a sama jesteś kobietą po przejściach. I tej przeszłości nie da się odciąć.
Mikołaj Krawczyk:
Ale nikt nie chce jej odcinać! Oczywiście, że to delikatna i niełatwa sprawa, bo przecież są dzieci, które kocham. To jasne, że będę je widywał i spędzał z nimi jak najwięcej czasu. Nie zamierzam niczego przeoczyć z mojego „tacierzyństwa”.

– W Internecie huczy, że nie opiekowałeś się synami?
Mikołaj Krawczyk:
Teraz, chcąc nie chcąc, stałem się ojcem weekendowym, ale wcześniej też trochę nim byłem, ponieważ bardzo dużo pracuję. Ale poświęcałem synom każdą wolną chwilę. Nawet na przerwy obiadowe wpadałem do domu. Da się pogodzić pracę z wychowywaniem dzieci.

– A Ty, Agnieszko? Nie boisz się nowej roli?
Agnieszka Włodarczyk:
Nie jest to łatwa sytuacja, ale jednego jestem pewna – nie mam zamiaru utrudniać Mikołajowi kontaktów z dziećmi. Sama jestem z rozbitej rodziny i bardzo dobrze wiem, jak to jest. Moja mama nigdy nie utrudniała mi relacji z tatą, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Dziś wiem, jakie to było mądre i nauczyło mnie, jak ważne jest, żeby dziecko miało dobry kontakt z każdym z rodziców.

– To jakie były te Wasze początki?
Agnieszka Włodarczyk:
Na nic sprostowania, że byliśmy wolnymi ludźmi. Nikt nie chce tego słuchać, bo wszyscy i tak wiedzą swoje.
Mikołaj Krawczyk: Jeśli ktoś ma odwagę stanąć z otwartą przyłbicą i powiedzieć: „Muszę zmienić swoje życie, bo coś się wypaliło, bo nie chcę się udusić”, to już jest to bardzo źle postrzegane. A czasem trzeba umieć zostawić coś, co już nie działa, żeby zrobić miejsce na szczęście. Jednak odwaga i prawda w dzisiejszych czasach nie jest w cenie.
Agnieszka Włodarczyk: Nawet w Internecie zamieszczono głosowanie: „Czy chcesz, żeby Mikołaj był z Agnieszką?” – jeśli tak, wyślij sms-a…
Mikołaj Krawczyk: Nas to rozśmiesza, czujemy się tak, jakby ludzie starali się nas wprowadzić do „Big Brothera”, a Wielkim Bratem jest Internet.


– Ale miłość to nie „Big Brother”, ona jest realna. Ta jedyna i ostatnia?
Agnieszka Włodarczyk:
Mam taką nadzieję.
Mikołaj Krawczyk: Agę zauważyłem już w „Sarze”. Wszyscy koledzy się w niej kochali i, co tu dużo kryć, ja też byłem nią zauroczony. Potem właściwie cały czas gdzieś tam nasze losy przeplatały się ze sobą…
Agnieszka Włodarczyk: Ale nie było splecionych rąk. Może tylko krótkie spojrzenie w hotelowym korytarzu, bez żadnych konsekwencji ani ubocznej myśli.
Mikołaj Krawczyk: Kiedy zaczęliśmy razem pracować, nie zdawałem sobie sprawy z tego, co nas połączy i jakie to będzie miało konsekwencje w przyszłości. „Między nami nic nie było!/Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych,/Nic nas z sobą nie łączyło/Prócz wiosennych marzeń zdradnych”.
Agnieszka Włodarczyk: To Asnyk. Często cytujemy wiersze i piosenki. Muzyka nas bardzo połączyła.
Mikołaj Krawczyk: Okazało się, że w tym samym czasie słuchaliśmy tych samych piosenek.
Agnieszka Włodarczyk: Kiedyś miałam budzik z muzyką z „Matrixa” i okazuje się, że Mikołaj miał taki sam. Na potęgę kupowałam soundtracki
z filmów.
Mikołaj Krawczyk: I ja też. Nawet do dziś mamy zdarte już kasety z muzyką do „Psów” czy „Osaczonego”.
Agnieszka Włodarczyk: A nasza miłość do Michaela Jacksona?
Mikołaj Krawczyk: Ja przez niego poszedłem do szkoły baletowej.
Agnieszka Włodarczyk: A ja Jacksona śpiewałam jako nastolatka. Jesteśmy tacy „meloleptyczni”, wyczuleni na muzykę.
Mikołaj Krawczyk: No i proszę, mamy wkład w polskie słowotwórstwo!

– A co jeszcze macie?
Mikołaj Krawczyk:
Porozumienie telepatyczne. Uwierzyliśmy w metafizykę – nie wszystko da się poznać naukowo. Bo jak wyjaśnić, że wysyłamy do siebie w tym samym czasie sms-y? I to podobnej treści?
Agnieszka Włodarczyk: Mówimy jednocześnie to samo i używając tych samych słów. No i wzdychamy w identyczny sposób (śmiech).
Mikołaj Krawczyk: Często również słyszymy, że jesteśmy do siebie podobni.
Agnieszka Włodarczyk: Mamy taki sam kolor oczu, chociaż moim zdaniem jego są ładniejsze. Ale Mikołaj nie lubi komplementów.
Mikołaj Krawczyk: Nie umiem ich przyjmować. Uroda to nie jest dobry temat do rozmowy. Pytałaś o nasze początki. U nas to było tak, jakby czas się cofnął. Śmiejemy się, że razem mamy 30 lat, po 15 na głowę.
Agnieszka Włodarczyk: Miłość odmładza ludzi. Myślę, że gdybym się zakochała, mając nawet sześćdziesiątkę, czułabym się podobnie jak teraz i znowu byłabym 15-latką.
Mikołaj Krawczyk: Bo to nasze zauroczenie, zakochanie i potem miłość jest takie…
Agnieszka Włodarczyk: …licealne.
Mikołaj Krawczyk: Chciałem to samo powiedzieć.
Agnieszka Włodarczyk: Rozumiesz teraz, że jesteśmy jedną duszą w dwóch ciałach. Łączą nas podobne przeżycia i podobne doświadczenia. Jeżeli jesteś z kimś starszym czy dużo młodszym, jego dorastanie było inne niż twoje. Oglądał inne filmy, bawił się przy innej muzyce, czytał inne książki. Tacy ludzie mają różne rodzaje wrażliwości. A mnie i Mikołaja porusza dokładnie to samo.
Mikołaj Krawczyk: Ostatnio nawet napisałem ci to w liście. Ja wstaję dużo wcześniej niż Aga, mimo że jestem jak ona nocnym markiem.


– Piszesz do niej listy, gdy śpi?
Mikołaj Krawczyk:
Tak, żeby czytała je przy śniadaniu, mając namiastkę, że jemy je razem.
Agnieszka Włodarczyk: Mikołajowi wystarczają trzy godziny snu. Ja śpię o wiele dłużej.
Mikołaj Krawczyk: W tym liściku napisałem, że miłość to patrzenie w tę samą stronę i jeżeli widzimy rozdarte drzewo, to dostrzegamy je oboje.

– Piękna piosenka Osieckiej.
Agnieszka Włodarczyk:
„Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie, moje prawo to jest pańskie lewo, pan widzi: krzesło, ławkę i stół, a ja – rozdarte drzewo”. Tak było właśnie w moim poprzednim związku. A w tym… Razem idziemy za rękę i razem wszystkiemu stawimy czoło.
Mikołaj Krawczyk: Kulistość energii. One się połączyły w wielką kulę, która zaczęła się toczyć i nic już jej nie zatrzyma. To wszystko się gdzieś dzieje jakby poza nami.
Agnieszka Włodarczyk: Fascynujące, że gdy dwoje ludzi ma być ze sobą, to cały wszechświat temu sprzyja.

– Wszechświat też jest w to zamieszany?
Agnieszka Włodarczyk:
Już nieraz dostawałam ostrzeżenia z góry, że coś jest nie tak w moim poprzednim związku, ale ignorowałam większość sygnałów. Byliśmy ze sobą w końcu dziewięć lat. Myślę, że wszechświat w pewien
sposób się zbuntował i wtedy dowiedziałam się, że jestem zdradzana. Myślałam, że to koniec świata, ale teraz wiem, do czego to miało doprowadzić. Wszechświat będzie zawsze po stronie miłości i w ostateczności nas poprowadzi, nawet jeśli to będzie bolesna droga.
Mikołaj Krawczyk: U mnie też wiele rzeczy wyszło na jaw, ale nie chcę poruszać tego tematu.
Agnieszka Włodarczyk: Ja też nie poruszałam pewnych tematów, ale mam już dosyć spekulacji ą propos powodów mojego rozstania.


– Zaczęliście od rozmów o Waszych problemach?
Agnieszka Włodarczyk:
Byłam totalnie rozbita, ale musiałam pracować. Trudno było mi ukryć swój stan. Mikołaj to zauważył i wtedy zaczęliśmy o tym rozmawiać. Siedzieliśmy obok siebie już po zdjęciach, był bardzo mroźny wieczór, wypłakiwałam się na ramieniu Mikołaja. Potem okazało się, że on też ma powody do płaczu.
Mikołaj Krawczyk: Bardzo trafna jest platońska teoria o cieniach na ścianie, coś nam się wydaje, a w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej i ma inne kształty. Mnie się też wydawało, że Agnieszka jest szczęśliwa ze swoim partnerem, a tu nagle ten jej płacz.
Agnieszka Włodarczyk: Nigdy w życiu od mężczyzny nie dostałam tyle ciepła, co od ciebie.
Mikołaj Krawczyk: Ale wtedy nie było jeszcze żadnych podtekstów, wszystko między nami było czyste. Chcieliśmy tylko przebywać w swoim towarzystwie. Zrozumiałem, co to znaczy nie móc bez kogoś oddychać, coś takiego przytrafiło mi się pierwszy raz w życiu.
Agnieszka Włodarczyk: Ale zanim zauważyliśmy to uczucie, widzieli je nasi przyjaciele. To przyjaciółka uświadomiła mi, że zachowuję się inaczej, gdy obok jest Mikołaj. Rozluźniam się, uśmiecham. A przecież byłam wtedy taka bezradna, stłamszona, zakompleksiona.
Mikołaj Krawczyk: Oboje byliśmy zakompleksieni i stłamszeni, aż nagle wszystko wskoczyło na właściwe miejsce, zaczęło do siebie pasować.
Agnieszka Włodarczyk: Okazało się, że nie muszę nic w sobie zmieniać, powiększać piersi, doklejać rzęs i udawać kogoś innego, ponieważ on kocha mnie taką, jaką jestem.
Mikołaj Krawczyk: Kiedy poczuliśmy, że możemy być sobą przy sobie, to stało się dla nas najważniejsze.
Agnieszka Włodarczyk: Mikołaj potrafi mnie słuchać. Czasami mówię: „Kurczę, pamiętasz, co powiedziałam?”. Bo ja mam tysiąc myśli na sekundę i czasami wypowiadam dwa sprzeczne zdania. A on pamięta to pierwsze i to drugie. Wiesz, Krysiu, co jest najgorsze w związku? Samotność. Z Mikołajem ani chwili nie czuję się samotna ani smutna czy zaniedbana. I najlepsze jest to, że w ogóle się nie kłócimy. Czasami tylko strzelamy focha, jak dzisiaj w samochodzie. Kiedy się dąsamy, po paru minutach pytam: „I co, odpowiada ci ta cisza?”.
Mikołaj Krawczyk: Bardzo szybko się godzimy. Chęć dogadania się to podstawa i rzadkość zarazem. Ja pierwszy raz czuję, że naprawdę chcę wziąć ślub.
Agnieszka Włodarczyk: Mikołaj nie boi się takich rozmów, podczas gdy inni od nich uciekają.

– Mieszkacie razem. Są dwa trudne momenty – kiedy się pakuje walizki i wychodzi z nimi, a potem gdy wstawia się je do nowego mieszkania i myśli, jak to będzie…
Agnieszka Włodarczyk:
Nie było strachu. Nowy dom, nowe ściany napełnia się nową dobrą energią. Dlatego trzeba uważać, żeby nie wnosić tu frustracji i smutków z poprzedniego życia. Miałam tylko problem, co zabrać z tamtego domu. Był bardzo duży, 400 metrów, 10 pokoi. Niepotrzebnie taki ogromny, w ogóle dużo rzeczy wcześniej było mi niepotrzebnych. Wyrzuciłam tyle scenariuszy, tyle pozornych pamiątek, a z nimi zamknęłam wszystkie stare sprawy.


– Co więc zabrałaś?
Agnieszka Włodarczyk:
Pianino i obraz, który przywiozłam z Tajlandii. Taki w stylu kubistycznym. Kupiłam go w Bangkoku na bazarze, gdzie śpiewałam z Tajami piosenki Beatlesów – śmieszna historia. Bardzo lubię moje pamiątki z podróży. A! I niebieski fotel, symbol naszego nowego życia.
Mikołaj Krawczyk: A ja zabrałem tylko trochę ciuchów i gitarę. No i kota.
Agnieszka Włodarczyk: Mamy dwa koty. Lenobiusza i Febilianę.
Mikołaj Krawczyk: Nieoczekiwanie bardzo się zaprzyjaźniły.
Agnieszka Włodarczyk: Nasze koty się pokochały. I to też jakiś znak.
Mikołaj Krawczyk: Ciągle jeździmy na trasie Warszawa–Wrocław, gdzie nagrywany jest nasz serial, i koty zabieramy ze sobą. Nie lubią podróżować, ale wolą być z nami niż pod opieką obcych.

– Wspólne życie Was zmieniło, coś w sobie odkryliście nowego?
Agnieszka Włodarczyk:
Wcześniej miałam trudności z zasypianiem, od lat łykałam proszki nasenne, a na oczy zakładałam ciemną opaskę. Męczyłam się. A teraz śpię jak kamień. Gdy Mikołaj jest obok mnie, czuję się tak bezpieczna, że cały świat może się zawalić, a ja zasypiam.
Mikołaj Krawczyk: Wyprostowałaś sny. A co zmieniło się we mnie? Może to dziwnie zabrzmi, ale po prostu mi się chce. Wszystkiego.

– Na przykład?
Mikołaj Krawczyk:
Chce mi się pracować nad sobą. Doskonalić umiejętności i rozwijać się jako człowiek. Dzięki Adze mam mnóstwo pozytywnej i niespożytej energii.
Agnieszka Włodarczyk: Mikołaj nawet dla mnie gotuje, nie dając mi dojść do głosu. A ja przecież jestem Włodara-kuchara.
Mikołaj Krawczyk: Agnieszka daje mi napęd do życia. Bardzo rajcuje mnie poznawanie siebie. Odkryłem, że jestem systematyczny, a kiedyś bardzo się przeciwko temu buntowałem.
Agnieszka Włodarczyk: Stałeś się bardziej poukładany.
Mikołaj Krawczyk: Poukładany to nie. Po prostu jestem konsekwentny w dążeniu do celu, bo już go mam.

– Zakochanie sprawia, że wszystko inne staje się nieważne?
Mikołaj Krawczyk:
Jesteśmy cały czas jak naćpani. Jakbyśmy zażywali dopaminę.
Agnieszka Włodarczyk: Ja ciągle się uśmiecham, znajomi nie mogą się nadziwić, że stałam się taka kobieca. Wcześniej musiałam być bardziej facetem chyba.
Mikołaj Krawczyk: Zawsze byłaś kobieca. Cudownie jest obudzić się i widzieć ciebie obok.
Agnieszka Włodarczyk: Skończyły się moje depresje, doły. Nie muszę się o nic martwić. Mikołaj wyprzedza moje myśli.
Mikołaj Krawczyk: Cudownie mieć świadomość tego, że się uzupełniamy i że jesteśmy do siebie tak podobni, jakbyśmy byli jednym ciałem astralnym.
Agnieszka Włodarczyk: Nawet napisałeś mi to w liście: „…jesteś moim światem i wypełniasz mnie. Bardzo cię kocham”.
Mikołaj Krawczyk: No, już przestań – a ty co mi napisałaś?
Agnieszka Włodarczyk: A co można napisać po czymś takim? Nie jesteśmy trochę śmieszni, opowiadając tak szczerze o tym, co teraz przeżywamy?
Mikołaj Krawczyk: Chyba Oscar Wilde powiedział, że jeśli ktoś boi się śmieszności, to nie jest wart miłości. Bo miłość jest i radosna, i śmieszna dla kogoś patrzącego z boku.


– Koledzy nie są zazdrośni o tę Waszą miłość?
Mikołaj Krawczyk:
Paru kolegów, zresztą żonatych, chciało zaprosić Agę na „kawę”. A teraz to oni najbardziej są „oburzeni”. To skandal – wołają. Co za hipokryzja.
Agnieszka Włodarczyk: Mam taką zasadę, że kiedy z kimś jestem, nie umawiam się z innymi na kawę. Ani nawet na wodę sodową.

– Sytuacja jest trochę dziwna, bo gracie w tym samym serialu: Agnieszka, Mikołaj i jego poprzednia partnerka. Mogło dojść do rękoczynów?
Agnieszka Włodarczyk:
No widzisz, powtarzasz to, co czytasz w Internecie, a my mamy zupełnie poprawne relacje. Całą burzę rozdmuchały media.

– Wasi rodzice już się poznali?
Agnieszka Włodarczyk:
Nasze mamy się poznały.
Mikołaj Krawczyk: Przy okazji sprostowanie: to wielka bzdura, że moi rodzice są przeciwni Agnieszce. Spędziliśmy razem piękne Święta Wielkanocne.
Agnieszka Włodarczyk: A potem pojechaliśmy do Darłowa do mojej babci i do mojego ojca chrzestnego.
Mikołaj Krawczyk: Cudowna rodzina. Wchodzisz i czujesz dobrą energię.

– Chcecie mieć dzieci?
Agnieszka Włodarczyk:
Nigdy nie myślałam o dzieciach tak zupełnie poważnie. Ale pierwszy raz w życiu czuję, że chcę mieć dziecko. Wszystko między nami jest bardzo na serio. Ale jeszcze musimy się sobą nacieszyć, pojeździć po świecie. Uwielbiam podróże, które uczą nas zawsze czegoś nowego.

– A co będzie później? Myślicie o tym? Gdy skończy się poryw namiętności, co zostanie?
Agnieszka Włodarczyk:
Myślę, że przyjaźń i lojalność. Zawsze dążyłam do tego w swoich związkach, ale nigdy tego nie doświadczyłam.
Mikołaj Krawczyk: Jestem stworzony do monogamii i to nieprawda, że dziewczyny się na mnie rzucają. Boją się mnie. Tak samo jak Agi boją się faceci. Myślę, że tkwimy w pułapce powierzchowności. Jeżeli jako tako się wygląda, od razu inni uważają, że jest się próżnym i zadufanym w sobie.
Agnieszka Włodarczyk: Też cię za takiego uważałam. Burczał, był wiecznie obrażony, stał gdzieś z boku i nie odzywał się. Ale teraz jesteś całkiem inny, Bogu dzięki. Nieustannie żartujemy, droczymy się.
Mikołaj Krawczyk: Jesteśmy zachłyśnięci sobą. I wszystko robimy razem. Sprzątamy, wyrzucamy śmieci.
Agnieszka Włodarczyk: I nagle okazuje się, że wszystko można szybko ogarnąć i zająć się tym, co się lubi najbardziej, czyli na przykład muzyką. Nawet ostatnio dziennikarze poddali nam fajną myśl, żebyśmy nagrali razem płytę.
Mikołaj Krawczyk: To bardzo dobry pomysł.
Agnieszka Włodarczyk: Ale teraz masz nowy serial – „Misja: Afganistan”, więc wszystkie plany odłożymy na później. Mikołaj jutro wyjeżdża na nagrania i boję się o niego, tak jakby naprawdę wyjeżdżał do Afganistanu.
Mikołaj Krawczyk: Już zaczynam za tobą tęsknić.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia Piotr Porębski/Metaluna  
Stylizacja Ewa Rubasińska-Laniro i Magda Makarewicz
Makijaż Eryka Sokólska
Fryzury Marek Sierzputowski/Ruby Blue Atelier
Manikiur Spirit Spa
Koncepcja artystyczna Jola Czaja
Produkcja sesji Elżbieta Czaja


Agnieszka Włodarczyk kupuje na przecenach. Ma swoje powody
SKOMENTUJ (0)
KOMENTARZE (0)