POLECAMY

„Był taki moment, że wszystko było pod Jarka”. Siostra Anny Przybylskiej wspomina aktorkę

Wzruszające wspomnienie Agnieszki Kubery.

Edyta Liebert / 2 miesiące temu
„Był taki moment, że wszystko było pod Jarka”. Siostra Anny Przybylskiej wspomina aktorkę fot. ONS.pl

Anna Przybylska potrafiła wyraźną linią oddzielać życie prywatne od zawodowego. Ta pierwsza sfera była dla niej najważniejsza. Kochała swój dom w Gdyni i wiązała z nim wiele nadziei. Poświęciła się rodzinie, ale nie zapomniała nigdy o karierze... Miała wielkie plany. W rozmowie z Anną Maruszeczko w „Urodzie Życia ” o kulisach związki Ani i Jarka mówiła Agnieszka Kubera, siostra przedwcześnie zmarłej aktorki.

Siostra Anny Przybylskiej w przejmującym wywiadzie: „W każdym badaniu wyglądało to coraz gorzej, wiedziałam, że ona z tego nie wyjdzie”

„Jak mam chorować, to u siebie. Jak rzygać, to zdecydowanie u siebie”

- Dlaczego jej tak zależało na własnym domu, rodzinie? Wcześnie została mamą...
Zawsze chciała spać w swoim łóżku, w  swojej pościeli, wykąpać się w swojej wannie. My wszyscy mamy coś takiego, że nie jesteśmy w stanie wytrzeć się czyimś ręcznikiem. Ja na wyjazdach mam wszystko swoje. Albo wyparzam. (śmiech) Mój syn tak ma. I córka Ani Oliwia. Sprawdzając oferty w hotelu, pilnujemy, by była śnieżnobiała pościel. Niech to kosztuje nawet i 100 złotych więcej.

- Czyli trzeba mieć "swoje", w domyśle "pewne"?
Tak. Ona mówiła: "Jak mam chorować, to u siebie. Jak rzygać, to zdecydowanie u siebie. Nie w pokoju hotelowym, nie gdzieś w wynajętym przez produkcję mieszkaniu". Rano wstawała, jechała rowerem po gazetkę. Przychodziła pani do prania, sprzątania, ale Anka i tak musiała po swojemu. Pełnia szczęścia. Ją to kręciło. To, że wstaje o czwartej, że robi sobie kanapeczkę, wypija swoją kawkę, śmiga na lotnisko i leci do Warszawy.
- Bez planu zdjęciowego też wstawała pierwsza?
Tak, ale też pierwsza odpadała. Jarek aktywny do późna – telewizja, gazeta. Dzieciaki – powtórki "Rodzinka.pl". Życie się kręciło, a Anka spała twardym snem.
- A ten dom w Gdyni, bo miała kilka, był najważniejszy?
Gdynia w ogóle była najważniejsza. Z domem wiązała wiele nadziei. Myślała, że tam wszystko zacznie się na nowo, odżyje jako kobieta, już nie będzie wielbłądem, tylko królewną. Jarek skończy grać w piłkę i przejmie obowiązki domowe, dzieci wyjdą z pieluch, pójdą na balet, na tenisa, piłkę, a ona będzie miała czas dla siebie, w końcu pomyśli o karierze.

Jakoś rok przed chorobą robiłyśmy Wigilię w Orłowie. Popijałyśmy winko, szatkowałyśmy kapustę, a ona mówi: "Siostra, niedługo będzie moja czterdziestka. Ale to będzie impreza!".

Była jedną z najpopularniejszych aktorek w Polsce, ale z drugiej strony w środowisku filmowym panowało przekonanie, że to, co najważniejsze, jeszcze przed nią. Warunkiem było to, że mąż zawiesi korki na klamce?
- Był moment, że wszystko było pod Jarka. Fakt, że praca i życie sportowca są wymagające. Myśmy się czasami z  tym z  mamą nie zgadzały. Bałyśmy się, że Ania, biorąc na siebie większość obowiązków, coś przeoczy. Zatraci się w codzienności, sprawiając, że Jarek poczuje się zbędny, pozna kogoś i odejdzie. Ale Anka mówiła: "Słuchajcie, kocham Jarka, dzieci muszą mieć pełen dom. Matkę, ojca. Jarek ma swoje pięć minut, a ja mogę pracować do końca swoich dni". I  tak było. Pracowała do końca. Tylko że nikt sobie tak końca jej kariery nie wyobrażał. Jakoś rok przed chorobą robiłyśmy Wigilię w Orłowie. Popijałyśmy winko, szatkowałyśmy kapustę, a ona mówi: "Siostra, niedługo będzie moja czterdziestka. Ale to będzie impreza!".

Zobacz, jak wyrosła córka Anny Przybylskiej i Jarosława Bieniuka

Wzruszające wspomnienie Agnieszki Kubery przeczytacie w najnowszym numerze „Urody Życia”.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)